Rekordowe poparcie dla niemieckiej „skrajnej populistycznej prawicy” - jak to określa tamtejszy ( i tutejszy)mainstream czyli Alternatywy dla Niemiec i spadek poparcia dla nowego kanclerza z CDU-CSU Friedricha Merza pokazuje, że UE-sceptyczna i antyimigracyjna prawica naszego zachodniego sąsiada ma się coraz lepiej ku rozpaczy establiszmentu medialno-politycznego. AfD nie okazała się polityczną drużyną „jednego sezonu” , a Herr Merz nie okazał się magikiem, który zapewni dożywotni komfort niemieckiemu maistreamowi. „Alternative für Deutschland” nie dała się zmarginalizować. Co więcej, jak widać po sondażach, rośnie w siłę. Do czasu kiedy będzie rządziła upłynie zapewne bardzo wiele wody w Renie i Szprewie, ale przestrzegałbym hazardzistów chcących się zakładać, ze tak nigdy się nie stanie.
Czy AfD jest prorosyjska? Tak. Jednak problem polega na tym, że wszystkie partie w Niemczech – poza, przyznajmy to uczciwie, Zielonymi – są prorosyjskie. Jedne bardziej dyplomatycznie – inne wprost. Jedne dawały temu wyraz w politycznej praktyce przez dziesięciolecia,gdy rządziły- inne , jak poskomunistyczna lewica czy AfD, które jeszcze nie rządziły, tylko na ten temat gadają.
Polacy mają prawo zarzucać niemieckim partiom, w tym AfD, programową prorosyjskość. Jeśli jednak czynią to niemieckie media, przez dekady chodzące na paluszkach, aby nie drażnić rosyjskiego niedźwiedzia, czy też zmieniające się u władzy, ale przeważnie rządzące razem CDU/CSU czy SPD , to skomentuję to tytułem dawnego telewizyjnego programu Tadeusza Drozdy „Śmiechu warte”.
Możemy i pewnie powinniśmy to krytykować. Możemy z tego szydzić, ale trzeba po prostu przyjąć do wiadomości, że niemieckie – i francuskie zresztą też – partie polityczne są w naszym rozumieniu prorosyjskie. Nawet jeśli czynią to mniej ostentacyjnie niż robiły to przed wojną w Europie Wschodniej.
Kanclerz Merz – to trzeba mu przyznać – poprawił relacje Berlina z Waszyngtonem Trumpa. Stosunki obecnego niemieckiego kanclerza i amerykańskiego prezydenta są lepsze niż byłego kanclerza – Olafa Scholza i byłej kanclerz -Angeli Merkel. Mniej więcej raz w tygodniu Merz komunikuje się telefonicznie z lokatorem Białego Domu. Zapewne po rozmowach na Alasce 47 prezydent USA w serii rozmów telefonicznych z przywódcami europejskimi zadzwoni też do „Kanzleramt” w Berlinie. Tyle, że poprawa relacji niemiecko-amerykańskich nie zmienia faktu, że Merzowi spadają sondaże, a radykalnej niemieckiej prawicy one rosną…
*Artykuł ukazał się na portalu "Innapolityka.pl"
historyk, dziennikarz, działacz sportowy, poseł na Sejm I i III kadencji, deputowany do Parlamentu Europejskiego VI, VII, VIII i IX kadencji, były wiceminister kultury, były przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej i minister - członek Rady Ministrów, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka