Rzecz jasna trudno przewidzieć jak za trzy tygodnie będzie wyglądał Sejm. Na sondaże, gdzie wyniki poszczególnych partii różnią się czasem o dziesięć procent (!) nie ma co patrzeć. Wiadomo tyle, że jest PiS i PO, potem LiD, a na końcu szereg małych ugrupowań, które do parlamentu wejdą, albo i nie.
Jest całkiem prawdopodobne, iż w Sejmie znajdą się tylko trzy partie. Czy Prawo i Sprawiedliwość będzie wówczas zabiegało o koalicję z Platformą? Dziennikarze, politolodzy oraz blogerzy analizują ten temat już od dawna. Oczywiście nie doszli do żadnych konkretnych wniosków, bo też i co da się przewidzieć w polskiej polityce?
Mam jednak podstawy, by sądzić, że na wieść o trójpartyjnym parlamencie liderzy PiS nie zrobią nic, poza wygodnym usadowieniem się w fotelach i włączeniem TVN24 (czy też TVP3), w oczekiwaniu na zawiązaniu koalicji. Koalicji PO – LiD, rzecz jasna.
Jaki cel miałaby taka taktyka? Cóż, wyjaśnień można szukać mnóstwo, a niektóre nawet wydadzą się całkiem rozsądne. Na przykład, że dzięki prezydenckiemu wetu taka koalicja skazana byłaby na permanentny kryzys legislacyjny. Lech Kaczyński wetowałby wszystkie ustawy, niezależnie od ich wartości i znaczenia politycznego. Po pewnym czasie na naszej scenie politycznej zapanowałby chaos przerastający obecne zamieszanie. I wtedy, na białych rumakach, w lśniących zbrojach powróciliby rycerze z PiS.
Szalone? Ryzykowne? Nieodpowiedzialne? Owszem. Ale czy niemożliwe…?


Komentarze
Pokaż komentarze (18)