83 obserwujących
510 notek
1464k odsłony
4849 odsłon

Avengers: Endgame – recenzja (no i co dalej w fazie IV?)

Wykop Skomentuj10

Wydawałoby się, że filmem Avengers: Infinity War Marvel osiągnął swój szczyt możliwości, że długo przyjdzie nam czekać na coś tak wyjątkowego. Tymczasem bracia Russo bez problemów udowadniają, że nie tylko są mistrzami takich widowisk, ale że zawsze mają coś w zanadrzu.

image

Postaram się za bardzo nie spojlerować, ale Ci, którym to przeszkadza, którzy nie obejrzeli tego filmu i woleliby zobaczyć go bez żadnych „obciążeń”, dla własnego dobra niech darują sobie dalsze czytanie.

Endgame to wizualna uczta dla oczu, która wyznacza nowe standardy kina superbohaterskiego i ogólnie kina akcji:) Trzy godziny doskonałej zabawy, stanowiące idealne zakończenie pewnego etapu w komiksowych ekranizacjach, a zwieńczone jest to niewiarygodnym starciem, żywcem przeniesionym z kart komiksów.

Na szczególnie uznanie zasługuje fakt, że twórcy Engame potrafili nas zaskoczyć, i to nie raz! Spodziewałem się, że Cap okaże się godny Mjolnira, że Thanosa da się w końcu zabić (no, może nie tego, że zabiją go dwa razy:), że śmierć przerzedzi też Avengersów, czy Banner zjednoczy się z Hulkiem. Jednak dekapitacja tytana niemal na samym początku filmu naprawdę była … odjazdowa. Transformacja zaś Thora w Big Lebowskiego, no … tego się nie da opisać, to trzeba zobaczyć:) Niespodzianką było, że to Iron Man ginie, zaś Cap wykorzystuje daną mu szansę na zwykłe, szczęśliwe życie. Spodziewałem się powtórki ze sceny w windzie i złowieszczej „Zanim zaczniemy, czy ktoś ma ochotę wysiąść?”, ataku furii Hulka a nie Scarlet Witch. Takich perełek jest cała masa i same w sobie stanowią doskonałą rozrywkę.

Fajnie rozwiązano motyw z kamieniem umysłu, czy raczej ceną, jaką trzeba za niego zapłacić. Przy okazji pożegnaliśmy jedną z najgorzej ocenianych postaci w filmowym Unversum Marvela (z uwagi na odtwórczynię głównej roli).

No i Thanos stał się tym, czym powinien być, czyli … szalonym tytanem. W Infinity War, mimo jego bezwzględności, mogliśmy nawet zrozumieć motywy nim kierujące. W Endgame Thanos zostaje niemalże wcieleniem śmierci. Ale każdemu mogłoby odbić, gdyby zobaczył to co on, prawda?

Endgame to czyta rozrywka, nie ma takich ambicji jak pierwszy Iron-Man lub Winter Soldier, jednak jest to rozrywka absolutnie najwyższego lotu.

Jakie wady ma ten film?

Największą jest niewątpliwie to, że widz, który nie oglądał wcześniejszych filmów MCU, będzie mocno zagubiony:) Jest tyle odniesień do wcześniejszych produkcji, czy nagłych zwrotów akcji, które wymagają znajomości wydarzeń, że przy ich braku traci się orientację, a na dodatek masę frajdy. W zasadzie można powiedzieć, że do oglądania Endgame nie powinno się siadać, jesli się przedtem nie obejrzało 21 poprzednich filmów Marvel Cinematic Universe.

Osobiście też uważam, że postać Hulka, po swoim „zjednoczeniu” mającą ogromny potencjał, nie została należycie wykorzystana, zarówno jeśli chodzi o humor jak i sceny akcji. Wciąż mi brakuje bijatyk z „Incedible Hulk” – mimo iż film nie był rewelacyjny, to jednak sceny akcji były tam prawdziwie „hulkowe”. Przyznam sie też, że miał nadzieję zobaczyć go w garniturze.

Captain Marvel też się nie popisała. Były tak wielkie oczekiwania, nawet niektórzy się obawiali, czy nie jest ona zbyt potężna, a tymczasem … góra urodziła mysz.

