Blog
Prawdziwe słowa nie są piękne, a słowa piękne nie są prawdziwe.
Ryuuk
83 obserwujących 497 notek 1365605 odsłon
Ryuuk, 30 listopada 2018 r.

Iron Fist R.I.P. (recenzja sezon drugi)

132 2 0 A A A

Tylko jedna scena utkwiła mi w pamięci po obejrzeniu drugiego sezonu tego serialu – Iron Fist, czyli „żywa broń” i największy wojownik kung-fu na świecie, nieudolnie walący w makiwarę niczym ostatnia oferma …

Iron Fist powinien być łatwym sukcesem Netflixa – serialem, który oglądamy dla czystej rozrywki, by podziwiać wyczyny kaskaderskie, komiczne zderzenie „wschodniego mistycyzmu” z „zachodnim konsumpcjonizmem”, a przede wszystkim supersprawnych mistrzów sztuk walki. To powinien być serial lekki i przyjemny, co w zestawieniu z pozostałymi, nieco ponurymi bohaterami netflixowego Marvela, wszystkim wyszłoby na dobre.

image

Nic z tego. Iron Fist to niewątpliwie jedna z największych porażek Netlixa. Nie ma tu żadnych popisów kaskaderskich, żadnych efektownych walk … czegokolwiek, na czym można by zawiesić oko.

Powody tej porażki – fatalny dobór odtwórców głównych ról i denna choreografia. Producenci, po fali krytyki, jaka spadła na nich za beznadziejny pierwszy sezon, zmienili choreografa walk, zaś aktorów zmusili do cięższych (podobno!) treningów … nawet przekonywali o tym w kampanii marketingowej, promującej drugi sezon. Niestety na promocji się skończyło.

Choreografia walk jest taka sama jak w sezonie pierwszym, czyli bardzo przeciętna, może lepiej kręcona, ale to niewiele zmienia. Zaś głowni bohaterowie tej karykatury (Iron Fist, Coleen Wing i Steel Serpent), są odgrywani przez równie nieudolnych, słabych i nieskoordynowanych aktorów, co w pierwszym sezonie.

Scenariusz? Twórcy postanowili „odciążyć” Danny’ego Randa, zaś rozwinąć Iron Fista jako symbol mocy, przechodzącej z jednej postaci na drugą. Stąd żelazne pięści nagle się rozmnożyły:) Pomysł nieco zaskakujący, ale czy powodem była fatalna ocena głównego aktora (co się samo nasuwa), tego nie wiadomo. Jednak nie tylko to się nie udało, ale wyszło wręcz groteskowo … głównie z powodu (jak wyżej) fatalnego doboru aktorów.

Zalety serialu Iron Fist?

Oczywiście są. Jest mniej odcinków (łatwiej przez nie przebrnąć), zaś Danny Rand nie pokazuje już co chwila swego nagiego torsu, jak w pierwszym sezonie. I to chyba wszystko. Pomijając jednak żarty, to jedyną ozdobą tego filmu jest Ward Meachum, bo jego pokazy „assowatości” są naprawdę ciekawe i bardzo przyjemnie się je ogląda. Wprowadzenie do serialu Typhoid Mary udało się … tak sobie.

Ostatecznie sezon drugi oceniam na 4, jest tak samo kiepski jak pierwszy. I już nie ma co liczyć na poprawę.

Na szczęście, sezon trzeci nie powstanie. Taką decyzję oznajmili przedstawiciele Netflixa i Disneya. A przynajmniej Iron Fist nie będzie kręcony jako oddzielny serial, choć sama postać może się jeszcze pojawiać tu i ówdzie. Zapewne będzie dodatkiem do innych. I to jest najlepsza decyzja, jaka mogli podjąć. Netflix z obecną ekipą nie dał sobie rady z Fistem.

RIP.

Poniżej recenzja pierwszego sezonu:

https://www.salon24.pl/u/ryuuk/774212,iron-fist-karykatura-smoka-recenzja-serialu

P.S.

Dziwaczne zakończenie może wielu zaskoczyć. Twórcy nawiązali do Orsona Randalla, jednego z komiksowych Iron Fistów, który to potrafił. Jak widać, producenci sięgnęli do materiału źródłowego, choć (tradycyjnie już) niewiele z tego zrozumieli.

Opublikowano: 30.11.2018 10:06.
Autor: Ryuuk
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @MacMarc "Jako ciekawostka, mistrz Oyama miał też walczyć z tygrysem bengalskim, do walki nie...
  • @you-know-who Zazdroszczę:)
  • @MacMarc W MMA, które jest najbliżej realności, boks tajski jest jednym z najważniejszych...

Tematy w dziale Kultura