Ujazdowski, Dorn, Zalewski. Co oni robią? Czyżby zbuntowali się przeciw Jarosławowi Kaczyńskiemu? Tak to może wyglądać i są tacy, którzy wzywają mnie do poparcia ich działań. Gdyby faktycznie postępowanie trzech, byłych już, wiceprzewodniczących PiS prowadziło do realnych zmian w partii, chętnie stanąłbym po ich stronie. Jednak szczerze mówiąc, nie czuję w tej chwili do nich sympatii.
To może być początek „wojny na górze” w Prawie i Sprawiedliwości. Lecz właśnie – ruchy Ujazdowskiego, Dorna oraz Zalewskiego nie sprawiają wrażenie niczego innego, jak kolejnej gabinetowej niezrozumiałej gry. Nam, tu na dole, pozostaje tylko obserwować i czekać na wynik. Wcale mi się to nie podoba.
Żadna z walczących stron (jeśli faktycznie trwa walka) nie dba o poparcie członków partii niższego szczebla. W terenie kilka telefonów się zapewne grzeje w każdym województwie, ale nic poza tym. Nikt się szeregowych pisowców nie spytał co myślą o wynikach wyborów oraz sposobie ich przeprowadzenia. Nie wykluczone, że nikt w Warszawie nie zna nastrojów w partii. Ale ich to najwyraźniej nie obchodzi. Toczą swoją grę.
Partyjni liderzy nawet nie wpadli na pomysł, by we frakcyjnych walkach wykorzystać szersze partyjne masy, co przecież mogłoby być niezwykle pomocne. To niestety jest bardzo znaczące i pokazuje co kierownictwo PiS myśli o swych podwładnych.
Warszawscy gracze mogą jednak zostać szybko sprowadzeni na ziemię. Tu, na dole, widać, iż szeregowi członkowie też mają swoje poglądy. Jedni wolą tego, inni tamtego. Jeśli okaże się, że kierownictwo partii zostało nagle zawężone do tych, a nie innych ludzi, wiele osób może stracić resztki motywacji dla pracy w PiS. Ile można dawać sobą pomiatać?



Komentarze
Pokaż komentarze (16)