135 obserwujących
4264 notki
1872k odsłony
  108   0

Stary kapelusz na łóżku Picassa

Malarze i rzeźbiarze -wiadomo, artyści - tworzą inny, specyficzny świat. Nie lepszy od nie- artystycznego, nie gorszy, ale z cała pewnością różny. Na przestrzeni wieków malarze i rzeźbiarze , nieraz bardzo wybitni , wielokroć udowadniali, że nie tylko tworzą wielkie działa, ale też mają olbrzymie poczucie humoru oraz... szereg dziwactw. Oto szereg przykładów:

Hiszpański XVII-wieczny malarz Bartolome Murillo był znany nie tylko jako artysta, ale także jako człowiek bardzo religijny i gorliwy w wyznawaniu swojej wiary . Spędzał w kościele godziny całe, modlił się, kontemplował. Miał swój szczególnie ulubiony obraz, który przedstawiał słynną biblijną scenę zdjęcia Jezusa Chrystusa z krzyża. Gdy kiedyś zasiedział się w świątyni starszy kościelny, który marzył już tylko o tym, żeby zamknąć kościół i iść do domu zwrócił się do Murillo nie kryjąc zniecierpliwienia: „Powiedz Panie, jeśli mogę wiedzieć, czemu tak długo wpatrujesz się w ten obraz?”. Artysta, skrywając uśmiech, odpowiedział: „Czekam aby ci dobrzy ludzie na obrazie zdjęli w końcu Naszego Pana z tego krzyża”…

Rzeźbiarz je, nie płaci i wzywa policję

Rzeźbiarz Manolo, też Hiszpan – prawdziwe nazwisko Manuel Hugue (1872-1945) – mieszkał i tworzył we Francji. Jak wielu artystów, delikatnie mówiąc nie śmierdział groszem. Kiedyś do świetnej knajpy w Paryżu zaprosił poetę Maxa Jacoba (1876-1944). Ucztowali parę godzin, jedząc obiad składający się z wielu najdroższych dań i trunków. Po długiej biesiadzie Manolo skinął na kelnera i stwierdził: „Proszę o rachunek i policję…”. Oczywiście Hugue był bez grosza i od początku nie zamierzał płacić.

Ów Manolo miał doprawdy wielkie, ale też specyficzne poczucie humoru. Kiedyś właściciel znanej w Paryżu galerii sztuki Daniel Henry Kahnweiler (1884-1979) poratował kiedyś hiszpańskiego rzeźbiarza, zamawiając u niego za bardzo dużą kwotę rzeźbę. Postawił jednak jeden zasadniczy warunek: dzieło musiało być naprawdę duże. Manolo pracował, z nadzieją na okrągłą sumkę, dość szybko. Gdy przedstawił, to co stworzył Francuzowi, ten osłupiał. Rzekomo wielka rzeźba przedstawiała kobietę siedzącą w kucki – całość nie była większa od średniej wielkości taboretu… Gdy Kahnweler odzyskał głos i zrobił rzeźbiarzowi awanturę, Hiszpan spokojnie odparł: „ Gdyby ta pani wstała, z całą pewnością miałaby dobrze ponad półtora metra. Ale na razie jest zmęczona i siedzi”.

Jak Styka Jezusa malował...

Nasz rodak Jan Styka (1858-1925) był, jak jego kolega po fachu, wspomniany już tu Hiszpan Murillo, człowiekiem niesłychanie pobożnym. Do tego stopnia, że -jak legenda głosiła- malując swój słynny obraz przedstawiający Chrystusa, z pobożności malował go na kolanach. Współcześni powtarzali złośliwie, ze w trakcie tworzenia tego działa, malarzowi objawił się Jezus i rzekł do niego: „Styka, Ty mnie nie maluj na kolanach, Ty mnie maluj dobrze”. Jan Styka był człowiekiem nie tylko głęboko wierzącym, ale też pogodnego serca i nie obrażał się, gdy mu powtarzano tę anegdotę.

Inny nasz wielki artysta, tyle ,że wirtuoz fortepianu Artur Rubinstein (1887-1982) – ten sam, który w 1945 roku po koncercie w Nowym Jorku zagrał na bis „Mazurka Dąbrowskiego” - udzielił kiedyś wywiadu dla ukazującego się we Włoszech tygodnika „Epoca”. Opowiadał w niej o legendarnym hiszpańskim malarzu Pablo Picasso (1881-1973), z którym się przyjaźnił. W rozmowie z dziennikarzem z Italii podkreślał, że wiele się od Picasso nauczył, ale opowiedział tez o ich kłótni. Gdy ośmielił się zapytać Hiszpana, dlaczego maluje bez przerwy te same rzeczy, wściekły Picasso wybuchnął, piorunując Polaka swoim słynnym gorejącym spojrzeniem: „Co? Ty mówisz, że ja maluję te same rzeczy? Przecież ja ciągle jestem inny. Zmieniam się w każdej minucie i w każdej godzinie. Każdy nowy moment, to przecież nowe światło! Każdego nowego dnia patrzę na nawet te same przedmioty innym spojrzeniem!” Polski pianista, po chwili zastanowienia, może przekonany, a może dla świętego spokoju pokiwał głową i przyznał mu rację.

Tenże Picasso jest bohaterem innej cudownej anegdoty. Do jego pracowni przyszedł niegdyś sędziwy, ale przede wszystkim obrzydliwie bogaty francuski bankier i zakomunikował, że chciałby kupić jeden z obrazów malarza. Zadowolony Hiszpan pokazał kilka swoich prac, które wisiały na ścianie, a następnie zaproponował jedną z nich, jak to Picassa, zdecydowanie odległa od tradycyjnego malarstwa. Bankowiec długo kontemplował obraz , milczał, przystępował z nogi na nogę, w końcu skrępowany wykrztusił: „Mistrzu! Ja wezmę ten obraz, ale przyznam się Panu, że mówiąc wprost, nie mam pojęcia, o co w nim chodzi!?” Na co Picasso uśmiechnął się szeroko: „Och, to dziecinnie proste. Tu chodzi o dwadzieścia tysięcy franków”.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura