83 obserwujących
525 notek
1635k odsłon
  5965   0

Król Jan II Kazimierz – jezuita, kardynał, rex orthodoxus

Różnych mieliśmy królów. Piastów, którzy nie z Gniezna ale z piekła chyba pochodzili. Mordowali bez litości i ich samych też próbowano mordować. A jednak wiedzieli oni co znaczy jedność, rozumowali można by rzec … patriotycznie. Z Piastów pochodził najwybitniejszy polski władca, Kazimierz Wielki, jedyny naprawdę warty tego przydomka.

Jagiellonowie, chociaż często nie nadążali za światlejszą częścią narodu, to jednak wzbogacili nasz kraj. Popełniali błędy, a za ich rządów nawarstwiły się pewne problemy, jednak ci władcy także rozumieli co znaczy dobro kraju. To za ich rządów w pełni rozwinęła się szkoła polityczna, karząca szukać w polityce zagranicznej pokoju, jedności w kraju, potępiająca zaś nietolerancję religijną i spory narodowościowe jako zagrażające bezpieczeństwu.

Dynastia Wazów to dla naszego kraju prawdziwa katastrofa. Zygmunt III objął władzę w doskonałym momencie do przeprowadzenia wszelkich koniecznych reform. Nie musiał się nawet starać, wystarczyłoby, gdyby posłuchał rozsądnych ludzi i kierował się dobrem kraju. Tylko tyle. Jednak Zygmunt III nie był królem, tylko fanatykiem religijnym, narzędziem w rękach polityki papiesko-habsburskiej.

Po oczadziałym Zygmuncie III, no i po Władysławie IV, rozpustnym pijaczynie, przyszedł czas na ostatniego z tej koszmarnej dynastii, na Jana II Kazimierza. Swego czasu Chmielnicki nazwał trzech regimentarzy wedle ich cech: Łacina, Pierzyna i Dziecina. Polscy Wazowie to kolejno: Fanatyk, Moczymorda i Złodziej.

Największą winą Jana Kazimierza było uwolnienie ostatniego z trzech potworów, jacy mieli w przyszłości dokonać rozbiorów. Carską potężną Rosję wyhodował Zygmunt III Waza, poprzez kretyńskie dymitriady i pchnięcie w moskiewskie ręce Ukrainy. Austria Habsburgów miała w Rzeczpospolitej Wazów zawsze wyjątkowo hojnego przyjaciela, który ją nawet ratował, może nie przed upadkiem, ale z pewnością przed bardzo ciężkim kryzysem. Potrzebny był jeszcze tylko jeden z aktorów tego dramatu, Prusy. Potomek zakonu krzyżackiego oczywiście funkcjonował, tyle że jako lennik Rzeczpospolitej.

W 1611 roku król Zygmunt III Waza podarował Prusy książęce Janowi Zygmuntowi Hohenzollernowi w dziedziczne lenno. Głupota tego posunięcia była ogromna, ponieważ Jan Zygmunt pochodził z elektorów brandenburskich, czyli książąt Rzeszy niemieckiej! Dlaczego Zygmunt III pozwolił na połączenie Brandenburgii z Prusami? No cóż, dostał za to od elektora 300 tys. złotych … Prusy książęce oczywiście wciąż były lennem Rzeczpospolitej, ale to zmienił Jan Kazimierz.

Na mocy traktatów welawsko-bydgoskich, zaprzysiężonych 6 listopada 1657 roku (przed kościołem jezuickim, oczywiście:) zerwano wszelką zależność lenną pomiędzy Prusami książęcymi a Rzeczpospolitą, zaś dynastia Hohenzollernów brandenburskich uzyskała pełną niezależność w Prusach. Rzeczpospolita nawet zobowiązała się do wspierania Brandenburgii siłą 8 tys. żołnierzy i zapłacenia 120 tys. talarów. Jan Kazimierz przekazał też Prusom Lębork i Bytów, a za pożyczkę 400 tys. talarów dał elektorowi w zastaw Elbląg. Fryderyk Wilhelm, elektor brandenburski i książę pruski, zawarł najlepszy traktat w swym życiu i w całych dziejach Prus.

Jan Kazimierz zaś odpowiada za największą dyplomatyczną głupotę w historii państwa polsko-litewskiego. Ten niewiarygodnie hojny dla Prus traktat zaoferowano przecież lennikowi Rzeczpospolitej, który walczył z nią podczas potopu. Brandenburgia-Prusy  była też jednym z krajów, których interesy uwzględniono w Radnot, gdzie planowano rozbiór Rzeczpospolitej. Zdejmowanie zależności lennej z Prus było wyjątkowo głupie, bo uczyniono to w czasie, gdy sytuacja militarna i międzynarodowa była coraz korzystniejsza, elektora bez problemu można było przycisnąć do muru.

Skrajna głupota czy tradycyjne przekupstwo? Jedno i drugie. Należy wspomnieć najpierw o wazowskim sposobie negocjacji, bo był on po prostu kuriozalny. Oficjalnie negocjatorami ze strony polskiej byli hetman Gosiewski i biskup Leszczyński. Zostali oni opłaceni (podobnie jak i inni polscy i litewscy możnowładcy) wielotysięcznymi sumami talarów, jako odszkodowaniami i wynagrodzeniami za starania pokojowe. Tak więc byli potulni. Najciekawsze jest jednak to, że zgodę Jana Kazimierza na podpisanie traktatu imieniem polskiego władcy uzyskał ... Franz Lisola, czyli negocjator ze strony habsburskiej … zdumiewające! Lisola otrzymał nawet tajną instrukcję królewską, w której Jan Kazimierz zgadzał się (w ostateczności) na przyznanie elektorowi suwerenności. Posłowie Fryderyka Wilhelma (a byli nimi Otto Schwerin i Bogusław Radziwiłł:) o tej tajnej instrukcji łatwo się dowiedzieli … co chyba nikogo nie dziwi. Jeszcze jedno – baron Lisola (habsburski negocjator podpisujący za polskiego króla) przebywał przed negocjacjami u elektora, nawet był ojcem chrzestnym (w zastępstwie Leopolda Habsburga) nowo narodzonego syna Fryderyka Wilhelma.

Lubię to! Skomentuj12 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura