Chociaż niedługo minie już 19 lat od rozpadu Związku Radzieckiego, wielkiego orędownika walki o pokój, ta wspaniała idea jest - tak jak Lenin - wiecznie żywa. O pokój w III RP walczą jej najwybitniejsi obywatele. Podczas ostatniego zjazdu Solidarności Henryka Krzywonos protestowała przeciwko dzieleniu ludzi, używając niemal takich samych słów jak radziecki kompozytor Dymitr Szostakowicz podczas II Światowego Kongresu Obrońców Pokoju, który odbył się w Warszawie w listopadzie 1950 r. Wystąpienie pani Krzywonos wywołało w naszej ojczyźnie taki entuzjazm, że Platforma Obywatelska jako przodująca siła naszego narodu zaproponowała jej natychmiast nominację na senatora. Ta propozycja nikogo w Polsce nie zaskoczyła. Przecież historia nie takie zna przypadki. Rzymski cesarz Kaligula mianował senatorem konia.
Jakże pięknym krajem byłaby nasza ojczyzna, gdyby nie jeden człowiek (nie muszę wcale podawać jego nazwiska, bo i tak wszyscy wiedzą o kogo chodzi). Byłoby tak jak na miniaturach w średniowiecznych rękopisach. Wilki pasłyby się na łączkach z owieczkami. Jastrzębie przynosiłyby w dziobach gołąbkom kłosy zboża. Koty dzieliłyby się serem z myszami. "Dziennikarze" Gazety Wyborczej mogliby zupełnie jawnie dawać łapówki dr. G. i jemu podobnym, a organ "tych którym nie jest wszystko jedno" zamieściłby obowiązujący cennik opłat. Roman Giertych oprowadzałby żydowskie wycieczki po Jedwabnem i tańczyłby na platformie podczas gejowskich parad. Kazimiera Szczuka uświadomiłaby Madzię Buczek, dzięki czemu zostałaby ona feministką i nie niepokoiłaby biskupa Tadeusza Pieronka zakładaniem Podwórkowych Kółek Różańcowych. Przecież podczas takich modlitw ktoś może postawić krzyż na podwórzu! A modlić się przed krzyżem wolno jedynie w kościele!
Mój kolega Andrzej Molasy szydzi z propagandy PO, SLD i najpotężniejszych mediów, że cała odpowiedzialność za spory i konflikty w Polsce spada na Jarosława Kaczńskiego i lekiem na całe zło jest jego polityczne unicestwienie. Jego zdaniem lider PiS-u jedynie opisuje i definiuje sytuację w naszym kraju. Jednak Polaków bardzo łatwo jest zmanipulować przeciwko niemu, bo ciąży na naszym społeczeństwie spadek po trwającej 45 lat propagandzie komunistycznej. Szczególnie skuteczna była ona w okresie gierkowskim, gdy promowała tzw. ideę jedności moralno-politycznej narodu. Organizacyjną czapą, która stała na straży tej ogólnonarodowej zgody był Front Jedności Narodu. W jego skład wchodziły wszystkie "słuszne" organizacje społeczne. Idea jedności moralno-politycznej Polaków była młodszą siostrą sterowanej przez Moskwę idei walki o pokój na świecie, której celem było podzielenie wewnętrzne społeczeństw krajów zachodnich. Warto zwrócić uwagę, że w Polsce istnieje do dzisiaj wiele szkół i ulic noszących nazwę "Obrońców Pokoju". Ciekawe, jak nauczyciele opisują dzieciom przyczyny otrzymania przez ich szkołę tak dziwacznej nazwy.
Podczas gdy jedności moralno-politycznej zagrażały warchoły, to pokoju broniono przed imperialistami, którym przewodzili Winston Churchill i Ronald Reagan. Swoją drogą, Jarosławawi Kaczyńskiemu, który stoi na czele burzycieli pokoju społecznego w Polsce, można pozazdrościć towarzystwa najwybitniejszych polityków XX wieku! Żeby idea walki o pokój ostatecznie zwyciężyła, Związek Radziecki wywołał wiele wojen. Wreszcie jednak nie podołał ekonomicznie wyścigowi zbrojeń i rozpadł się jak domek z kart. Ciekawe, kiedy los ZSRR podzieli polska propagatorka walki o pokój, którą jest Platforma Obywatelska.
Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że PO odgrywa w III RR rolę komunistycznego Frontu Jedności Narodu. Wyraża jednocześnie poglądy prawicy, centrum i lewicy. Z tego powodu ustawy w kwestiach drażliwych światopoglądowo takich jak zapłodnienie in vitro, przedstawia w kilku wersjach. Tak wyborcy o poglądach lewicowych jak i prawicowych dostają to, co chcą. Dla każdego coś miłego. Wybór jak w hipermarkecie.
Platforma Obywatelska, początkowo normalna liberalno-konserwatywna partia, przepoczwarzyła się w twór, jakim w planach Bronisława Geremka i Adama Michnika miał być utworzony po wyborach 4 czerwca 1989 r. Obywatelski Klub Parlamentarny. Chcieli oni, aby spontanicznie powstałe w całej Polsce lokalne komitety obywatelskie, utworzyły jedną partię, która reprezentowałaby cały naród. Sprzeciwili się temu Jarosław i Lech Kaczyńscy, którzy uważali, że powinno dojść do normalnego w każdym społeczeństwie podziału na lewicę i prawicę. Gdy poparł ich Lech Wałęsa doszło do tzw. wojny na górze, którą wówczas na szczęście "obrońcy pokoju" przegrali. Niestety kilkanaście lat później dopięli swego celu. Zdobyli rząd dusz Polaków i pełnię władzy, a Wałęsa stał się ich bohaterem, bo znienawidził Kaczyńskiego.
W normalnym kraju, taki bezpłciowy twór jak PO, nie miałby prawa istnieć, ale w Polsce jest inaczej. Jest tak dlatego, że stojący za nią establishment wmówił Polakom, że ratuje ich ona przred tyranią zagrażającą im ze strony Jarosława Kaczyńskiego. Postać tego charyzmatycznego polityka, mającego znaczną grupę gorących zwolenników, została przez jego przeciwników zdemonizowana do monstrualnych rozmiarów. W okresie, gdy był premierem przedstawiano go z jednej strony jako wszechpotężnego tyrana, dybiącego na demokrację w Polsce, a z drugiej strony ośmieszano na wszelkie sposoby. Choć ten przekaz był logicznie niespójny - bo czy tak śmieszny człowieczek może być tak groźny - to jednak okazał się bardzo skuteczny.
Tak jak legioniści rzymscy, bojownicy wojny z Kaczyńskim o pokój w Polsce ustawieni są w trzech szeregach. W pierwszym walczą hastati, uzbrojone w internet robaki oraz trolle, a także prymitywne osobniki, które po wypiciu jabola obrzucają go stekiem wyzwisk na ulicach, dworcach lub w domowym zaciszu. W drugim szeregu stoją principes czyli "dziennikarze" i "publicyści" typu Tomasz Wołek, Tomasz Lis, Piotr Najsztub czy Jacek Żakowski. Ich bronią jest prasa, radio i telewizja. W trzecim szeregu toczą bój triarii tacy jak Stefan Niesiołowski, Janusz Palikot, Wojciech Olejniczak, którzy dobijają wroga w parlamencie. Legionem dowodzi Donald Tusk, a oficerem politycznym jest Adam Michnik.
Kaczyńskiego zwalczają przede wszystkim ludzie establishmentu, którzy jak się to potocznie mówi "mają coś za pazurami". Niewątpliwie ci ludzie słusznie się Kaczyńskiego boją. Ale nie brak również wśród jego przeciwników osób porządnych, przestraszonych ogłupiającą antykaczystowską propagandą. Ci ludzie odgrywają w walce z nim rolę tzw. pożytecznych idiotów. Takim epitetem obdarzał Józef Stalin zachodnich intelektualistów i artystów takich jak Jean Paul Sartre, Albert Einstein czy Pablo Picasso, którzy użyczyli swoich twarzy sowieckiej propagandzie propagującej ideę walki o pokój.
Andrzej powiedział mi, że gdy zastanawiał się nad przyczynami tego, iż całe życie polityczne w Polsce koncentruje się wokół postaci lidera PiS-u, przypomniał sobie wersety 12,49 i 51-53 z Ewangelii wg św. Łukasza: "Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już zapłonął. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie podzielonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej". Kluczowe dla zrozumienia tego rzadko przytaczanego fragmentu nauczania Jezusa jest wyjaśnienie, że "ogień", o którym mówi, ma oczyścić i rozpalić ludzkie serca.
Andrzej chciał jeszcze coś powiedzieć, ale przepędziłem go na cztery wiatry. Dość już miałem wysłuchiwania tych niedorzeczności! Przez niego omal nie spóźniłem się na swój odcinek frontu walki o pokój w naszej ojczyźnie, którego jednym z fundamentów będzie zrównanie z ziemią ostatniego pomnika przypominającego okres rządów Jarosława Kaczyńskiego. Moja walka o pokój polega na tym, że jako hastati wykrzykuję już od tygodnia przez cały dzień następujące słowa: PERON WE WŁOSZCZOWIE MUSI BYĆ ZBURZONY!



Komentarze
Pokaż komentarze (2)