133 obserwujących
4165 notek
1853k odsłony
  109   0

Brukselski wieczór czyli pandemia w odwrocie

Bruksela, niedzielne późne popołudnie. Plac Jourdan, tuż przy Parku Luksemburskimi bibliotece Solvay, znajdujących się z kolei przy budynku Parlamentu Europejskiego. Na Placu Jourdan i przylegających do niego uliczkach mieści się ze dwadzieścia parę restauracji. Do wyboru, do koloru: włoskie, greckie, japońska, turecka, portugalska, meksykańska, nawet tunezyjska, co nie powinno dziwić, bo sporo mieszkańców Brukseli ma korzenie w krajach Maghrebu. Są tam też tradycyjne belgijskie knajpy z mulami i frytkami, które przecież wymyślono w tym kraju. Jest też kultowa frytkarnia, którą w swoich programach kulinarnych opisywał niegdyś Robert Makłowicz: zawsze jest przy niej spora kolejka.

Po 19-tej tłum ludzi. Restauracje otwarte są od dwóch dni, a że piękna, słoneczna pogoda i niedziela, to znalezienie wolnego stolika graniczy z cudem. Restauracje funkcjonują, ale nie w środku, tylko na powietrzu, co powoduje, że plac stał się jakby mniejszy, a teoretyczny „chodnik” oddziela rzędy zapełnionych stolików i krzeseł. I tylko przechodnie w maseczkach przypominają temu beztroskiemu, restauracyjnemu światu, że Europa od niemal 1,5 roku zmaga się z pandemią.

Rzecz dzieje się w Belgii, a więc w kraju, który w Unii Europejskiej od wiosny zeszłego roku miał największą procentowo liczbę zgonów na milion mieszkańców. To tu umierali, jak, za przeproszeniem, muchy, pensjonariusze belgijskich DPS-ów czyli domów dla seniorów – obojętnie czy w bogatszej niderlandzkojęzycznej Flandrii czy nieco teraz biedniejszej francuskojęzycznej Walonii.

1300 kilometrów stąd, w innej stolicy – stolicy mojej ojczyzny – Warszawie już za kilka dni będzie można chodzić po ulicach bez masek. I w Rzeczypospolitej i w Królestwie Belgii powolutku, tydzień po tygodniu, dzień po dniu, wraca NORMALNOŚĆ. Na razie jest niczym przebiśnieg, który przebija się przez warstewkę śniegu czy szronu, aby zakwitnąć. Ludzie tęsknią za normalnością, a pewnie spora część chce zachorować nie tyle na COVID- 19,co na amnezję, choćby czasową, aby o COVIDZIE zapomnieć, wyprzeć ze świadomości...

Za chwilę pandemia znajdzie się na równi pochyłej. A jak się skończy, zajmą się nią historycy. Ale nie zwróci to życia ofiarom, także moim rodakom.

*tekst ukazał się na portalu Wprost.pl (10.05.2021)

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości