Ten tekst miałem poświęcić drugiej części cyklu „Jak podwyższyć emeryturę”. Temat jest ważny, bo dotyczy aż 4,5 mln osób w Polsce. Ale postanowiłem napisać o nim następnym razem, wszak się nie zdezaktualizuje. Tym razem zaś zgodnie z obietnicą, odpowiem na kilka najbardziej palących pytań, jakie padły w komentarzach do dotychczas zamieszczanych przeze mnie tekstów. Było ich tylko dwa, a komentarzy aż 108, więc część już dziś wymaga odpowiedzi. Nie dam rady odnieść się do wszystkich, za co przepraszam z góry. Do pozostałych powrócę w następnych tekstach, więc proszę się nie niecierpliwić.
Przy okazji dziękuję za życzliwe komentarze. Za uszczypliwe też, bo to przecież dzięki nim blogi nie zieją nudą, lecz żyją barwnym życiem. Dziękuję też Panu Redaktorowi Łukaszowi Warzesze za jego tekst na temat mojego skromnego jeszcze bloga. Sprowokował on ciekawą dyskusję, w której padło wiele konstruktywnych komentarzy.
I właśnie od odpowiedzi na pytania, które stawia Pan Redaktor Warzecha pozwolę sobie zacząć. Pod jego tekstem doszło bowiem do ciekawego zjawiska, a mianowicie na wszystkie pytania odpowiedzieli sami internauci komentujący jego tekst.
Ale po kolei:
1. Co ma ZUS do składki zdrowotnej? Dlaczego nie mogę płacić bezpośrednio na konto NFZ-u? – pyta Pan Warzecha.
Na to pytanie po części odpowiedział Panu Redaktorowi w swoim komentarzu Kamnez, takimi oto słowy: „Ściąganie składek na NFZ przez ZUS może mieć sens. ZUS jest instytucją wyspecjalizowaną w ściąganiu składek na publiczne ubezpieczenia, ma więc stosowne procedury postępowania z nierzetelnymi płatnikami, dysponuje stosownym know-how, a także posiada ludzi, którzy w tym się specjalizują.
ZUS robi to lepiej lub gorzej, ale rezygnacja z jego pośrednictwa oznaczałaby konieczność stworzenia w NFZ niejako od podstaw działu windykacji. To dublowanie struktur oznaczałoby per saldo wyższe koszty. Byłoby tym bardziej bez sensu, że prawie 100 proc. płatników NFZ płaci jednocześnie składki na ubezpieczenie społeczne”.
To duża część prawdy, ale oprócz tego trzeba pamiętać skąd się wzięła taka konstrukcja. Otóż została wymyślona i zlecona przez rząd i parlament (a nie ZUS!). Wyjaśnienie tej kwestii znajduje się w kolejnych komentarzach do tekstu Pana Warzechy. Odpowiadają one także na kolejne jego pytanie:
2. ZUS żąda ode mnie comiesięcznego wypełnienia i dostarczenia tzw. deklaracji DRA. Uprzejmie proszę pana rzecznika o wyjaśnienie logiki przepisów.
Kilkanaście wersów niżej Pan Warzecha dodaje w tej samej sprawie: jaki tłuk w centrali ZUS wpadł na ten arcygenialny pomysł?
Tym, którzy nie prowadzą działalności gospodarczej wyjaśniam, że druk DRA – to deklaracja rozliczeniowa do wykazywania składek wpłacanych do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Obowiązek wynika wprost z ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych.
Na tę kwestię odpowiedzi padają aż cztery.
Kedar pisze: Nie wydaje mi się, aby p. rzecznik prasowy (…) ZUS był właściwym adresatem pytań o logikę przepisów.Doprecyzowuje Gotfryd: pytań systemowych nie ma sensu zadawać rzecznikowi ZUS-u tylko Ustawodawcy i rządowi.I wreszcie Marion: „Pan formułuje swe zarzuty pod niewłaściwym adresemZUS jest tylko wykonawcą woli parlamentarnej większości która takie prawo uchwaliła”
A na koniec Łukasz Foltyn: „A czy czołowy redaktor FAKTu nie wie, że za system ubezpieczeń odpowiada nie ZUS, lecz Sejm?”.
Od razu zaznaczam, że nie miałem najmniejszej chęci być złośliwy.
Bo rzeczywiście obowiązujący porządek prawny nakreślony w konstytucji mówi, że przepisy uchwala parlament, a sygnuje prezydent, zaś inicjatywa ustawodawcza należy także do rządu. Oczywiście nie tylko, ale nie będę udzielał lekcji WOS-u, każdy może doczytać konstytucję. W każdym razie ZUS ani nie uchwala przepisów prawa, ani nie ma inicjatywy ustawodawczej, czyli innymi słowy nie ma żadnego wpływu kształt prawa. Ma za to żelazny obowiązek tego prawa przestrzegać.
Kwestię druku DRA wyjaśnia na koniec także Ajgor: „Jako osoba prowadząca działalność gospodarczą, ale również pracująca na etat, muszę opłacać dodatkową składkę zdrowotną. I proszę sobie wyobrazić, że od dwóch lub trzech lat NIE MUSZĘ już składać DRA, system wygenerowuje sobie sam tą deklarację”.
I to jest najprawdziwsza prawda – ZUS wcale nie ukrywa takiej możliwości, wystarczy choć trochę interesować się płaconymi przez siebie składkami. Dodam też, że już niebawem formularz DRA będzie można złożyć przez Internet, a konkretnie dzięki Elektronicznemu Urzędowi Podawczemu, który już dziś działa pod adresem: eup.zus.pl.
Kolejne pytanie Pana Redaktora Warzechy: ile kosztują ZUS rocznie listy z kretyńskimi upomnieniami?Tu najlepiej pomoże nam problem najświeższy: wysyłanych przez ZUS przypomnień o obowiązku wyboru otwartego funduszu emerytalnego przez osoby urodzone po 1968 r. Ale po kolei. Ustawa o systemie ubezpieczeń społecznych nakazuje tym osobom wybrać OFE w chwili podjęcia pierwszej pracy. Jeśli tego nie zrobią, zostaną rozlosowane do wybranych OFE. Losowania takie odbywają się dwa razy do roku. Najbliższe już 31 lipca. Przed każdym losowaniem ZUS ma ustawowy, powtarzam: ustawowy obowiązek przypomnieć o tej powinności. Do 10 lipca wysłał takie przypomnienie do blisko 200 tysięcy osób. Rocznie korespondencja tylko w sprawie OFE kosztuje 3 mln zł. Krótko mówiąc ZUS wysyła i płaci, czy chce, czy nie, bo tak nakazał ustawodawca. Przytoczę w tym miejscu fragment komentarza red. Bartosza Marczuka z Gazety Prawnej z 25 czerwca br.: „To absurd, bo ZUS nie powinien być zmuszany do wysyłania listów do osób, które z własnej niefrasobliwości nie wybrały OFE, tym bardziej że płacą za to pozostali ubezpieczeni. Twórcy reformy nałożyli na ZUS taki obowiązek, bo system był nowy i mało znany. Jednak po dziesięciu latach można z tego zrezygnować”. Jak widać komentarz, choć jak najbardziej zasadny, należy kierować pod właściwy adres. Co zalecam także Panu Redaktorowi Warzesze.
I ostatnie pytanie Pana Warzechy: jaki procent wydatków na utrzymanie ZUS pochłania fundusz socjalny?I tu kolejna ciekawostka: o to też nie trzeba pytać rzecznika prasowego ani ZUS, ani żadnej innej instytucji państwowej. Wszystkie je bowiem obowiązuje ta sama ustawa – o zakładowym funduszu świadczeń socjalnych. Co więcej, na każdą z tych instytucji nakłada ona obowiązek tworzenia takiego funduszu. Tworzy się go z corocznego odpisu, naliczanego w stosunku do przeciętnej liczby zatrudnionych. Wysokość odpisu wynosi 37,5 proc. przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego w gospodarce narodowej.
Obowiązek, powtarzam: obowiązek ten dotyczy każdej instytucji państwowej, bez wyjątku. I nawet, gdyby ZUS chciał przeznaczyć te środki na cokolwiek innego, choćby na świadczenia dla swoich klientów – to nie może, bo złamie prawo.
Wyszedł mi, niechcący, długi tekst, więc pora kończyć. Obiecuję, że będę odpowiadać w miarę możliwości na Państwa pytania. Im bardziej konstruktywne, tym lepiej.
I jeszcze ostatnia kwestia: teksty na bloga, podobnie jak wiele innych opracowań, piszę w domu, po godz. 22, a na stronie zamieszczam je w pracy, rano lub po południu. Pisanie zajmuje nieco czasu, zaś publikowanie – ok. 15 sekund (policzyłem przy ostatniej okazji). To odpowiedź dla zaniepokojonych tym, czy aby nie trwonię publicznego grosza. Natomiast w jednym z kolejnych tekstów opiszę skąd się biorą pieniądze na pensje pracowników ZUS. Wielu złośliwych komentatorów z pewnością będzie zaskoczonych.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)