83 obserwujących
529 notek
1643k odsłony
  362   0

Justice League Snyder Cut – majstersztyk … jedynie marketingowy

Wszyscy ci, którzy oglądali Justice League z 2017 roku, doskonale wiedzą, że nie było to udane dzieło. Rozczarowujące wyniki finansowe, jak i fatalne recenzje dziennikarzy i widzów sprawiły, że powstał swoisty … niedosyt. Film miał być kamieniem milowych Universum DC, tymczasem stał się kolejną mizerną produkcją.

Dla niewtajemniczonych – reżyserią filmu zajął się sam Zack Syder, znakomity reżyser (ma na rozkładzie Watchmen), jednak rodzinna tragedia sprawiła, że musiał porzucić projekt, którego dokończeniem zajął się Joss Whedon …

To wszystko sprawiło, że otrzymaliśmy dziwny produkt – niczym potworka Frankesteina – zszywana praca dwóch twórców. Zatem nie jest żadnym zaskoczeniem, że nie odniósł sukcesu.


I tu zaczyna być ciekawie. Fani DC (których przecież nie brakuje), zaczęli się domagać, by oryginalny twórca dokończył swoje dzieło, takim jakie miało być. Decydenci w DC (chociaż nie leżało to w ich zwyczaju) poszli za tą radą. Zack Snyder dostał szansę zrobienia filmu w swojej własnej, autorskiej formie. W efekcie otrzymaliśmy Justice League Snyder’s Cut, wyświetlane obecnie na Platformie HBO GO.

Co otrzymaliśmy? Niemal 4-godzinny film, podzielony na kilka części, zrobiony według podobnego scenariusza, jednak bardzo się różniący (nie tylko czasem trwania). Oczywiście efekty specjalne są bardzo dobre, to największa zaleta tego filmu. Steppenwolf zostaje ubrany w nowe wdzianko (bardzo błyszczące), pojawia się Darkseid, Superman staje się bardziej … mroczny, Cyborg dostaje dużo czasu antenowego.

Czy to dobry film? Niespecjalnie. Mimo 70 mln budżetu (dużo jak na samą  postprodukcję), zupełnie nowych scen i nowej ścieżki dźwiękowej, to bardzo przeciętne dzieło, potwierdzające jedno – z kiepskiego scenariusza ciężko zrobić dobry film. A format 4:3, który miał być zgodny z wizją artystyczną reżysera, dodatkowo namotał.

Czy wersja Snydera jest lepsza od wersji Whedona? Jest dwa razy … ale dłuższa …  

Trzeba powiedzieć, że DC sobie nie radzi filmowo … po prostu. Wypuszcza swoje „dzieła” na kiepskim poziomie, a od czasu do czasu prawdziwego gniota. Suicide Squad to była żenada, ale Birds of Prey przebił wszystko – tak beznadziejnej pseudoadaptacji komiksu nie było od dawna. Nawet mając na podorędziu znakomite albumy i filmy animowane, jako inspiracje wybiera akurat te najbardziej kontrowersyjne i trudne w odbiorze.

Przykładem jest Dark Knight Return, na którym się wzorowano kręcąc Batman vs Superman. Przyszły Flash ma być inspirowany równie, jeśli nie bardziej dystopijnym dziełem – Flashpoint. To były znakomite filmy (animowane), jednak bardzo specyficzne i zupełnie niedające się do „ludzkiej” adaptacji na samym początku budowania Universum.

To świadczy o tym, że niczego się nie uczą. Szkoda … naprawdę szkoda, bo mimo iż potencjał tkwiący w DC Comics jest ogromny, to DC Extended Universe w ogóle nie potrafi tego wykorzystać.

Rozczarowująca porażka.

Lubię to! Skomentuj12 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura