Scyzoryk spod Włoszczowy Scyzoryk spod Włoszczowy
184
BLOG

Miałeś chamie złoty róg...

Scyzoryk spod Włoszczowy Scyzoryk spod Włoszczowy Polityka Obserwuj notkę 9

Ponieważ jak większość Polaków bardzo lubię nieudaczników, z wielką radością przyjąłem informację, że Tomasz Nałęcz zostanie doradcą prezydenta Bronisława Komorowskiego. Właściwy człowiek na właściwym miejscu, bo jest zaciekłym wrogiem Jarosława Kaczyńskiego i co najmniej raz w tygodniu telewizja TVN 24 umożliwia mu oblepianie błotem szefa PiS-u. Ucieszyłem się tym bardziej, że Nałęcz jest zaciekłym przeciwnikiem peronu we Włoszczowie. Może nareszcie wskaże sposób włodarzom III RP, jak zniszczyć ten pomnik zbrodniczego kaczyzmu!

Większego nieudacznika politycznego niż Nałęcz ze świecą się w Polsce nie znajdzie. Można go śmiało nazwać Antymidasem polskiej polityki. W przeciwieństwie do mitologicznego króla, który zamieniał w złoto wszystko, czego się dotknął, Pan Profesor wszystko zamienia w g...o.

Pechową karierę polityczną zaczął jako członek komunistycznej PZPR. W 1990 r. przestała ona istnieć, a Nałęcz przyczynił się do jej rozpadu, działając w tzw. Ruchu 8 Lipca. Następnie został wiceprzewodniczącym jej spadkobierczyni czyli Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej. Gdyby piastował to stanowisko dłużej, to zapewne to ugrupowanie szybko uległoby degrengoladzie, ale on z niego wystąpił, co otworzyło SdRP drogę do zwycięstwa w wyborach w 1993 r. Nałęcz przeszedł tymczasem do Unii Pracy. Jako wiceprzewodniczący tego ugrupowania doprowadził do jego zupełnej marginalizacji, więc uciekł do Socjaldemokracji Polskiej, którą stworzył Marek Borowski w 2004 r. Nałęcz w walny sposób przyczynił się do klęski tej inicjatywy politycznej, bo w następnym roku jako szef sztabu wyborczego Borowskiego w wyborach prezydenckich przeszedł do obozu Włodzimierza Cimoszewicza. Pechowy Nałęcz został z ręką w nocniku, bo Cimoszewicz wycofal się z wyborów. W 2009 r. Nałęcz poprowadzil do klęski w wyborach do Parlamentu Europejskiego lewackie Porozumienie dla Przyszłości. W tym roku zgłosił się na kandydata na prezydenta, ale uniknął kolejnej kompromitacji (pewnie dostałby 0,01 proc. głosów), bo skorzystał z katastrofy smoleńskiej, żeby wycofać swą kandydaturę. 

Zaiste, powiadam Wam, kariera polityczna godna doradcy prezydenta! Według informacji prasowych, w zespole doradców Komorowskiego znajdą się jeszcze socjolog, prawnik i dziennikarz. Zapytałem mojego kolegę Andrzeja Molasego, kogo typuje na te stanowiska. Odpowiedział mi, że wszystkie cztery kryteria (nieudacznictwo polityczne, oczernianie Kaczyńskiego przy każdej okazji, stanowisko stałego komentatora w TVN 24 i zwalczanie peronu we Włoszczowie) spełniają: Andrzej Celiński, Roman Giertych i Tomasz Wołek.

Celiński był wiceprzewodniczącym Unii Demokratycznej u szczytu jej potęgi, gdy w latach 1993-94 sprawowała władzę. Przyczynił się w znacznym stopniu do tego, że to ugrupowanie znalazło się na marginesie polityki. W 1999 r. przeszedł do Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Został mistrem kultury i prawą ręką lidera tego ugrupowania Leszka Millera. Zadał SLD śmiertelny cios, gdy opuścił tę partię, żeby stworzyć razem z Borowskim Socjaldemokrację Polską. SdPL uległa politycznej marginalizacji i Celiński już ją opuścił.

Giertych był od 2001 r. liderem Ligi Polskich Rodzin, która miała szansę stać się główną siłą polskiej prawicy. W 2004 r. ugrupowanie to otrzymało w wyborach do Parlamentu Europejskiego aż 15 proc. głosów. Jednak Giertych zaczął wypychać z LPR wszystkich potencjalnych konkurentów do przywództwa, co zapoczątkowało proces jej stopniowego rozpadu. Zostali w niej jedynie chłopcy z Młodzieży Wszechpolskiej, mający zwyczaj zamawiać piwo przy pomocy nazistowskich gestów. Ostatecznym ciosem dla LPR była kompromitacja Giertycha jako wicepremiera i ministra edukacji w latach 2006-2007.

Wołek był na początku lat 90. działaczem Forum Prawicy Demokratycznej, które okazało się politycznym niewypałem. Później zajął się dziennikarstwem i został redaktorem naczelnym Życia Warszawy. Dziennik ten mógł być konkurentem Gazety Wyborczej (miał początkowo niemal monopol na rynku ogłoszeń drobnych), ale Wołek nie potrafił wykorzystać szansy. Później doprowadził dwukrotnie do bankructwa dziennik "Życie". 

Nałęcz, Celiński, Giertych i Wołek mieli w różnych okresach swej kariery momenty wzlotów. Mieli "złoty róg". Mogli wywrzeć pozytywny wpływ na sprawy Polski. Okazali się jednak nieudacznikami. Ich nieudacznictwo nie przeszkodziło im jednak w otrzymaniu posad stałych komentatorow TVN 24. Mają bowiem tę wielką zaletę, że z wielką pasją walczą z Jarosławem Kaczyńskim. Te ofermy ośmielają się stawiać diagnozy polityczne czy doradzać, co ma robić ten czy inny normalny polityk. Panie Boże, ty to widzisz i nie grzmisz? 

Zdaniem Andrzeja, zespół doradców złożony z Nałęcza, Celińskiego, Giertycha i Wołka może być dla Komorowskiego bardzo przydatny, jeśli będzie postępował odwrotnie niż będą mu radzili. W przypadku, gdy zacznie korzystać z ich rad, to prawdopodobnie skończy politycznie tak samo jak oni i "ostanie mu się ino sznur". 

Opinia Andrzeja trochę mnie zaniepokoiła, ale odrzuciłem ją, bo przynajmniej w jednym przypadku ci wybitni komentatorzy TVN 24 się nie mylą. Potępiają mianowicie wybudowanie  peronu we Włoszczowie i zalecają jego likwidację. I mam nadzieję, że przekonają prezydenta Komorowskiego do podjęcia decyzji o jak najszybszym jego zburzeniu!  Czego sobie i Państwu życzę!  

 

OSTRZEGAM! JESTEM OSTRY JAK BRZYTWA!

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka