W popularnym tygodniku przeczytałem ostatnio, że ZUS zbudował na dachu jednej ze swych siedzib… korty tenisowe. Oczywiście to nieprawda - żadnych kortów w ZUS-ie nie ma. I można by tym skończyć sprawę (i udać się na salę rozpraw), ale pomyślałem, że skoro ostatnio pisałem o stereotypach w społecznym odbiorze Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, to teraz mamy dobrą okazję, żeby pomówić o mitach.
Wystarczy pogrzebać w kolorowych gazetach, a plotki i bajki o ZUS-ie posypią się z nich jak w październiku żółte liście z drzew. Wiadomo, ZUS to przecież ZUS, czyli pałace, limuzyny, a teraz nawet korty. Dziwne, że twórcom tych mitów, niczym Syzyfowi, nie brakuje zapału w powtarzaniu bzdur i zwykłych kłamstw, choć przecież fakty świadczą przeciwko nim.
Twórcy mitów dopatrują się na przykład w samochodach prezesów ZUS limuzyn, na jakie nie pozwoliłby sobie nawet milioner. A fakt jest taki, że prezes i członkowie zarządu Zakładu jeżdżą skodami, czyli tańszą wersją volkswagena. Mamy ich w ZUS-ie łącznie pięć. Czyli chyba niedużo.
Jeśli oddział ZUS zamontuje na sali obsługi klientów klimatyzatory, aby starsze, schorowane osoby, które muszą osobiście załatwić swoją sprawę nie mdlały latem, to mitomani dostrzegą w tym jedynie dbałość „urzędasów z ZUS” o własny komfort. Mimo, że klimatyzatory działają tylko na salach obsługowych, a w pokojach pracowniczych w ogóle ich nie ma.
Jedna z lokalnych gazet publikując raport o wynagrodzeniach napisała, że najwięcej w Polsce zarabiają pracownicy ZUS i urzędów skarbowych. Nie spytała wcześniej, jak jest naprawdę. Po prostu bez sprawdzania napisała. Wprawdzie nie wiem ile zarabiają urzędnicy skarbowi, ale w ZUS przeciętne wynagrodzenie wynosi 2.800 zł. A wśród instytucji państwowych nietrudno wskazać takie, gdzie zarabia się lepiej - np. pracownicy NIK dostają pensje ponad dwa razy wyższe. Kto nie wierzy niech sprawdzi w Biuletynach Informacji Publicznej zamieszczanych na stronach internetowych.
Ostatnio jeden z kolorowych dzienników napisał, że ZUS marnuje 15 mln zł na wysyłkę „niepotrzebnych” listów z informacją o stanie konta ubezpieczonego oraz wysokością hipotetycznej emerytury. A ja otwieram ustawę o systemie ubezpieczeń społecznych i czytam jej art. 50, że „Zakład jest zobowiązany przesłać ubezpieczonemu urodzonemu po dniu 31 grudnia 1948 r. informację o zewidencjonowanych na koncie ubezpieczonego składkach”. Jeśli więc wysyłki takich listów zażądał parlament i to w ustawie, to ZUS nie może odmówić wykonania tego zadania, bez względu na to czy mu się to podoba czy nie. Jakże trafne okazuje się w tym miejscu powiedzenie: „kowal zawinił, cygana powiesili”.
Każdy wspólny wyjazd grupy pracowników ZUS skrzętnie odnotowywany jest na pierwszych stronach sensacyjnych dzienników, które próbują dowieść, że ludzie ci jeżdżą po świecie za publiczne pieniądze. To prawda – „ZUS Travel” to chwytliwe hasło. Ale równie mityczne i nieprawdziwe, jak cała treść artykułów nim opatrzonych. Wyjazdy te są – jak już wyjaśniałem – finansowane z własnej kieszeni pracowników i częściowo dotowane z funduszu socjalnego. Środków tego funduszu ZUS – choćby chciał – nie może przeznaczyć na inne cele niż pracownicze, bo złamie prawo, a konkretnie ustawę o zakładowym funduszu świadczeń socjalnych. Co więcej, jeśli ZUS by takiego funduszu nie utworzył, to także złamałby prawo, bo jako instytucja publiczna zatrudniająca powyżej 20 pracowników musi go mieć.
