128 obserwujących
3953 notki
1791k odsłon
187 odsłon

O wizycie u Tomka Golloba, siatkarskim rajdzie i Maksie Drabiku...

Wykop Skomentuj1

„Żeby być sobą, trzeba być kimś” – napisał kiedyś Stanisław Jerzy Lec. Cóż, nie można tego trafniej ująć. To taki nietypowy wstęp, do sportowego, bądź co bądź, felietonu. Ale żadne aluzja, serio…

Najbardziej ucieszyły mnie ostatnio dobre występy w europejskich pucharach polskich drużyn siatkarskich. To swoisty paradoks, że kluby, którym niespecjalnie wiedzie się z w żeńskiej Tauron Lidze bardzo dobrze spisują się np. w Lidze Mistrzyń. Co pomyślą o polskiej lidze zawodniczki, dziennikarze, eksperci, gdy drużyny II połówki tabeli leją najlepsze drużyny innych krajów i podejmują absolutnie wyrównaną walkę z utytułowanymi klubami włoskimi?

Gdy chodzi o siatkarzy, w Kędzierzynie-Koźlu miejscowi zaplanowali trzy zwycięstwa i plan wykonali. Najbardziej chyba ucieszyło ich 3-0 ze Skrą Bełchatów, z którą trzy dni wcześniej wygrali ledwo, ledwo, po tie-breaku, też u siebie.

W tym tygodniu VERVA Warszawa ORLEN Paliwa jedzie do Belgii, a ja akurat w tym czasie będę na ostatniej w tym roku sesji Parlamentu Europejskiego w Brukseli, więc uda się może obejrzeć polski klub w akcji na wyjeździe. Ciekawy jestem konfrontacji z zagranicznymi siatkarzami szczególnie naszych mistrzów świata – tego z 2014 roku czyli Andrzeja Wrony i tych z 2018 roku, a więc Damiana Wojtaszka, Artura Szalpuka i Bartosza Kwolka oraz jedynego w warszawskim klubie, który był w drużynie, a której odegrano „Mazurek Dąbrowskiego” podczas obu MŚ czyli Piotra Nowakowskiego. No, ale to dopiero przyszłość, choć bardzo bliska.

Ostatnio spędziłem niemal 4,5 godziny w domu naszego żużlowego arcymistrza Tomasza Golloba. Bardzo długa i bardzo szczera rozmowa. O wszystkim, ale przede wszystkim o speedwayu. Tomek może mówić o tym godzinami, a ja mogę godzinami słuchać Tomka. Życiorys Golloba, z ojcem Władysławem i bratem Jackiem w nierozerwalnym tle, jest trochę jak kanwa sensacyjnego filmu, gdzie jest miejsce nawet na policyjne akcje, szwarccharaktery z półświatka oraz sędziego, który – uwaga – staje po stronie sprawiedliwości. O Tomaszu Gollobie możemy powiedzieć, że „my wszyscy z niego”. Mowie oczywiście o fanach speedwaya i działaczach żużlowych. Polscy jeźdźcy zdobywali tytuły żużlowych drużynowych mistrzów świata, a także złote medale MŚ w parach oraz jeden jedyny tytuł Indywidualnego Mistrza Świata (Jerzy Szczakiel) w latach 1960-ych i 1970-ych. Potem cała dekada lat 1980-ych, aż do połowy 1990-ych to generalnie okres posuchy. To właśnie Tomek wprowadził polski żużel do światowej ekstraligi, wygrywając pamiętne Grand Prix na naszym Stadionie Olimpijskim w 1995 roku. Rozgrywane zresztą wtedy po raz pierwszy we Wrocławiu. Potem były jego wzloty i upadki i myśl, żeby przerwać karierę. Tak, tak serio myślał w 1999 roku.

Golloba w jego przytulnym i pięknie urządzonym domu pod Bydgoszczą odwiedziłem wieczorem ( a wyjechałem po północy) zaraz po meczu męskiej Tauron I ligi, w którym jeden z faworytów do awansu do PlusLigi czyli Visla Bygdoszcz pokonała outsidera czyli białostocki BAS nie bez pewnych kłopotów, bo 3-1. Ten mecz nie był transmitowany w telewizji. Choć i tak Polsat Sport pokazuje ich w tym roku, gdy chodzi o wszystkie trzy ligi, w tym dwie męskie wyjątkowo dużo. Nikt więc mi nie zarzuci, że jeżdżę na mecze tylko te „telewizyjne” (niedawno byłem również na dwóch meczach w Częstochowie: Norwida i Częstochowianki, których też nie można było uświadczyć w telewizji). Poprzedniego dnia byłem na siatkówce w Kędzierzynie – tak, tak na tym meczu, gdzie Bełchatów prowadził 1 do 0 i miał szansę wygrać drugiego seta, a potem być może jako pierwszy klub w tym sezonie zabrać zwycięstwo ZAKSIE. Skończyło się, jak napisałem wcześniej, 3 do 2 i był to jeden z dwóch pięciosetowych meczów, które oglądałem w ten początek weekendu. Zaraz potem pojechałem na drugi koniec województwa opolskiego, do Nysy, gdzie między innymi z ojcem Bartka Kurka, Adamem, ale także wywodzącym się z Nysy reprezentantem Polski i działaczem VERVY Warszawa Piotrem Gackiem, oglądałem porażkę miejscowych 2-3 z GKS Katowice. Był to skądinąd już szósty (sic!) tie-break przegrany przez zespół Krzysztofa Stelmacha. Można powiedzieć, że jeszcze rekordu Bydgoszczy z zeszłego sezonu nie pobili, bo wówczas Visla przegrała osiem pięciosetowych meczy, aby na końcu niespodziewanie spaść z PlusLigi. Gdyby nie to, spadłaby sensacyjnie Asseco Resovia Rzeszów mimo dysponowania największym budżetem w najwyższej klasie rozgrywkowej. Byłoby to zresztą potwierdzeniem starej tezy, że pieniądze w sporcie są ważne, bardzo ważne, ale nie decydują.

 Zmieniając trochę temat, a w zasadzie wracając do żużla, mam nadzieję, że POLADA czyli nasza rodzima agencja antydopingowa będzie miłosierna dla naszego Maksyma Drabika i nie zniszczy chłopakowi kariery. Przecież wcale się nie „szprycował”, a do wzięcia kroplówki się przyznał, choć pewnie, gdyby skłamał -nikt by tego nie zauważył. Mam nadzieję, że ta antydopingowa Temida uwzględni ludzki aspekt całej tej sprawy, jak również fakt, że przepisy właśnie się zmieniły i są znacznie mniejsze kary za wykroczenie takie, jakie popełnił zawodnik Betardu Sparty Wrocław. Chłopak, który – przypomnijmy – dla Polski zdobył 2 razy tytuł indywidualnego mistrza świata juniorów i raz wicemistrza...

*tekst ukazał się w tygodniku „Słowo Sportowe” (14.12.2020)


Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Sport