Sadoq Sadoq
813
BLOG

Kara śmierci... sprawiedliwość

Sadoq Sadoq Polityka Obserwuj notkę 8

 

Przed laty telewizja polska pokazała film pt. Oto Ameryka. Były tam pokazane przejawy życia i zdarzeń w Ameryce, o jakich przeciętny człowiek nie miał wyobrażenia. Nie będę wspominał o ludziach mieszkających w kanałach, czy o zajadaniu się smażonymi dżdżownicami. Najbardziej wstrząsnął mną passus pokazujący wykonanie kary śmierci na krześle elektrycznym. Nie było to inscenizowane, to było nagranie prawdziwej egzekucji.  W tym wszystkim najbardziej poruszał nie fakt uśmiercenia człowieka, który na to zasłużył, ale sama bezwzględna procedura uśmiercania. Wtedy na wiele lat stałem się przeciwnikiem stosowania kary śmierci.
Powodem radykalnej zmiany poglądu nie było współczucie dla skazańca, ani też możliwość sądowej pomyłki i skazanie niewinnego. Patrzyłem na to z punktu widzenia tych, którzy w imieniu prawa wykonywali tę karę. Na bok odkładam teorie sprawiedliwości, z których jedne w wymierzanej karze widzą cel wychowaczy i odstraszający, inne zaś (bliskie memu myśleniu) za cel sprawiedliwości stawiają odpłatę (retrybucja), gdzie zastosowana i wykonana kara przywraca równowagę w naruszonym porządku moralnym.
Stawiałem sobie pytanie, co czułbym i w jaki sposób odczłowieczałoby mnie zabijanie w imieniu prawa. W procedurze egzekucji uczestniczy wielu ludzi i nie jest tak, że nie ma to bez wpływu na ich psychikę, na ich relacje międzyludzkie, rodzinne. Jak można zabijać i być kochającym ojcem, dziadkiem, czułym mężem. Zabijanieodwrażliwia egzekutora i stępia uczucia wyższe, pozostawia trwały ślad w jego psychice.
Ja egzekwuję prawo i nie zastanawiam się, jakie skazańcy mieli życiorysy, jakich adwokatów i co ich doprowadziło do Bloku Śmierci. Znam tylko podstawowe dostępne dane na ich temat i nie mam do skazańców osobistego stosunku. Oni są przegranymi bitwami, beznadziejnymi przypadkami, nad którymi nie warto już rozdzierać szat – uważa Dave Garraghty [naczelnik więzienia w Greensville] – Rzeczpospolita z 7 marca 2001.
Do przedwczoraj sądziłem, że to jest wystarczający powód, by być przeciwnikiem kary śmierci. Mam tu na myśli troskę o duszę i wrażliwość wykonawców. Jednak dwa dni temu Anisia Gwiazdolica, gdy tylko podzieliłem się z nią przemyśleniami na ten temat, zwróciła mi uwagę na rzecz bardziej bulwersującą niźli to, co dzieje się z wykonawcami kary śmierci. W USA w egzekucjach biorą udział świadkowie: za jedną szybą prokurator, adwokaci, dziennikarze i przedstawiciele społeczności lokalnej, w drugim pomieszczeniu rodzina skazańca. Zrozumiały jest udział rodziny, która chce towarzyszyć w ostatnich chwilach skazańcowi, także udział prokuratora jest oczywisty, bo dopilnowuje z urzędu wykonanie prawa. Ale co z tymi, którzy nie mają żadnego osobistego stosunku do skazańca i przychodzą oglądać jego śmierć? Czy nie służy to obrzydliwej żądzy delektowania się widokiem śmierci człowieka?
Świadkowie ci jawią się niczym żądna krwi gawiedź obserwująca w średniowieczu łamanie kołem, czy ścięcie toporem. Więcej krwi, więcej krwi…
Sadoq
O mnie Sadoq

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka