138 obserwujących
5139 notek
1981k odsłon
  737   0

Wzrasta znaczenie Polski na arenie międzynarodowej

Witam serdecznie, Jan Przemyłski, dzisiaj naszym gościem jest Wiceprzewodniczący Parlamentu europejskiego, pan poseł Ryszard Czarnecki.


- Witam Pana, witam Państwa,


Witam serdecznie. Panie Pośle, zacznijmy od sprawy najważniejszej, od kilkunastu tygodni UE straszy nasz kraj sankcjami, ze zostaną nam odcięte fundusze, że zmniejszy się budżet. Natomiast w czwartek został uchwalony nowy budżet uchwalony na 2018 rok. Czy jakieś zmiany są dla Polski? Czy jakieś pieniądze nam ucięto?


- Nie, ani euro mniej. To, co mieliśmy dostać dostaniemy. Ani euro mniej. I okazało się, że te wszystkie szantaże – i to na szczeblu Unii Europejskiej – bądź co bądź grecki komisarz Dimitris Awramopulos, który zajmuje się polityka imigracyjna wprost mówił, że Polska i Węgry za to, że nie chcą przyjąć muzułmańskich imigrantów zostaną ukarane cięciami finansowymi - były czcze. Mówił to nie dalej jak w lipcu, zresztą mówił to parokrotnie. Po paru miesiącach okazało się, że strachy na Lachy, że była to tylko forma nacisku politycznego, medialnego, propagandowego po to, żeby Polacy się ugięli. Polacy się nie ugięli i nie przyjęliśmy islamskich imigrantów i okazało się, że fundusze nie zostały nam obcięte. Trzeba przyznać uczciwie, że to jest wygrana bitwa, ale wojna trwa, bo wiosną zaczną się ustalenia budżetu wieloletniego, który wjedzie w życie począwszy od roku 2021. I wtedy będą próby zmniejszenia nam środków. I od razu chciałem powiedzieć, że środki dla Polski na pewno będą mniejsze, ale wynika to z dwóch obiektywnych powodów, a nie z tego, że tam ktoś zagnie parol. To jest kwestia Brexitui straty pięćdziesięciu kilku miliardów euro. A po drugie Polska staje się krajem coraz zamożniejszym, za rządów Prawa i Sprawiedliwościmyśmy wyprzedzili Grecję , gdy chodzi o PKB per capita. Polska oczywiście wciąż jest w tej najbiedniejszej grupie siedmiu krajów Unii Europejskiej, ale szybko się rozwijamy – trzy z szesnastu polskich województw wyszły ponad próg 75% średniej unijnej europejskiej, a więc mogą całkiem stracić czy też ograniczyć możliwości pozyskiwania funduszy unijnych. Moje wielkopolskie na przykład . W związku z tym, powtarzam, stracą one możliwość dofinansowywania unijnego w takim stopniu jak dotychczas. Do tej pory budżety były siedmioletnie. W tej chwili Niemcy naciskają, żeby to były budżety pięcioletnie. I tak się może skończyć.


A skąd ta różnica? Pięcioletnie, siedmioletnie?


Prosta sprawa, budżet siedmioletni trudniej korygować. Niemcy chcą, żeby można go było korygować w krótszej perspektywie czasowej. Zostawmy ten spór. Obojętnie od tego czy będzie to procedura pięcio- czy siedmioletnia, Polska według mnie otrzyma mniejsze pieniądze, niż to było dotychczas, ale podkreślam, to nie jest kwestia tego, że my jesteśmy niegrzeczni czy robimy reformy, że Unia nasz ukarze, za brak „praworządności” czy inne brednie, tylko po prostu, że po pierwsze budżet będzie mniejszy, bo będzie ograniczony o silnego płatnika netto, Wielką Brytanię, która i tak miała „rabat brytyjski”, płaciła mniej niż inne kraje, niż powinna płacić, a jednak płaciła do kasy unijnej sporo. Po drugie, powtarzam, dochody w Polsce wzrastają, PKB rośnie, obiektywne kryteria będą takie, że te środki unijne do Polski będą napływały jednak nieco mniejszym strumieniem.


Jednak elity europejskie cały czas straszą różnego rodzaju sankcjami, restrykcjami za łamanie praworządności w Polsce? Jak Pan się do tego odnosi? Czy jeżeli już wiemy, że z budżetu nic nam nie uciekło, to czy jakieś inne konsekwencje nas czekają? Tym bardziej, że dodam jedną rzecz, że te zmiany, które są wprowadzane w Polsce, one funkcjonują w Unii Europejskiej od kilku – kilkudziesięciu lat. Dlaczego tamte kraje nie są krytykowane za swój wymiar sprawiedliwości, a my gdy chcemy przeprowadzać te zmiany, to jednak ta fala krytyki jest potężna?


To się nazywa w języku politycznym, w którym mówi się w Brukseli „double standards”. Rzeczywiście, ma Pan rację. Ja mogę wymienić od razu cztery inne kraje, w których obowiązują podobne rozwiązania, które są w tej chwili proponowane w Polsce. Myślę o Niemczech, Holandii, Francji, Hiszpanii. Prezesem sądu w Bremie -landzie, kraju związkowym została z partyjnego nadania SPD urzędniczka z ratusza. Przyjęta zresztą również do tego ratusza z ramienia SPD. A więc to tam idzie dalej niż u nas. Zresztą akurat w Niemczech ten wpływ polityki na szczeblu i landowym i federalnym jest bardzo widoczny. To taka egzemplifikacja tego o czym Pan mówił, że akurat w tych krajach europejskich to nie budzi zastrzeżeń gdy chodzi o tzw. „starą Unie”, no , ale, że jest u nas, to już oczywiście hipokryzja unijna daje o sobie znać. Natomiast Pan pytał o to, co teraz mogą Polsce zrobić. Są teraz dwie drogi formalne: jedna przez Parlament Europejski, a druga przez Radę Europejską. Przez PE, aby uruchomić artykuł 7., a więc ruch, który mógłby się zakończyć sankcjami, trzeba uzyskać wiekszość 2/3 europosłów – i z tym mogą mieć przeciwnicy Polski kłopoty. Gdy chodzi o rade Europejską dla uruchomienia artykułu 7., potrzeba zgody 22 na wciąż 28 państw członkowskich Unii. I nawet publicznie pan Timmermans się wypowiedział, a było to niespełna trzy tygodnie temu, że o ile wcześniej był przekonany, ze te 22 państwa się znajda, o tyle teraz on się obawia, że jednak się nie znajdą. Jak widać, jest to pewien klincz – czyli nasi przeciwnicy nie uzbierają ani w PE ani Radzie Europejskiej stosownej większości. A nawet, gdyby uzbierali, to nie ma szans na jednomyślnie uchwalenie tego.

Lubię to! Skomentuj12 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka