130 obserwujących
4076 notek
1830k odsłon
  207   0

USA – Iran – UE – Rosja. "Wespół-zespół..."

To nie chyłkiem, rakiem, po cichu, ale spektakularne wycofywanie się z twardej linii wobec Iranu forsowanej przez administrację USA począwszy od 2017 roku. Za jednego z głównych ojców tej "Cold War" Stanów Zjednoczonych Ameryki z Islamską Republiką Iranu uważam w oczywisty sposób, znanego mi z kilku konferencji międzynarodowych, poświęconych zresztą... właśnie Iranowi (sic!), Johna Boltona, byłego ambasadora USA przy ONZ, a potem, przez pewien czas doradcę prezydenta Donalda Trumpa do spraw bezpieczeństwa. Rzeczywiście ambasador Bolton był "jastrzębiem", który parł – i żeby było jasne: znajdował dla tego zrozumienie u D. J. Trumpa – do osaczania Teheranu i przykręcania śruby rządzącym ajatollahom – duchowym dzieciom Chomeiniego.

Tendencja do "uspokojenia"

Obecnie obserwujemy zbiorowa tendencje pójścia w kierunku "appeasmentu" czyli "uspokojenia". Przypomnę, że pojęcie to weszło do języka polityki międzynarodowej tuż przed II wojną światową i służyło do zilustrowanie polityki premiera Jej Królewskiej Mości Neville’a Chamberlaina i Londynu wobec III Rzeszy Niemieckiej. Jakim skutkiem owa polityka Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii I Irlandii Północnej wobec Niemiec się zakończyła – wszyscy wiedzą…

Może to analogia złudna. Może na wyrost. Może. Nie będę bawił się w oceny nowej amerykańskiej taktyki (strategii?) wobec Iranu. Stwierdzam tylko fakt, że takowa – zgodnie zresztą z moimi i nie tylko moimi oczekiwaniami – pojawiła się. Teheran się ucieszył. Ucieszyły się też Berlin, Paryż, Londyn i Moskwa, które wspólnie były akuszerami "dealu" sprzed lat, który wysadził w powietrze prezydent Trump. Teraz amerykańscy wyborcy wysadzili w powietrze Trumpa. Jego następca Joseph Robinette Biden za wszelką cenę chce pokazać, że nie tylko w polityce wewnętrznej, ale również zagranicznej, różni się od swojego "okropnego" poprzednika.

Stanowisko UE

Jest jeszcze jeden podmiot, który tym zwrotem Białego Domu cieszy niepomiernie. To Unia Europejska. W dobie wszelkich możliwych dopustów Bożych, dużych, większych i strategicznych, od Brexitu poczynając, przez pandemię COVID-19, kończąc na katastrofalnej merytorycznie i wizerunkowo wizycie szefa unijnej dyplomacji Josepa Fontenellesa Borrella w Moskwie, nagle pojawiła się szansa, że UE wyjdzie z jakąś własną, ale globalną inicjatywą i coś ugra. Rzeczywiście Borrell rzucił pomysł, powiedzmy nowego "okrągłego stołu" w sprawie Iranu i wszyscy odetchnęli z ulgą.

Jest jak we fraszce Jurandota: "Wszyscy się cieszą, światło się pali..."

*tekst ukazał się na portalu dorzeczy.pl (06.04.2021)

Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka