To co robi Kazimierz Marcinkiewicz jest tak samo dziwne jak zachowanie Jana Rokity. Oto jeden z najbardziej znanych polskich polityków praktycznie odcina się od własnej partii. Nie przez jakieś konkretne słowa, ale poprzez sugestie, które w jego wypadku muszą brzmieć jednoznacznie.
Podobnie jak w przypadku Rokity musimy zadać pytanie. Z kim my właściwie mamy do czynienia? Przecież zachowanie Marcinkiewicza znacząco odbiega od polskiej politycznej normy (jakkolwiek by to brzmiało). Czy więc oznacza to, że były premier jest odważnym idealistą z własną wielką wizją? A może odwrotnie – cynikiem biorącym udział w jakiejś z góry zaplanowanej grze?
Według mnie Marcinkiewicz może być idealistą, może być cynikiem – ważne, żeby nie był frajerem. A to, niestety, też jest opcja, której nie da się wykluczyć. Łatwo sobie bowiem wyobrazić, że żyje on swoimi fantazjami i nie patrzy realistycznie na rzeczywistość. Mówi jedno, robi drugie, a potem i trzecie, a z tego wszystkiego absolutnie nic nie wynika.
Osobiście wolę uważać (i może to ja tu jestem frajerem), iż Marcinkiewicz faktycznie ma jakiś plan i chce połączyć to co wspólne w PiS oraz PO. Bo to wydaje się już niemożliwe, ale dla polskiej prawicy nadal jest najlepsze.


Komentarze
Pokaż komentarze (33)