Proces wycofywania aktywów i rezerw złota do własnego kraju lub bardziej bezpiecznego miejsca, trwa. Turcja np. część swojego złota zamierza lokować w Wielkiej Brytanii. I teraz pytanie, dlaczego właśnie tam? Borisa Johnsona zastąpił Jeremy Hunt ożeniony z Chinką. Od czasu nominacji, nowy szef dyplomacji, zdążył on już kilka razy gościć w Państwie Środka. Turcja uzyskała poparcie Chin w sporze z USA. Ankara zamierza kupić chiński system obrony. Z Ameryki (FED) wycofują swoją złoto Niemcy, Turcy, zapowiadają Rosjanie. A więc i Wielka Brytania dotąd „amerykański krążownik” w Europie, zaczyna (może poprzez Indie) również oscylować w kierunku chińskim (wschodnim). Fakty te można wytłumaczyć ochroną własnego mienia przed ewentualnymi sankcjami amerykańskimi. Ale można też inaczej.
Na mocy konwencji nowojorskiej, 154 państwa zapowiedziało wycofanie swoich aktywów z Rosji. I robią to. Ten fakt z kolei można wytłumaczyć zgodą na podporządkowanie się USA, których przywództwa już nikt nie zamierza kwestionować. Ale nie sposób ukryć, że to tworzenie własnego bezpieczeństwa oznacza generowanie niebezpieczeństwa ogólnoludzkiego, ponieważ znika sieć powiązań zabezpieczających pokój. Ale fakt ten z pewnością świadczy o dwóch innych rzeczach: 1. o klęsce koncepcji federalistycznej UE, 2. o chęci uzupełnienia rezerw amerykańskich poprzez realizację ustaw 447. Trzeba wreszcie powiedzieć, że ta ustawa dotyczy głównie Polski.
Co natomiast zostało ustalone na spotkaniu Trump - Putin w Helsinkach, wiedzą tylko oni dwaj i kilku tłumaczy. Nie wiadomo, jaka tam opcja zwyciężyła: polityczna, czy handlowa. Ale wiadomo, że Rosja jest zawsze ostrożna w swoich działaniach. Nie czyni nic bez uzgodnienia ze swoimi starymi sojusznikami. I na tym polega tajemnica jej trwania. Istnienie Okręgu Kaliningradzkiego zmusza państwa Bałtyckie i Finlandię do wzmożonej obrony i powstrzymanie Rosji od szerszego dostępu do morza.
Nagła wizyta Putina u Merkel i trzygodzinna rozmowa o najważniejszych sprawach dotyczących Rosji: Nord Stream 2, Ukrainy i Syrii, odbyła się bez podania szczegółów. Spotkanie mogło odbyć się z powodu zmiennej polityki Trumpa, ale mogło też z innego powodu. Ponadto, komunikaty prasowe podają, że Rosja buduje umocnienia na granicy z Polską, u siebie buduje dziesiątki podziemnych atomowych bunkrów, duże szpitale na granicy z Ukrainą, replikę Reichstagu itd. To wyraźne poruszenie w polityce światowej oznacza niebezpieczne przegrupowania. W tym kontekście zupełnie nowy wymiar uzyskuje hasło „American first”.
Co to wszystko oznacza? Oznacza, że stary porządek się skończył i zaczyna się walka o nowy. Może straszą, a może nie. Jeżeli nie, to najbardziej zagrożoną jest ukraińska „ziemia niczyja”. Kilka lat temu Dugin pisał, że podział Ukrainy jest już uzgodniony z USA, ale Amerykanie granice podziału chcą mieć jak najbardziej na wschód, a my jak najdalej na zachód. Z tym, że wiele wskazuje na to, iż Ukraina zachodnia, ze względu na swoją aktywność i amerykańskie dotacje, zostanie pozostawiona. Po postu, Rosja nie chce mieć kłopotów. Co zrobi Trump, jeszcze nie wiemy.
Konsekwencje
Włączenie ukraińskiego terytorium do Federacji Rosyjskiej (nawet w różnej formie), byłoby już stworzeniem nieodwracalnych faktów dokonanych z nieznanymi konsekwencjami. Nie wiadomo, jak zachowają się Białoruś i Turcja – dwie bramy do Europy, ale Finlandia, Estonia, Łotwa, Polska, Ukraina zachodnia, Mołdawia, Rumunia, Bułgaria i Grecja stałyby się państwami frontowymi. Zostałby więc wyznaczony swoisty Limes oddzielający świat zachodni od wschodniego, przy czym, ze względów koniunkturalnych, jej twardość byłaby dość problematyczna. Amerykanie staliby się niekwestionowanym ośrodkiem centralnym i decyzyjnym całego świata zachodniego, a NATO urosłoby do rangi siły decydującej.
Limes, ze względów strategicznych, musiałby być poważnie wzmocniony, a linia podziału nieprzekraczalna. Z tych samych względów rządy niemiecki, francuski i włoski, a więc triada planowanej nowej unii, ze względów strategicznych powinna być podporządkowana interesom i decyzjom amerykańskim (zachodnim). Oczywiście, zaistniałe fakty dokonane przestawiają również tryby poszczególnych gospodarek i samą ludzką świadomość. Skończyłaby się polityka partyjniacka, zaczęła państwowa i narodowa. Podział świata na Wschód i Zachód jest faktem. Wyjście Turcji z NATO oznacza zwolnienie dwóch milionów internowanych i skierowanie ich na terytorium Europy. I to byłaby pierwsza faza wojny czynnej.
Jak tę bombę rozbroić?
Ujmując generalnie, pierwszy sposób, to porozumienie się USA z Chinami i dokonanie podziału wpływów. Rosja znalazłaby się pod dyktatem chińskim, a świat uzyskał militarny spokój. Drugi sposób dotyczy szyku bojowego wzdłuż całego Limes i prowadzenia działań dyplomatycznych. Argumentem strony zachodniej jest przewaga militarna, strony wschodniej – zaskoczenie.
Na całej długości nowego Limes, najbardziej niebezpiecznym jest terytorium Niziny Środkowoeuropejskiej, w skład której wchodzi Polska i Białoruś, a więc droga i teren działań operacyjnych dla wszelkich ruchów wojskowych. I teraz pytanie, czy świadomość tego faktu mają statystyczni Polacy, bo przecież od tego rodzaju wiedzy zależy nasze bezpieczeństwo. Wszystko wskazuje na to, że nie mają. Polacy nadal z butami siedzą w romeryzmie, wakaryzmie i innych koncepcjach geopolitycznych, które zostały stworzone pod zupełnie inne uwarunkowania geopolityczne. Nie mając swojej koncepcji, z taką łatwością, a zarazem bezsilnością, wchodzimy w federacyjną koncepcję zachodnią, której źródła tkwią wciąż w kolonializmie. Owszem, zachodnia koncepcja się wali, ale nie dla nas.
Klęska polskiej myśli politycznej polega na odcięciu się od własnego źródła kulturowego i świadomości, że Polska nadal stoi na granicy dwóch cywilizacji, która właśnie jest odtwarzana oraz, że stworzyła własną alternatywną cywilizację – oczywiście w ramach cywilizacji zachodniej. Ba, Polacy do dziś dnia nie zdają sobie sprawy z ogromu klęski, jakiej doznaliśmy w czasie II wojny światowej. Jak tak dalej pójdzie, prawdziwa klęska dopiero przyjdzie. Bez uświadomienia sobie tych dwóch prawd, będziemy bezbronni, jak np. rozbite Niemcy po II wojnie pozbawione swojego systemu prawnego.
Chcąc częściowo rozbroić tykającą już światową bombę, musimy najpierw uzbroić własną, tę kulturową – nie do walki, lecz dla zebrania własnych sił, stworzenia własnego ośrodka kulturowo-politycznego, który wytłumaczy nam istotę sprawy i napełni siłą motoryczną. Musimy też odejść od bylejakości i tworzenia rzeczywistości na niby, a więc na potrzeby kampanii wyborczych. W takiej sytuacji warto też się zastanowić, czy sytuacja nie zmusza nas do wydłużenia kadencji sejmowych i wyeliminowania przez to nieustającej walki partyjnej?
***
Polacy nie powinni, jak dotąd zajmować się bzdurami, lecz zejść na ziemię, ćwiczyć mózg i mięśnie, bo one w połączeniu stanowią realną siłę odporową. Początki widzimy w WOT, ale to zbyt mało. Myśl jest narzędziem, która jednoczy i która daje realna perspektywę zwycięstwa. Bez niej „jest jeno klęska”. Historia postawiła już warunki, jak zwykle twarde. Teraz kolej na naszą odpowiedź – czy stać nas tylko na ucieczkę, czy też na obronę własnego stanu posiadania? I to jest pytanie, nad którym zastanawiają się, gotowi na wszystko, architekci nowego porządku.
Inne tematy w dziale Polityka