Ryszard Czarnecki Ryszard Czarnecki
138
BLOG

Po Brukseli, przed wizytą May w Warszawie

Ryszard Czarnecki Ryszard Czarnecki UE Obserwuj temat Obserwuj notkę 1

Grudniowy szczyt Rady Europejskiej w Brukseli w ostatni piątek był debiutem nowego premiera Rzeczpospolitej na arenie międzynarodowej. Oczywiście szef rządu w Warszawie nie jest na europejskich salonach postacią anonimową, bo przez przeszło dwa lata regularnie uczestniczył w ECOFIN czyli strukturze grupującej ministrów finansów krajów członkowskich UE. Jako pierwszy w historii szef resortu finansów rządu RP zaproszony został na posiedzenie eurogrupy, która zrzesza ministrów finansów krajów strefy euro. Teraz wystąpił w nowej roli i zaczyna do niej przyzwyczajać parterów i z naszego regionu Europy, i ze starej Unii. Co ciekawe nie był jedynym „debiutantem” na tym szczycie, bo również po raz pierwszy pojawił się nowy premier Republiki Czeskiej Andrej Babisz, skądinąd Słowak z urodzenia. Mimo zmiany aż połowy premierów w Grupie Wyszehradzkiej, współpraca w V4przebiegać będzie raczej bez zakłóceń.


Na szczycie omawiane były sprawy dla Polski bardzo ważne i to w trzech obszarach. Pierwszy to polityka obronna. Drugi to polityka społeczna, edukacja i kultura. Wreszcie trzeci to polityka imigracyjna.


Gdy chodzi o działania Unii Europejskiej w obszarze obrony, dla Polski szczególnie istotne jest zapewnienie komplementarnego, uzupełniającego charakteru działań UE wobec NATO i współpracy w ramach Paktu Północnoatlantyckiego krajów członkowskich Unii. Szczególnie istotna dla nas jest flanka wschodnia, stąd też będziemy kontynuować nie tylko współpracę z Amerykanami w kontekście zwiększania ich obecności wojskowej w Polsce oraz Brytyjczykami również stacjonującymi w naszym regionie Europy. Zresztą w tym tygodniu w stolicy RP ma być premier Jej Królewskiej Mości Theresa May wraz z ministrami spraw zagranicznych, obrony i kanclerzem skarbu w ramach cyklicznych corocznych konsultacji międzyrządowych polsko-brytyjskich, co ustawia relacje Warszawa-Londyn na specjalnym, wyjątkowym poziomie. Istotna jest jednak kontynuacja współpracy w ramach trójkąta Warszawa-Bukareszt-Ankara, który zapoczątkowany w 2016 roku rozwija się mimo zamachu stanu w Turcji i pewnych turbulencji politycznych w tym kraju oraz olbrzymich demonstracji antyrządowych w Rumunii.


PESCO – nie tylko dla Berlina i Paryża


Formuła PESCO – unijnej polityki obronnej przyjęta była przez stronę polską z oporami i zastrzeżeniami. Zwłaszcza zgłaszał je resort Antoniego Macierewicza. Formalnym wyrazem tych wątpliwości był też specjalny list ministrów spraw zagranicznych i obrony rządu RP, który skierowany został do wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej i Wysokiej Przedstawiciel odpowiedzialnej za politykę zagraniczną i bezpieczeństwo FederikiMogherini. List ten zyskał rangę oficjalnego polskiego stanowiska dołączonego do dokumentu końcowego PESCO. Gdyby publicystycznie podsumować polskie obawy względem wspólnej unijnej polityki obronnej, której zresztą Jarosław Kaczyński domagał się w 2005 roku (sic!), to można by zaznaczyć, że nie chcemy, aby z jednej strony beneficjentem ekonomicznym tejże polityki były wyłącznie niemieckie i francuskie fabryki przemysłu obronnego, a z drugiej, aby PESCO wiązało politycznie ręce krajom członkowskim Unii w ich relacjach zewnętrznych, choćby z Rosją.


Jednak jest jeszcze jeden już nie geopolityczny aspekt funkcjonowania PESCO. Chodzi o kwestie stricteekonomiczne, choć oczywiście związane z polityką, bo jak pisał Thomas Mann: „Nie ma nie-polityki. Wszystko jest polityką”.Mówiąc wprost, rzecz w tym, aby unijne środki przeznaczone na politykę obronną szły nie tylko i nie głównie do niemieckich i francuskich fabryk związanych z przemysłem obronnym, żeby również Polska była beneficjentem tych zamówień. Chodzi więc o zapewnienie tychże zamówień i inwestycji dla polskiego przemysłu zbrojeniowego. Dodatkowo jednak chodzi też o wspieranie w tym kontekście polskich małych i średnich firm (MSP) oraz polskich przedsiębiorstw o średniej kapitalizacji (mid-cap) w sektorze obronnym. Dla polskiego ucha brzmi bowiem wręcz fenomenalnie to, że Unia Europejska wreszcie chce się bronić i, że pacyfistyczne mrzonki wyrzucane są na śmietnik. Rzecz w tym, że diabeł tkwi w szczegółach (izraelskie przysłowie brzmi odwrotnie: Bóg siedzi w szczegółach...). Jest rzeczą fundamentalną czy spora unijna kasa przeznaczona będzie na rozkręcenie francuskich i niemieckich fabryk czy też jednak odpowiednio duży kawałek tego obronnego tortu będzie przeznaczony dla Polski i naszego przemysłu obronnego.


Nie dla ideologicznych furtek”


Drugi wymiar ostatniego szczytu w Brukseli to polityka społeczna, kultura i edukacja. Polska wspiera proklamację Europejskiego Filaru Praw Socjalnych oraz wyniki Szczytu Społecznego. Jednak rząd RP mocno podkreśla, że wszystkie nowe rozwiązania przyjęte w tym obszarze muszą być transparentne, przejrzyste i opierać się o pewien konsensus. Jednocześnie chcemy egzekwować zapisane, bądź co bądź, w Traktacie Lizbońskim – jakby się on nam nie podobał prerogatywy i kompetencje państw członkowskich UE. Ów Europejski Filar Praw Socjalnych jest wyłącznie „mapą drogową” gdy chodzi o wspieranie rynków pracy oraz ochrony socjalnej. Jest, powiedzmy „aktem strzelistym”, który do niczego Polski nie zobowiązuje. Z jego sugestii czy rozwiązań polski rząd skorzystać może, ale nie musi, bo politykę społeczną prowadzi kraj członkowski, a nie jest to kompetencją Unii Europejskiej. Niektóre natomiast sformułowania „Filaru” wykraczają dalece poza prerogatywy Unii. Nie może on być nigdy w przyszłości wykorzystywany przez Komisję Europejską jako swoista „furtka legislacyjna” do kreowania nowych obowiązków w obszarze polityki społecznej. Jego zapisy mogą być przyjęte wyłącznie dobrowolnie przez poszczególne państwa członkowskie. Oczywiste, że potrzebne podnoszenie standardów socjalnych w krajach UE musi odbywać się w sposób naturalny, a nie od góry narzucanym przez Brukselę. Te standardy muszą być zakorzenione w ekonomicznych możliwościach poszczególnych krajów tworzących Unię. Próby legislacyjne i pozalegislacyjne ze strony Komisji Europejskiej próbujące normować na przykład równowagę między życiem zawodowym a prywatnym rodziców i opiekunów nie muszą być traktowane przez członków UE niczym pacierz albo mówiąc językiem dla Brukseli bardziej zrozumiałym: coś co jest obligatoryjnie do wykonania. Podobnie kwestie dostępu do ochrony socjalnej, czasu pracy, informacji dla pracowników. Żadna z 20 głównych zasad i praw sformułowana przez Europejski Filar Praw Socjalnych nie może być potraktowana przez państwa tworzące UE na zasadzie „kopiuj-wklej”.


Gdy chodzi o edukację i kulturę, Polska jest przeciwna ujednolicaniu szkolnych programów nauczania w krajach UE. Uważamy, ze należy współpracować z innymi państwami na bazie istniejących już i sprawdzonych instrumentów i form, a nie tworzyć nowe, które mogłyby ograniczać kompetencje i państw członkowskich i też na przykład uczelni wyższych. Takich „furtek ideologicznych” w obszarze legislacyjnym nie chcemy. A decyzje o konkretnych kierunkach działania w zakresie kultury i edukacji muszą zapadać po dyskusjach i uzgodnieniach wewnątrz Unii. A na to trzeba czasu – długiego czasu.


Polityka migracyjna: konsensus - a nie przymusowe osiedlanie imigrantów


Wreszcie polityka imigracyjna. Polska w dalszym ciągu będzie kontynuować działania w zwalczaniu imigracji do krajów Unii Europejskiej u jej źródeł. Powinniśmy pomagać krajom, z których imigranci wyjeżdżają do Europy, a nie obywatelom tych krajów, którzy tutaj, na Stary Kontynent, głównie w celach ekonomicznych, przybędą. Rzeczpospolita, tak jak ostatnio pisał „Financial Times” jest jednym z liderów, gdy chodzi o przyjmowanie imigrantów i stabilizowanie sytuacji imigracyjnej w Europie. To nasz kraj przyjął w 2016 roku około 60% (sic!) całej nowej imigracji zarobkowej do UE. Przede wszystkim dzięki zaakceptowaniu obecności obywateli Ukrainy – 70% wszystkich pozwoleń na pracę w Unii, to pozwolenia wydane przez Polskę Ukraińcom (!).


Polska to oficjalne stanowisko rządu Mateusza Morawieckiego – będzie żądać przyjmowania przez UE, gdy chodzi o politykę imigracyjną, tylko rozwiązań akceptowalnych przez w s z y s t k i e kraje członkowskie. Będziemy dalej zdecydowanie sprzeciwiać się wobec wszystkich obowiązkowych mechanizmów „redystrybucji” uchodźców (imigrantów). Deklarujemy też wsparcie dla tzw. zewnętrznego wymiaru polityki imigracyjnej czyli chcemy pomagać „u źródła”, a nie już potem, gdy kolejne setki tysięcy imigrantów znajdą się w Europie.



*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (18.12.2017)





historyk, dziennikarz, działacz sportowy, poseł na Sejm I i III kadencji, deputowany do Parlamentu Europejskiego VI, VII, VIII i IX kadencji, były wiceminister kultury, były przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej i minister - członek Rady Ministrów, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka