6716
BLOG
ZUS przyjazny przyszłym mamom (wbrew obiegowym opiniom)
ZUS przyjazny przyszłym mamom (wbrew obiegowym opiniom)Co pewien czas media lokalne lub ogólnopolskie obiega informacja o tym, że ZUS odebrał prawo do zasiłku kobiecie w ciąży. Wiadomość taka budzi nie tylko niepokój, czy aby faktycznie taka jest właśnie rola ZUS-u, ale także pojawia się oburzenie, że panie, które akurat najbardziej potrzebują spokoju i bezpieczeństwa naraża się na niepotrzebny stres. I wszyscy, zarówno ci zaniepokojeni, jak i oburzeni, mają rację. ZUS nie jest od tego aby cokolwiek zabierać, zwłaszcza kobietom w ciąży. W rzeczywistości jednak niczego nie odbiera. ZUS jedynie realizuje nałożony na niego ustawowo obowiązek troski o to, by świadczenia wypłacane z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych trafiały wyłącznie do osób do tego uprawnionych. Zastanówmy się przez chwilę. Czy ZUS może mieć jakąkolwiek korzyść z tego, że coś komuś odbierze? Nie, bo pracownicy ZUS nie zarabiają na liczbie decyzji odmownych. Na liczbie decyzji przyznających też zresztą nie zarabiają. Płaci im się wyłącznie za dokładne wykonywanie przepisów prawa zapisanych w ustawach, w kształcie określonym przez parlament. Pracownik ZUS rozpatrując zgłoszony wniosek nie może się kierować współczuciem i „sercem”, nawet jeśli zdaje sobie sprawę z tego, że wnioskodawca poczuje się skrzywdzony jego decyzją. Żyjemy w państwie prawa, którego podstawowym fundamentem jest zgoda obywateli na przestrzeganie zasad, które sami ustalą. A ustawy są właśnie zbiorem takich zasad. Warto jednak pamiętać, że obowiązek ich przestrzegania dotyczy wszystkich obywateli, a zatem zarówno pracowników ZUS, jak i wnioskodawców. I to nie tylko przyszłych mam, ale w ogóle wszystkich klientów Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Po tym krótkim wyjaśnieniu prawd fundamentalnych przejdźmy do meritum sprawy. Istnieją trzy przypadki, kiedy pani w ciąży może spotkać się z odmową przyznania świadczenia z ubezpieczenia społecznego. Przypadek pierwszy wydaje się oczywisty, ale proszę mi wierzyć, zdarza się najczęściej. Chodzi o sytuację, w której Pani prowadzi działalność gospodarczą i jako przedsiębiorca płaci obowiązkowo tylko składkę na ubezpieczenie zdrowotne (do NFZ). Do ubezpieczeń społecznych może przystąpić dobrowolnie, czyli nie musi tego robić wcale. Jeśli nie skorzysta z prawa do ubezpieczenia chorobowego, a pójdzie na długie zwolnienie lekarskie lub urlop macierzyński, to niestety nie otrzyma z ZUS żadnych pieniędzy. Powód? – brak ubezpieczenia. Niby oczywiste, ale jakże często ma się do ZUS pretensje za własną, suwerenną decyzję. Przypadek drugi jest nieco bardziej skomplikowany. Pani w ciąży rozpoczyna pracę. Umawia się z pracodawcą, że stawi się w pracy danego dnia. Jednak lekarz prowadzący ciążę, w dniu pójścia kobiety pierwszy raz do pracy, zaleca jej, aby położyła się do łóżka. Wobec czego Pani ta nie stawia się w pracy. Nie dochodzi więc do jej faktycznego rozpoczęcia. W takim przypadku ZUS musi uznać, że Pani nie została objęta ubezpieczeniem z tytułu tej pracy. I wreszcie przypadek trzeci, najtrudniejszy, ale za to znany już w orzecznictwie sądowym. Otóż Pani otrzymuje od swojego pracodawcy wynagrodzenie rzędu np. 1.500 zł. Zachodzi w ciążę. Wkrótce pojawia się nowy pracodawca oferujący niezwykle atrakcyjne warunki: zatrudniam Panią za 6.000 zł, Pani stawia się w pracy, a następnie idzie na zwolnienie. Przez 33 dni płacę Pani ustalone wynagrodzenie, a od 34 dnia płaci Pani ZUS. Tym co Pani dostanie, dzielimy się po połowie. Niby ich sprawa. Tyle, że zasiłek chorobowy wynosi 80 proc. wynagrodzenia, a zasiłek macierzyński - 100 proc. Więc Pani ta do momentu urodzenia dziecka otrzymywać będzie najpierw przez 33 dni od pracodawcy, potem z ZUS 4.800 zł, a następnie na macierzyńskim całe 6.000 zł. Gdyby ta sama Pani u poprzedniego pracodawcy wykonała tę samą procedurę: zasiłek chorobowy do urodzenia dziecka, a od urodzenia - macierzyński, otrzymywałaby