136 obserwujących
4319 notek
1881k odsłon
  30   0

To zaszczyt reprezentować Polskę

To prawdziwe „Opus Magnum”. Mówię o monumentalnej pracy „Dziewczyny z brązu, chłopaki ze złota”, jaka właśnie się ukazała i od razu stała się dużym wydarzeniem w polskim środowisku sportowym. Cieszę się tym bardziej, że sześciuset stronnicowe dzieło autorstwa Macieja Zdziarskiego powstało z mojej inspiracji i inicjatywy. Jej podtytuł mówi wiele: „Rozmowy o siatkówce i nie tylko z medalistami Igrzysk Olimpijskich z Tokio (1964), Meksyku (1968) i Montrealu (1976). Zawiera ona wywiady z polskimi siatkarkami, które zdobyły dwa brązowe medale olimpijskie na Igrzyskach w Japonii i Meksyku oraz z naszymi mistrzami olimpijskimi z Kanady. W Tokio przed 57 laty siatkówka debiutowała w oficjalnym programie letnich IO (wcześniej była grą pokazową na Igrzyskach VIII Olimpiady w Paryżu w 1924 roku). W tamtym czasie nasze siatkarki były zdecydowanie lepsze niż siatkarze. To one zdobywały tytuły wicemistrzyń świata i brązowych medalistek mistrzostw globu, to one seryjnie kompletowały medale Mistrzostw Europy. Tymczasem mężczyźni pierwszy medal ME zdobyli…15 lat po pierwszym medalu pan, w Izmirze w 1967 roku.

„Dziewczyny z brązu”...

Tak naprawdę lata 1950-te i 1960-te to era polskiej siatkówki żeńskiej.

Z kolei lata 1970-te i początek 1980-ych to czas reprezentacji panów-mistrzów świata z 1974 roku. Na powtórzenie tego sukcesu trzeba było czekać 40 lat. Ich złoty medal olimpijski był i jest wyjątkiem - nigdy wcześniej i nigdy potem męska reprezentacja Polski nie zdobyła żadnego medalu olimpijskiego, choć wystąpiła na sześciu z siedmiu ostatnich Igrzysk Olimpijskich, przy czym w pięciu z nich przegrywając ćwierćfinał, a więc walkę o pierwszą „czwórkę”. Nasi ówcześni reprezentanci zdobyli tez aż pięć razy tytuł wicemistrza Europy. Finałowe boje Biało-Czerwoni toczyli zawsze ze Związkiem Sowieckim, wygrywając na mistrzostwach globu i Igrzyskach Olimpijskich i regularnie przegrywając finały mistrzostw Starego Kontynentu.

Z drużyny szesnastu siatkarek, które zdobywały dla Polski medale na IO przed 57 laty i 53 laty żyje osiem. Wywiadów jest jednak dziewięć, bo autor książki zdążył zrobić wywiad przed jej śmiercią z Halina Aszkiełowicz-Wojno. To imponujące rozmowy, z paniami, które dziś podsumowują pewnie swoje sportowe i nie tylko sportowe życie. To, podobnie jak z chłopcami naszej „złotej drużyny” trenera Huberta Jerzego Wagnera – rozmowy po prostu z ciekawymi ludźmi.

Tytuły owych wywiadów wiele mówią o ich treści. Wywiad z kapitan reprezentacji Krystyną Czajkowską-Rawską, dziś mieszkającą pod Makowem Podhalanskim nosi tytuł: „Ukłoniłyśmy się w stronę loży cesarskiej. Dostałyśmy ogromne brawa!”. Z kolei z mieszkającą w stolicy Marią Golimowską: „Sport się skończył – i do widzenia, nie ma go. Wolę normalne życie”. Zaś rozmowa z kolejną warszawianką Krystyną Jakubowską: „Myśmy naprawdę ostro trenowały. W Legii zasuwałam za puszkę mielonki, za tabliczkę czekolady”. Rozmowa z gdańszczanką Krystyną Krupą zatytułowana jest następująco: „Jak ktoś wystawiał jedna ręka , tak jak teraz to się robi, trener mówił: >>Z jedną ręką to pod kościół<<”. Z krakowianką Józefą Ledwig z kolei: „Wolę współczesną siatkówkę, bo są dłuższe akacje, więcej się dzieje na boisku. I szybciej”. Z jej koleżanką z drużyny Białej Gwiazdy, mieszkającą dziś pod Radomiem Wanda Wiechą-Wanot: „Zapraszam do Krakowa, będziesz grała w Wiśle. Józia powiedziała, że chce z tobą trenować”.

Wywiad z kolejną warszawianką Krystyną Ostromęcką-Guryn: „Pociągały mnie wspólna gra, wspólne starania, by wygrać mecz. W ogóle nie czuję potrzeby rywalizacji”.

Z mieszkanką Łodzi, w której grała całe swoje życie - Barbarą Hermel-Niemczyk, (matka późniejszej mistrzyni Europy z roku 2003) zaś: „To zaszczyt reprezentować Polskę, nosić orzełka, słyszeć hymn. Trzeba to przeżyć”.

Rozmowa z nieżyjącą już ś. p. Haliną Aszkiełowicz-Wojno, pochodzącą z Pomorza, a przez niemal całe dorosłe życie mieszkającą na Dolnym Śląsku zatytułowana jest: „Wystarczyło, że dostrzegli na bluzie nazwę kraju i wołali: >>Cześć, Polonia, cześć<<!”.

Przywrócić ich pamięć

Autor książki, prezes Instytutu Łukasiewicza w swym słowie od autora napisał: „Część moich bohaterów nie ukrywała zaskoczenia tym, że po wielu latach ktoś chce wysłuchać ich opowieści. Czuli, że są – niesłusznie – zapomniani. Jeśli ta książka stanie się cegiełką na rzecz zmiany tego stanu rzeczy, jako autor będę niebywale szczęśliwy”.

Maciejowi Zdziarskiemu dziękuję za słowa skierowane w jego wstępie pod moim adresem: „Wielki udział w jej (publikacji – dop. R. Cz.) ma udział Ryszard Czarnecki, który od wielu lat wspiera i inspiruje inicjatywy upamiętniające wybitne postacie polskiego sportu. Jestem wdzięczny za to, że tak chętnie dzieli się swoją wiedzą i ogromną pasją do siatkówki, jak również za jego pomoc w dotarciu do medalistów z Tokio, Meksyku i Montrealu”.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport