Przed chwilą niezwykle wzburzony szef MON zapowiedział kroki prawne przeciw dziennikarzom „Gazety Wyborczej”, którzy ujawnili w Internecie nazwisko zabitego w Iraku żołnierza, zanim do rodziny dotarła informacja o jego śmierci.
Teraz nazwisko kolejnej polskiej ofiary wojny podają już wszystkie media, poza „Wyborczą” właśnie. Nie wiem jak to wyglądało rano, ale minister zapewne wie co mówi. I należy mu w tym momencie przyznać rację. To bardzo źle, gdy rodzina żołnierza dowiaduje się o swej tragedii z mediów. Tymczasem dziennikarze natychmiast urządzili spektakl.
Podobnie jest zresztą nie tylko w przypadku śmierci Polaków na zagranicznych misjach. Reporterzy niecierpliwie wyczekują każdej tragedii. Jak to wczoraj rano powiedział dziennikarz jednej ze stacji informacyjnych: „na razie jeszcze nikt nie zginął”. Trudno w takiej chwili określić tych ludzi inaczej niż „ścierwojady”.
Owszem, ludzie mają prawo do informacji. Lecz czy wypadek musi być natychmiast filmowany przez „Błękitnego 24”? A jak było ze sprawą zaginionych policjantów? Gdy ze stawu wyciągano ich zwłoki kilka metrów dalej tłoczyli się reporterzy i głośno zastanawiali – widać zwłoki, czy nie?
Gdyby chociaż dziennikarze potrafili zachowywać się z wyczuciem. Ale dla nich to tylko news. Ich nie obchodzi, że dla kogoś to największa w życiu tragedia. Czy faktycznie wszyscy muszą na to patrzeć? Ludzie mediów, odpowiedzą: „oczywiście”. Lecz czy my naprawdę chcemy to oglądać?



Komentarze
Pokaż komentarze (26)