Samo-zabójstwo Nebuli to coś, co powinno zostać wyjaśnione (a przynajmniej rozwinięte, nawet jeśli weźmiemy poprawkę na dość specyficzne pojmowanie czasu), zaś niepokazanie wyrazu twarzy Capa na Vormirze było okrucieństwem wobec widza:)

Muszę też wtrącić coś od siebie – Hawkeye wciąż nie potrafi strzelać z łuku, jego technika jest żywcem wyjęta z łucznictwa sportowego, zaś absurdalnie wykręcony łokieć jego córki to kpina. Podobnie jak walka na miecze w Japonii – znowu kolejny przykład żałosnej szermierki sportowej. Ale to już niestety norma, która nieprędko się zmieni.

Na koniec jeszcze bardzo ważne pytanie – jaka będzie faza IV? I czy w ogóle będzie faza IV? W końcu w wakacje wejdzie na ekrany ostatni film fazy III, czyli Spider Man: Far from Home. Pojawiły się pewne niepokojące plotki, że to będzie naprawdę … ostatni film MCU, czyli definitywny koniec tej franczyzy. A Disney, który jest właścicielem Marvel, będzie produkował filmy już wg własnego uznania, nie przestrzegając żadnych komiksowych reguł. Jak zainteresowani wiedzą, Disney zatrudniał już dzieci za 38 euro na miesiąc, więc szefów tego molocha interesuje forsa i tylko forsa. A skoro dotychczasowe ekranizacje komiksów Marvela zarobiły tak dużo, to możemy przyjąć niemal z pewnością, że będą też następne. Pytanie tylko, czy dalej będzie się tym zajmować franczyza MCU, czy też Disney wymyśli inną formę.

Choć faza IV nie dostała na razie żadnych zapowiedzi, to z ogromnym prawdopodobieństwem moglibyśmy założyć, że pojawią się: trzeci Guardians of the Galaxy, trzeci Spider-Man, trzeci Ant-Man, drugi (a za jakiś czas trzeci) doktor Strange, podobnie dwa razy Captain Marvel i dwa razy Black Panther, ponieważ … kontrakty MCU z głównymi odtwórcami to zakładały:) Wiemy też, że w planach była Black Widow i Nick Fury, których akcja miała być umieszczona nieco w przeszłości (Fury’ego oczywiście w dalszej), jednak ostateczne decyzje (jeśli zapadły) są wciąż utrzymywane w tajemnicy. Z pewnych przecieków (umiejętnie dawkowanych) można się spodziewać czegoś w sprawie Hulka, w końcu był tylko jeden i to niezbyt udany, a przecież Sałata jest niewątpliwie jednym z najciekawszych postaci w tym uniwersum.Niewykorzystanie takiego potencjału byłoby ogromnym błędem.

Pytanie też, jak zapełnić powstałą próżnię po odejściu dwóch najważniejszych postaci i niepewnym losie trzeciej? W kręgu zainteresowań MCU był Shang Chi (mistrz kung fu, który zdobył nader ciekawą i widowiskową umiejętność – duplikowanie samego siebie) a nawet Eternals (drobne nawiązania do nich już były),  Nie da się bowiem ukryć, że nie tylko potrzebna jest świeża krew (nowi superbohaterowie), bo nie można grać wciąż tymi samymi kartami, ale przede wszystkim potrzebny jest nowy crossover, który spinałby w całość przygody superbohaterów (no i superłotrów). Moim zdaniem najbliżej jest Dark Avenders, czyli mroczniejsza wersja zakończonej edycji, zawierającej odniesienia do Skrulli, w której można by wykorzystać już istniejących bohaterów, jak i wprowadzić zupełnie nowych. Podobno zastanawiano się też nad Thunderbolts, czyli odwróceniem tradycyjnych ról - superłotry zjednoczeni w polowaniu na superbohaterów. Taka koncepcja sprawdziła się w komiksie, jednak w filmowym uniwersum byłaby trochę ryzykowna ... może kiedyś:)

Całe to gdybanie jest jednak zależne od tego, czy Disney pozwoli na dalszą działalność MCU …

Wykop Skomentuj10
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura