Prof. Wiesław Chrzanowski nie żyje. Teraz, kiedy jeszcze nie ostygł różne miernoty polityczne podłączają się pod jego sławę, przyrównują się z jego kryształowym charakterem, oczywiście niechcąco wypominając mu jego epizod ze Służbą Bezpieczeństwa i obecność na liście Macierewicza.
I kto to przeważnie mówi? Z niesmakiem obejrzałem występ przed kamerami stacji telewizyjnych żelaznego posła Józefa Zycha, który opowiadał, jak prof. Wiesław Chrzanowski płakał, gdy dowiedział się o liście Macierewicza. Józef Zych wspominał, że byli wtedy sami. Z naciskiem podkreślał łzy profesora. Tylko on widział łzy w jego oczach.
Czy musiał w dniu śmierci wywlekać na światło telewizyjne ten jakże osobisty moment? Józef Zych podłączył się pod cudzą rozpacz dla medialnej popularności.
Poseł Józef Zych dobrze wie, ile znaczy przeszłość w życiu polityka. Kiedy sam był drugą osobą w państwie, o krok od prezydentury, wówczas nieśmiertelny Jerzy Urban zamieścił w swoim niezdartym „NIE” sążnisty artykuł o tym jak to Józef Zych siedział w więzieniu za malwersacje finansowe. Ta czytanka zbulwersowała wielu wyborców.
Może nie warto mówić o łzach i cierpieniach najróżniejszych karierowiczów. Wszak splamieni w przeszłości tajną współpracą z bezpieką lub udowodnioną przestępczością są dzisiaj w Polsce gwiazdami politycznymi, niezrównanymi ministrami, prowadzą nasz kraj ku powszechnemu dobrobytowi.


Komentarze
Pokaż komentarze