Ma 97 lat, uratowała życie tysiącom ludzi i na Pokojową Nagrodę Nobla zasługuje jak nikt inny na świecie. Szkoda więc trochę, że Irena Sendlerowa tej nagrody nie dostanie. Piszę „trochę” gdyż Nobel nie jest przecież jedyną miarą człowieka. Ta drobna kobieta nie potrzebuje szwedzkich akademików, by decydowali o jej wielkości. Ona jest wielka.
Przykre jednak, iż Akademia Noblowska jak zwykle ostatnio przyzna nagrodę nie patrząc na zasługi, a na aktualny trend, starając się równocześnie zaskoczyć. Nasi dziennikarze są naiwni, ciesząc się z wysokich notowań Sendlerowej u bukmacherów. Przecież tacy kandydaci nigdy nie wygrywają! Szwedzi otwarcie przyznają, iż wybierają do Nobla najmniej spodziewane osoby lub organizacje. Tym samym Sendlerowa nie ma szans.
Nobla dostanie jakiś nikomu bliżej nieznany działacz z Burkina Faso, któremu prezydent pozwolił być opozycjonistą, lub pakistańska feministka, odważnie nosząca o parę centymetrów krótszą spódnicę. W innym wariancie nagrodzony zostanie polityk, który zgodził się nie dokańczać rozpoczętej przez siebie rzezi.
Mógłbym nawet rzec: dobrze, że Irenie Sendlerowej nie zostanie przyznana Pokojowa Nagroda Nobla. Po co ta niezwykła kobieta ma być umieszczana w tym szemranym towarzystwie? Jednak faktem jest, że tej nagrody potrzebuje Polska. Nie oszukujmy się – dla świata jesteśmy żydowskim cmentarzem, pełnym potomków dawnych świadków (czy nawet współuczestników) zbrodni. Nikt nie wie, iż za ratowanie Żydów groziła śmierć, a i sami Polacy byli dla Niemców niczym zwierzyna łowna. Wojna jest obecnie przedstawiana na Zachodzie poprzez pryzmat Francji, Holandii lub Włoch. A tam wyglądała przecież zupełnie inaczej niż u nas.
Nagrodzenie Sendlerowej przypominałoby nie tylko o jej zasługach, ale też o niewyobrażalnym ryzyku jakie ponosiła ona, oraz inni Polacy pomagający Żydom podczas Holocaustu. Świat (poza, oczywiście, Izraelem) nic o tym nie wie. Ale też nie chce wiedzieć.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)