Donald Tusk powiedział właśnie na gdańskiej konwencji Platformy, iż wierzy w cuda, a Jarosław Kaczyński nie. I dlatego premier nie jest „dobrym katolikiem”. Warto dodać, że szef PO przemawiając o cudach miał na myśli polską gospodarkę.
Tego typu argumentacja wprawiła mnie w swego rodzaju podziw. W kilku zdaniach połączyć sprawy religijne i ekonomiczne na wiecu partii nazywającej siebie samą liberalną – to trzeba umieć! Przemawiający po Tusku Komorowski także zwrócił się do Boga, a dokładnie – obiecał pomóc mu w dziele naprawy naszej gospodarki.
Teraz zastanawia mnie pewna rzecz. Czy jeśli PO przegra wybory to Bóg nam nie pomoże? Zapewne nie ja jeden mam taki zgryz. Niewykluczone, że taki jest cel sztabowców Tuska – przekonać Polaków, iż Bóg jest tylko z PO.
Ciekawe kto z ramienia Platformy prowadzi z Bogiem negocjacje koalicyjne. Może Stefan Niesiołowski? On już od pewnego czasu sprawia wrażenie będącego z nami ciałem, ale nie duszą. Byle tylko Bóg nie zażądał, tak jak PiS, resortów siłowych dla siebie. Bo znów będą problemy z utworzeniem rządu.


Komentarze
Pokaż komentarze (22)