Wprawdzie dopiero co zaczęła się w TVN nowa edycja "Tańca z gwiazdami", ale już kompletowany jest skład uczestników kolejnego wcielenia tego widowiska. Wystąpią w nim osoby wykreowane na celebrytów przez media w celu zwalczania Jarosława i Lecha Kaczyńskich.
Według mojego kolegi Andrzeja Molasego taki dobór uczestników jest spowodowany tym, że przyszłoroczna edycja "Tańca z gwiazdami" będzie nosić feralny numer 13, więc producenci tego wspaniałego, misyjnego programu mieli znaczne trudności ze znalezieniem chętnych do udziału w nim. Postanowili więc zaprosić te gwiazdy, które ta stacja do spółki z Gazetą z Wyborczą wykreowała. Ze względu na to, iż swoje 5 minut w historii zawdzięczają one wyłącznie tym mediom, więc wiadomo było, że nie odmówią.
Zdaniem Andrzeja gwiazdy antykaczyzmu można podzielić na trzy grupy. Do pierwszej należą politycy PO i SLD, którzy całą swą polityczną karierę opierają na walce z Kaczyńskimi. Do drugiej - politycy, którzy kiedyś współpracowali z Kaczyńskimi, ale się z nimi pokłócili i zaczęli wylewać na nich pomyje. Do trzeciej - osoby rzekomo skrzywdzone przez Kaczyńskich.
Polityków PO i SLD, którzy zbudowali swą polityczną pozycję tylko i wyłącznie na zwalczaniu braci Kaczyńskich jest legion. Gwiazdorskim blaskiem świecą niewątpliwie w tym gronie Donald Tusk, Bronisław Komorowski, Janusz Palikot i Joanna Senyszyn. Te gwiazdy antykaczyzmu nie osiągnęłyby obecnego znaczenia politycznego, gdyby w polskiej polityce nie byłoby Kaczyńskich.
Tusk, niegdyś podręcznikowy liberał, porzucił swoje ideały na rzecz antykaczystowskiego populizmu po przegranych w 2005 r. wyborach. Okazało się to tak skuteczne, że osiągnął pozycję jedynowładcy, który może zrobić w Polsce wszystko, co zechce. Problem polega na tym, że populista chce jedynie zdobycia i utrzymania władzy, więc Tusk nic nie robi dla Polski. Po prostu przy władzy trwa, co jest łatwe, bo przy pomocy TVN i Gazety Wyborczej ciągle przypomina: "Tylko ja mogę zapobiec objęciu rządów przez tego potwora Kaczyńskiego (nieciasteczkowego bynajmniej)".
Komorowski zabłysnął politycznym kunsztem, gdy zażądał stanowiska premiera dla PO po przegranych przez to ugrupowanie wyborach w 2005 r. To żądanie, zaakceptowane przez Tuska, położyło kres planom powołania koalicji PiS-PO (to byłoby zupełnie coś innego niż wymarzony przez wielu komentatorów politycznych POPiS). Jak się później okazało storpedowanie projektu stworzenia rządu wspólnie z ugrupowaniem Kaczyńskiego było dla Platformy Obywatelskiej zbawienne i otworzyło tej partii drogę do zwycięstw w kolejnych wyborach. Już mało kto pamięta, że jednym z kroków politycznych zastosowanych przez liderów PO w celu uniemożliwienia powstania koalicji PiS-PO było wysunięcie kandydatury Komorowskiego na stanowisko marszałka Sejmu. Zrobiono tak dlatego, że Jarosław Kaczyński gotów był zaakceptować wszystkich innych kandydatów PO oprócz niego. Pełnił on bowiem wówczas w PO taką rolę, jaką obecnie wywalczył sobie Janusz Palikot.
Co do Palikota, to jego obecność w gronie gwiazd antykaczyzmu nie potrzebuje żadnego uzasadnienia. Szkoda tracić czasu na opisywanie jego pomysłu na robienie kariery politycznej. Najkrócej opisać jego postać można parafrazując definicję konia z Encyklopedii Benedykta Chmielowskiego: "Jaki jest Palikot każdy widzi". A widzi oczywiście w telewizji TVN24. Warto tu jednak podkreślić wielkie mistrzostwo Palikota w odpowiadaniu na oczekiwania zaprzyjaźnionych z nim mediów. Cóż za symbioza panuje między nim a "dziennikarzami" przeprowadzającymi wywiad. Czyż nie potwierdza to prawdziwości hasła wyborczego Bronisława Komorowskiego: "Zgoda buduje nienawiść do Jarosława Kaczyńskiego".
Joanna Senyszyn przejdzie do historii jako najgorliwsza propagatorka terminu "kaczyzm". Może nawet to ona wymyśliła to słowo, ale tego pewny nie jestem. W każdym razie w encyklopedycznej definicji kaczyzmu miejsca dla niej na pewno nie zabraknie. Senyszyn miała z pewnością swój udział w wyborze wspaniałego sloganu wyborczego SLD: "Polowanie na kaczki". Ileż poczucia humoru jest w tym haśle!!!
Do drugiej grupy antykaczystów należą politycy, którzy przez długi okres swej politycznej kariery błądzili, co doprowadziło do tego, że blisko współpracowali z Jarosławem Kaczyńskim. Jak można się było dowiedzieć z TVN i Gazety Wyborczej, bardzo wtedy grzeszyli. Jednakże w pewnym momencie swego życia, tak jak św. Paweł w drodze do Damaszku, doznali olśnienia i nawrócili się na drogę cnoty czyli potępili Kaczyńskiego i pokochali TVN i Gazetę Wyborczą.
Palma pierwszeństwa w gronie nawróconych należy się niewątpliwie Kazimierzowi Marcinkiewiczowi. A ta palma mu odbiła, bo nie mógł się pogodzić z tym, że Jarosław Kaczyński pozbawił go stanowiska premiera. Najpierw dał mu tyle pięknych zabawek i klocków, a potem nieoczekiwanie wszystko zabrał! Kto daje i odbiera, niech się w piekle poniewiera! Biednemu Kaziowi możliwość zabłyśnięcia od czasu do czasu daje teraz jedynie TVN24. Więc się chłoptaś stara wykorzystać maksymalnie te chwile i zadaje podczas tych występów okropnemu Kaczyńskiemu tyle ciosów, ile zdoła. Niestety jest w tym ostatnio coraz słabszy.
Są jednak na ringu inni mocni zawodnicy skrzywdzeni pozbawieniem stanowisk przez bezdusznego Jarosława Kaczyńskiego. Radosław Sikorski niemal płakał, gdy żegnał się ze stanowiskiem ministra obrony narodowej. Ale rozpacz trwała krótko, bo przytulił go do piersi Donald Tusk. Żeby mu się odwdzięczyć, Sikorski obiecał, że zrobi wszystko, żeby "dorżnąć watahę" głosujących na PiS. No i dostał w nagrodę za wierność stanowisko ministra spraw zagranicznych połączone z obowiązkami błazna ośmieszającego prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Pełnym antykaczystowskim blaskiem błyszczy wciąż gwiazda byłego ministra spraw wewnętrznych i prokuratora krajowego Janusza Kaczmarka. Zaraz po zdymsjonowaniu go przez Kaczyńskiego został przez lewackich publicystów z Jackiem Żakowskim na czele uznany za najlepsze źródło informacji o zbrodnach kaczyzmu. Ten notoryczny kłamca do dzisiaj w tej roli występuje, a na dodatek domaga się wielomilionowego odszkodowania za rzekomo doznane krzywdy!
Równie cenionym źródłem informacji dla antykaczystów udających obiektywnych dziennikarzy jest Roman Giertych. Ci sami osobnicy, którzy straszyli tym byłym ministrem oświaty dzieci w szkołach, a nawet w przedszkolach, dają mu dzisiaj trybunę do wygłaszania oskarżeń pod adresem Jarosława Kaczyńskiego. Patron wykonujących faszystowskie gesty chłopców z Młodzieży Wszechpolskiej jest obecnie bohaterem TVN i Gazety Wyborczej, bo - jak się przy każdej okazji chwali - to dzięki niemu upadł rząd Jarosława Kaczyńskiego. Ponieważ "dziennikarze" TVN24 zwracają się do niego "Panie Mecenasie", to należy domniemywać, że Giertych jest zapraszany do studia tej telewizji nie jako polityk lub komentator polityczny, lecz jako prawnik, a ściślej mówiąc, oskarżyciel posiłkowy w procesie przeciwko Kaczyńskiemu. Gdyby bowiem chcieli go gościć w tej pierwszej roli, to zwracaliby się do niego "Panie Premierze", gdyż piastował on stanowisko wicepremiera.
Choć tych czterech wyżej wymienionych osobników ma największe szanse na wzięcie udziału w 13. edycji "Tańca z gwiazdami", to ostatnio TVN wystosowała zaproszenia dla kilku innych byłych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego. Są w tym gronie: Marek Migalski, Elżbieta Jakubiak, Paweł Poncyliusz, Joanna Kluzik-Rostkowska. Zasłużą sobie na ten występ, jeśli będą przez co najmniej przez 7 dni w tygodniu potępiać na ekranie TVN24 działalność byłego premiera. Szansę ma także wciąż Ludwik Dorn, który jednak ostatnio nie spełnia oczekiwań antykaczystów strojących się w piórka obiektywnych dziennikarzy.
Wreszcie została do omówienia ostatnia grupa gwiazd, która weźmie udział w tym święcie antykaczymu, jakim stanie się 13. edycja "Tańca z gwiazdami". Są to prości ludzie skrzywdzeni przez Kaczyńskich.
Nie może wśród uczestników zabraknąć dr. G., który ze względu na sądową ochronę wizerunku będzie występował w masce chirurgicznej. Rząd Kaczyńskiego pozbawił go prawa do brania łapówek, więc w tej chwili bardzo potrzebuje pieniędzy. Dzięki temu, że za udział w każdym odcinku "Tańca z gwiazdami" zawodnik otrzymuje 60 tys. zł, będzie mógł znowu stanąć na nogi. Zdaniem Andrzeja jest to faworyt tej imprezy, bo jak się to mówiło za komuny: "Nieważne, jak kto głosuje, ważne, kto liczy głosy". A dr. G. będzie na pewno wiedział, jakimi środkami dotrzeć do osób liczących głosy widzów.
W stawce współzawodników zagwarantowane miejsce ma również słynny obszczymur Hubert H., którego kaczystowska prokuratura chciała pozbawić prawa do lżenia prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Na szczęście sąd stanął na wysokości zadania i umorzył sprawę z uzasadnieniem, że skoro Janusz Palikot, Stefan Niesiołowski czy Kazimierz Kutz i miliony ich wyznawców robią to zupełnie bezkarnie, to i Hubert H. ma do tego prawo! Dziwne, że ani Tomasz Lis, który przeprowadził wspaniały wywiad z Hubertem H., ani internauci, którzy skrzyknęli się niedawno na Facebooku, żeby przegonić obrońców krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego, nie wpadli na pomysł zebrania podpisów pod postulatem, aby prawo do lżenia Kaczyńskich wpisać do konstytucji. Ale przecież jeszcze mogą to niedopatrzenie naprawić. Hubert H. wystąpi jako ekspert oceniający, jakich wulgaryzmów użyć. A Andrzej życzy wszystkim tym, którzy tak współczuli biednemu "Panu Hubertowi", żeby ich kiedyś obrzucił taką samą wiązką jak prezydenta. W pełni na to zasłużyli
Jedenastą uczestniczką antykaczystowskiego widowiska będzie Henryka Krzywonos, której gwiazda rozbłysła zaledwie kilkanaście dni temu. Według Andrzeja, na jej przykładzie widać, jak łatwo w III RP zrobić karierę medialną. Wystarczy bezceremonialnie zaatakować Jarosława Kaczyńskiego jakimiś słowami bez ładu i składu, żeby otrzymać setki próśb o wywiady i znaleźć się w czołówkach programów informacyjnych telewizji oraz na pierwszych stronach gazet. Jeśli Kaczyński coś odpowie osobie, która go zaatakowała, w mediach rozpętuje się sabat czarownic potępiających lidera PiS-u. I tak to trwa do czasu, aż pojawi się następny kandydat na antykaczystę. Że też tym wszystkim komentatorom spod ciemnej gwiazdy chce się wciąż w kółko powtarzać te same głupoty! To książkowe przykłady, do czego prowadzi nienawiść.
No i zostało jeszcze jedno miejsce dla antykaczystowskiej gwiazdy. Nie jest to jeszcze w 100 proc. pewne, ale 12 uczestnikiem mam być ja - Scyzoryk spod Włoszczowy. Jestem prostym człowiekiem, skrzywdzonym przez kaczyzm wybudowaniem peronu w tym mieście. Wszystkie moje teksty świadczą o tym, jak cierpię z powodu tej wielkiej zbrodni IV RP. Dlatego producenci "Tańca z gwiazdami" zwrócili się do mnie z propozycją, żebym wziął udział w tym widowisku. Znam niektórych pracowników TVN24, bo ekipa tej stacji przez tydzień od dnia oddania peronu do użytku przebywała we Włoszczowie, filmując pasażerów, którzy wsiadali do pociągu. Wysiadających nie było, bo wszyscy przyjeżdżający ze strachu przed sflmowaniem wyskakiwali z pociągu przez okna przed Włoszczową.
Niestety mój udział nie jest jeszcze pewny, bo nie spełniam na razie jednego warunku: Jarosław Kaczyński publicznie mnie nie skrytykował (w zaciszu swego gabinetu na pewno robił to już wielokrotnie). Z tego powodu w TVN24 nie odbył się jeszcze rytualny sabat potępiaczy lidera PiS, Więc panie Jarosławie, proszę mnie skrytykować! Aby Pana do tego sprowokować wołam: PERON WE WŁOSZCZOWIE MSI BYĆ ZBURZONY!



Komentarze
Pokaż komentarze (17)