Były prezydent Lech Wałęsa – główny architekt nowej kapitalistycznej Polski – wziął w obronę ludowców. W TVN24 tłumaczył i usprawiedliwiał PSL, którego pazerność i nepotyzm budzą powszechne obrzydzenie.
„Jesteśmy zaskoczeni wolnością po 50 latach. Takie rzeczy się zdarzają” – mówił. Nie wspomniał o braku poczucia elementarnej sprawiedliwości, o zwyczajnym złodziejstwie w białych rękawiczkach w majestacie prawa, o biedzie przeciętnego Polaka.
Powiedział wprost: „Ludzie z miasta to zbieranina, a ludowcy ludzie ze wsi, ja też jestem ze wsi, wierzą swoim i dlatego powierzają stanowiska swoim”.
No i wszystko jasne. A swoi między swoimi robią co chcą. Ciekawe jak długo zbieranina w miastach będzie tolerowała chłopskich filozofów ze wsi?
„PSL jak kleszcz pije państwową krew” – taki tytuł spotkałem w
Internecie. Sześćdziesiąt tysięcy etatów dla kolesiów spod zielonej koniczynki? Krowy kiedy za dużo nażrą się koniczyny dostają wzdęcia i trzeba im przebijać brzuchy.
Czy po drugiej stronie pośród zbieraniny w miastach jest lepiej? Nieudacznik polityczny dostaje miesięczną pensję 110 tysięcy złotych, a bezrobotni dogorywają na głodowych zasiłkach. Nowi ONI biorą ile chcą i śmieją się z narodu.
Jak długo będzie się o tym tylko mówić i pisać?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)