z ZUS 1.200 zł z tytuł choroby oraz 1.500 zł z tytułu macierzyństwa. Teraz otrzyma połowę (bo tak się umówiła nieformalnie z pracodawcą) z 4.800 zł czyli 2.400 zł, a potem połowę 6.000 zł, czyli 3.000 zł. Dla pracodawcy to też czysty zysk bo zainwestował nieco więcej niż jedną pensję, a potem tylko odcinał przysłowiowe kupony. Jak Państwo myślicie, z czyjej kieszeni pokrywany byłby niedobór środków w dyspozycji ZUS w wyniku tego procederu? Oczywiście z pieniędzy nas wszystkich. Na takie przekręty nie pozwala nam prawo – co wyjaśniliśmy sobie już na początku. Niestety nie wszyscy pracodawcy i pracownicy stosują się do przepisów prawa. Dlatego ZUS regularnie kontroluje firmy i sprawdza, czy nie dochodzi w nich do tego typu nadużyć. Warto jednak od razu dodać, że tego typu kontroli prawidłowości ubezpieczenia podlegają nie tylko kobiety w ciąży, ale absolutnie wszyscy ubezpieczeni. Dokładnie takim samym zasadom podlegają więc taksówkarze, pielęgniarki, urzędnicy itd. Jeżeli ktoś nie płaci składek, ale chciałby otrzymać świadczenie (zasiłek, rentę, emeryturę) z całą pewnością spotka się z odmową. Jednak jest tutaj jeszcze jedna strona medalu. W wyniku kontroli przeprowadzanych przez ZUS wykrywa się przypadki osób (w tym również kobiet w ciąży) w ogóle nie zgłoszonych przez pracodawcę do ubezpieczeń, albo przypadki, w których pracodawca nie opłaca za swoich pracowników składek ubezpieczeniowych. W takiej sytuacji osobom tym w ogóle nie przysługuje prawo do jakichkolwiek świadczeń (a więc dotyczy to również zasiłków macierzyńskich dla młodych mam). Tymczasem dzięki temu, że ZUS wykrywa takie przypadki i zobowiązuje pracodawcę do zgłoszenia pracowników do ubezpieczenia i opłacenia składek, takie prawo jest przez nich nabywane. Wiele matek – często nieświadomych istnienia takiego problemu – korzysta na tej „drobiazgowości” ZUS-u i dzięki temu zyskuje możliwość radości nie tylko z okazji przyjścia na świat nowego członka rodziny, ale także z pieniędzy, które z tego tytułu otrzymują. pewien czas media lokalne lub ogólnopolskie obiega informacja o tym, że ZUS odebrał prawo do zasiłku kobiecie w ciąży. Wiadomość taka budzi nie tylko niepokój, czy aby faktycznie taka jest właśnie rola ZUS-u, ale także pojawia się oburzenie, że panie, które akurat najbardziej potrzebują spokoju i bezpieczeństwa naraża się na niepotrzebny stres. I wszyscy, zarówno ci zaniepokojeni, jak i oburzeni, mają rację. ZUS nie jest od tego aby cokolwiek zabierać, zwłaszcza kobietom w ciąży. W rzeczywistości jednak niczego nie odbiera. ZUS jedynie realizuje nałożony na niego ustawowo obowiązek troski o to, by świadczenia wypłacane z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych trafiały wyłącznie do osób do tego uprawnionych. Zastanówmy się przez chwilę. Czy ZUS może mieć jakąkolwiek korzyść z tego, że coś komuś odbierze? Nie, bo pracownicy ZUS nie zarabiają na liczbie decyzji odmownych. Na liczbie decyzji przyznających też zresztą nie zarabiają. Płaci im się wyłącznie za dokładne wykonywanie przepisów prawa zapisanych w ustawach, w kształcie określonym przez parlament. Pracownik ZUS rozpatrując zgłoszony wniosek nie może się kierować współczuciem i „sercem”, nawet jeśli zdaje sobie sprawę z tego, że wnioskodawca poczuje się skrzywdzony jego decyzją. Żyjemy w państwie prawa, którego podstawowym fundamentem jest zgoda obywateli na przestrzeganie zasad, które sami ustalą. A ustawy są właśnie zbiorem takich zasad. Warto jednak pamiętać, że obowiązek ich przestrzegania dotyczy wszystkich obywateli, a zatem zarówno pracowników ZUS, jak i wnioskodawców. I to nie tylko przyszłych mam, ale w ogóle wszystkich klientów Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Po tym krótkim wyjaśnieniu prawd fundamentalnych przejdźmy do meritum sprawy. Istnieją trzy przypadki, kiedy pani w ciąży może spotkać się z odmową przyznania świadczenia z ubezpieczenia społecznego. Przypadek pierwszy wydaje się oczywisty, ale proszę mi wierzyć, zdarza się najczęściej. Chodzi o sytuację, w której Pani prowadzi działalność gospodarczą i jako przedsiębiorca płaci obowiązkowo tylko składkę na ubezpieczenie zdrowotne (do NFZ). Do ubezpieczeń społecznych może przystąpić dobrowolnie, czyli nie musi tego robić wcale. Jeśli nie skorzysta z prawa do ubezpieczenia chorobowego, a pójdzie na długie zwolnienie lekarskie lub urlop macierzyński, to niestety nie otrzyma z ZUS żadnych pieniędzy. Powód? – brak ubezpieczenia. Niby oczywiste, ale jakże często ma się do ZUS pretensje za własną, suwerenną decyzję. Przypadek drugi jest nieco bardziej skomplikowany. Pani w ciąży rozpoczyna pracę. Umawia się z pracodawcą, że stawi się w pracy danego dnia. Jednak lekarz prowadzący ciążę, w dniu pójścia kobiety pierwszy raz do pracy, zaleca jej, aby położyła się do łóżka. Wobec czego Pani ta nie stawia się w pracy. Nie dochodzi więc do jej faktycznego rozpoczęcia. W takim przypadku ZUS musi uznać, że Pani nie została objęta ubezpieczeniem z tytułu tej pracy. I wreszcie przypadek trzeci, najtrudniejszy, ale za to znany już w orzecznictwie sądowym. Otóż Pani otrzymuje od swojego pracodawcy wynagrodzenie rzędu np. 1.500 zł. Zachodzi w ciążę. Wkrótce pojawia się nowy pracodawca oferujący niezwykle atrakcyjne warunki: zatrudniam Panią za 6.000 zł, Pani stawia się w pracy, a następnie idzie na zwolnienie. Przez 33 dni płacę Pani ustalone wynagrodzenie, a od 34 dnia płaci Pani ZUS. Tym co Pani dostanie, dzielimy się po połowie. Niby ich sprawa. Tyle, że zasiłek chorobowy wynosi 80 proc. wynagrodzenia, a zasiłek macierzyński - 100 proc. Więc Pani ta do momentu urodzenia dziecka otrzymywać będzie najpierw przez 33 dni od pracodawcy, potem z ZUS 4.800 zł, a następnie na macierzyńskim całe 6.000 zł. Gdyby ta sama Pani u poprzedniego pracodawcy wykonała tę samą procedurę: zasiłek chorobowy do urodzenia dziecka, a od urodzenia - macierzyński, otrzymywałaby z ZUS 1.200 zł z tytuł choroby oraz 1.500 zł z tytułu macierzyństwa. Teraz otrzyma połowę (bo tak się umówiła nieformalnie z pracodawcą) z 4.800 zł czyli 2.400 zł, a potem połowę 6.000 zł, czyli 3.000 zł. Dla pracodawcy to też czysty zysk bo zainwestował nieco więcej niż jedną pensję, a potem tylko odcinał przysłowiowe kupony. Jak Państwo myślicie, z czyjej kieszeni pokrywany byłby niedobór środków w dyspozycji ZUS w wyniku tego procederu? Oczywiście z pieniędzy nas wszystkich. Na takie przekręty nie pozwala nam prawo – co wyjaśniliśmy sobie już na początku. Niestety nie wszyscy pracodawcy i pracownicy stosują się do przepisów prawa. Dlatego ZUS regularnie kontroluje firmy i sprawdza, czy nie dochodzi w nich do tego typu nadużyć. Warto jednak od razu dodać, że tego typu kontroli prawidłowości ubezpieczenia podlegają nie tylko kobiety w ciąży, ale absolutnie wszyscy ubezpieczeni. Dokładnie takim samym zasadom podlegają więc taksówkarze, pielęgniarki, urzędnicy itd. Jeżeli ktoś nie płaci składek, ale chciałby otrzymać świadczenie (zasiłek, rentę, emeryturę) z całą pewnością spotka się z odmową. Jednak jest tutaj jeszcze jedna strona medalu. W wyniku kontroli przeprowadzanych przez ZUS wykrywa się przypadki osób (w tym również kobiet w ciąży) w ogóle nie zgłoszonych przez pracodawcę do ubezpieczeń, albo przypadki, w których pracodawca nie opłaca za swoich pracowników składek ubezpieczeniowych. W takiej sytuacji osobom tym w ogóle nie przysługuje prawo do jakichkolwiek świadczeń (a więc dotyczy to również zasiłków macierzyńskich dla młodych mam). Tymczasem dzięki temu, że ZUS wykrywa takie przypadki i zobowiązuje pracodawcę do zgłoszenia pracowników do ubezpieczenia i opłacenia składek, takie prawo jest przez nich nabywane. Wiele matek – często nieświadomych istnienia takiego problemu – korzysta na tej „drobiazgowości” ZUS-u i dzięki temu zyskuje możliwość radości nie tylko z okazji przyjścia na świat nowego członka rodziny, ale także z pieniędzy, które z tego tytułu otrzymują.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)