Zresztą nazywanie pieniędzmi publicznymi środków wypłacanych w formie wynagrodzeń dla osób zatrudnionych w instytucjach państwowych to już skrajna nadinterpretacja. Niezależnie od tego co pisze prasa, ci ludzie nie dostają pieniędzy za sam fakt „bycia pracownikami”, tylko zarabiają je swoją codzienną żmudną i naprawdę ciężką pracą. To są ich pieniądze i co z nimi robią to ich własna sprawa. A kto nie wierzy, że pracuje się ciężko, niech sam spróbuje zatrudnić się w ZUS-ie. Kawka i ploteczki to kolejna bajka.
Najbardziej stereotypowe jest jednak przekonanie, że ZUS „pozbawił” kogoś renty lub „odmówił” przyznania emerytury. Nagminnie zapomina się, że ZUS, jako instytucja powołana do wykonywania obowiązującego prawa, działa na podstawie przepisów jasno określających m.in. wymogi związane z przyznawaniem świadczeń. Ale uwaga! To nie ZUS tworzy te przepisy, lecz – jak już kiedyś pisałem – parlament. To posłowie zapisali w ustawie o emeryturach i rentach, że 31-letnia osoba, która jest całkowicie niepełnosprawna, ale nie przepracowała pięciu lat, nie otrzyma renty z tytułu niezdolności do pracy. I choć niezdolność ta jest ewidentna a lekarz orzecznik ZUS ją potwierdza, to renta nie może zostać przyznana, bo prawo na to nie pozwala. I nic nie pomoże tu serce urzędnika.
Wspomniane przepisy mówią też, że mężczyzna, którego data urodzin przypada 1 stycznia 1949 r., choćby spełniał warunki stażu pracy, czyli udowodnił co najmniej 35-letni okres składkowy i nieskładkowy, nie będzie mógł otrzymać wcześniejszej emerytury. Będzie musiał poczekać na emeryturę jeszcze 5 lat, do ukończenia 65. roku życia. Będący w identycznej sytuacji mężczyzna, który urodził się dzień wcześniej, dostanie wcześniejszą emeryturę – niezależnie od tego, czy zdąży złożyć wniosek w tym roku, czy przyniesie go później.
Raz jeszcze podkreślę – to nie ZUS wymyślił te zasady. Powstały one w parlamencie. Jednak ZUS musi ich przestrzegać, czy tego chce czy nie.
Mity i stereotypy są fundamentem rzeczywistości medialnej, która coraz częściej bardzo różni od tej prawdziwej. Dzięki nim łatwiej i szybciej opisuje się świat i zawsze można wskazać kogoś winnego naszej „krzywdy”. No bo przecież jeśli każdy z nas sumiennie płaci wysokie składki na ubezpieczenia społeczne, a emerytury i renty są niskie, to z pewnością musi być ktoś, kto „przejada” lub „kradnie” nadwyżkę. Proste jak w czarno-białym filmie.
Niestety system ubezpieczeń społecznych jest bardziej skomplikowany i nie da się objaśnić go jednym prostym zdaniem. Trudno przecież wyjaśnić, dlaczego całość bieżących składek idzie od razu na wypłatę emerytur i rent, ale i tak pieniędzy na świadczenia ciągle brakuje, bo potrzeba ich znacznie więcej, niż wszyscy ubezpieczeni razem wzięci wpłacają (i dlatego do systemu musi dopłacać budżet państwa). Trudno też zrozumieć, że choć ZUS dostaje na swoją działalność kwotę odpowiadającą około 2,5 proc. składek wpłacanych do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, to odebranie mu tych pieniędzy nie zlikwiduje deficytu, ani nie podwyższy emerytur i rent. Sparaliżuje tylko system ubezpieczeniowy, bo nie będzie miał kto zbierać składek i wypłacać świadczeń.
Zdaję sobie sprawę z tego, że tematyka ta nie jest łatwa. Ale mimo to twierdzenie, że ZUS marnotrawi nasze wspólne pieniądze, jest zarzutem niesprawiedliwym i niestosownym. Przytoczone wyżej 15 mln zł na listy o stanie konta dobrze to obrazuje. Proszę o tym pamiętać, czytając kolejne sensacyjne doniesienia o kortach …


Komentarze
Pokaż komentarze (17)