136 obserwujących
4317 notek
1880k odsłon
  287   0

Ja nie obiecuję, ja realizuję

Już za dwa tygodnie wybory w Polskim Związku Piłki Siatkowej. Z siedmiu kandydatów największe szanse na zwycięstwo ma trzech - urzędujący prezes Jacek Kasprzyk, Sebastian Świderski oraz Ryszard Czarnecki, wiceprezes PZPS-u ds. międzynarodowych.

Niedawno opublikowaliśmy na Sport.pl rozmowę z Sebastianem Świderskim. Dziś dajemy możliwość wypowiedzenia się Kasprzykowi i Czarneckiemu.

Jakub Balcerski, Łukasz Jachimiak: Dlaczego chce pan być prezesem Polskiego Związku Piłki Siatkowej?

- Ryszard Czarnecki: Znacząca część środowiska siatkarskiego namawiała mnie na to od dłuższego czasu. To ludzie, którzy mają daleko większe doświadczenie w siatkówce niż ja - trenerzy, sędziowie, byli zawodnicy, działacze, społecznicy. Widocznie w ten sposób doceniają moją pracę na rzecz siatkówki w ostatnich latach. To bardzo miłe, bo liczę się z ich zdaniem i szanuję ich dorobek oraz doświadczenie. Sama decyzja nie była łatwa. Traktuję to jako wielkie wyzwanie.

Co pan powie tym, którzy twierdzą, że siatkówka nie jest dla pana najważniejsza, że posada prezesa ma być dla pana trampoliną do stanowiska szefa Polskiego Komitetu Olimpijskiego, na które już kiedyś miał pan ochotę? Słyszeliśmy też, że traci pan grunt pod nogami w polityce i dlatego bardzo panu zależy na mocniejszym wejściu w sport.

- Kadencja prezesa PZPS-u trwa cztery lata. Według znowelizowanego polskiego prawa można sprawować ją maksimum dwie kadencje. Jeżeli zostanę wybrany, to funkcja prezesa PZPS będzie dla mnie sprawą absolutnie kluczową. Jeżeli taka będzie wola, abym dalej był we władzach PKOl-u - zarówno w zarządzie, jak i w prezydium, jak teraz - to oczywiście będę, bo w interesie siatkówki jest i będzie, żeby tam był reprezentant naszego środowiska. Natomiast ma pewno nie będę kandydował w wyborach na prezesa PKOl-u, które się odbędą w przyszłym roku. Mówię to po raz pierwszy oficjalnie i publicznie. A ta druga sprawa?

Pytaliśmy o pana pozycję w polityce.

- Jak ktoś chce wierzyć w bajki, że moja pozycja polityczna osłabła - niech wierzy. W Yeti i lądowanie UFO tez niektórzy wierzą. Mam wrażenie, że ci, którzy tak mówią, żyją w świecie wirtualnym - ja wolę real.

Zapowiadał pan niedawno, że w razie wygrania wyborów na prezesa PZPS-u w pewnym wymiarze zrezygnuje z polityki. Czy może pan doprecyzować w jakim? Przestanie pan być europosłem?

- W wywiadzie dla SportowychFaktów powiedziałem bardzo precyzyjnie, że przestanę zajmować się polityką krajową. Nie będę się do niej odnosił, nie będę komentował, skupię się na siatkówce. Uważam, że jeżeli prezes PZPS-u będzie jednocześnie europosłem, to będzie to dobre dla międzynarodowej pozycji związku. To przez szereg ludzi np. z federacji europejskiej, jest odbierane jako moja zaleta, jako wartość dodana. Pamiętam jak zostałem zaproszony, ad personam, przez prezesa CEV Aleksandara Boricicia na kongres do Paryża, to rozmawialiśmy o potencjalnej akcesji Serbii (Boricić jest Serbem - red.) do Unii Europejskiej. Nasze rozmowy zawsze tego dotyczyły - w Polsce też i w Wiedniu. To, że jestem europosłem na międzynarodowej arenie siatkarskiej na pewno jest plusem. Natomiast uważam, że prezes PZPS nie powinien być aktywny politycznie na arenie krajowej, bo to może budzić tylko emocje. Choć przede mną szereg polityków piastowało funkcje prezesów związków sportowych. Tak było choćby w przypadku senatora PO Romana Ludwiczuka, który kierował polską koszykówką, czy mojego kolegi z zarządu PZPS-u posła PO, Pawła Papke - też kiedyś przecież szefa polskiej siatkówki. Jeśli zostanę prezesem, to dłużej nie zamierzam brać udziału w polityce krajowej - tak będzie lepiej dla siatkówki.

A w jakim wymiarze bierze pan obecnie udział w polityce krajowej? Tylko jako komentator?

- Jestem członkiem władz Prawa i Sprawiedliwości.

Zdaje się, że nie ma już pana w składzie Komitetu Politycznego Prawa i Sprawiedliwości?

- Tak, jak niemal wszystkich europosłów. Jestem w Radzie Politycznej.

I z tego by pan zrezygnował?

- Jeśli panowie pozwolą, to dokończę swoją wypowiedź.

Oczywiście.

- Jestem we władzach Prawa i Sprawiedliwości, a ponadto na bieżąco w mediach komentuję to, co dzieje się w polityce krajowej. Z tego też zrezygnuję. Tak będzie lepiej dla siatkówki.

Tylko z tego by pan zrezygnował? A z bycia - jak pan mówi - we władzach partii nie?

- Dlaczego "tylko", a nie "aż"? Od przeszło 30 lat wypowiadam się w mediach na temat polityki krajowej. Teraz - po trzech dekadach! - z tego zrezygnuję. Nie będę rezygnował z członkostwa we władzach PiS, tak jak poseł Papke też nie zrezygnował z członkostwa we władzach PO. Moja obecność w strukturach władz partii rządzącej będzie korzystna dla siatkówki. To oczywiste.

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport