12 obserwujących
35 notek
62k odsłony
  2957   2

Australia Asia Line 2


imageNo


Cumy w Port Moresby rzucone, rafy ominięte, a indonezyjscy rybacy z innego kutra cumującego w Port Moresby dali nam za uratowanie rodaków dwa metrowe tuńczyki w prezencie, będzie więc wspaniały obiadek za pół godzinki. Na razie szklaneczka zimnego Carlsberga na zaostrzenie apetytu, choć apetyt mam i tak jak brzytwa.

Tuńczyk był wspaniały, świeżutki soute lekko polany masełkiem i cytrynką, a do tego szparagi.

Ktoś, kiedyś, gdzieś powiedział, że suma nałogów musi być stała. Więc nie palę, piję odrobinę, za to mój steward Rudi przynosi koło piętnastej kawę espresso.

Kawę taką nauczył mnie robić agent w Port Pirie. Agent ten jest z pochodzenia Włochem. Więc przyniósł dwa gatunki kawy w ziarnach, bo kawa taka musi być za każdym razem świeżo mielona, młynek i specjalny podwójny czajniczek do espresseo, oraz trzy miniaturowe filiżanki z napisem „espresso”. I taka kawa powinna być słodka, więc ją słodzę. Jest to jedyna kawa, którą można nazwać kawą.

2 kwietnia 1999

Wczoraj przychodzi do mnie jeden marynarz i mówi, żebym mu pożyczył tysiąc dolarów, bo musi wysłać na pogrzeb teścia. Bo u nich na Filipinach to pogrzeb kosztuje 3000 dolarów. Wkurzyłem się nieco. Teść miał 83 lata, a ile kosztuje pogrzeb na Filipinach to jego sprawa. Dam mu powiedzmy ten tysiąc, a on na drugi dzień zatęskni i poprosi o urlop, nikt mi wtedy tego tysiąca nie zwróci. A jakby trzeba było na leczenie żony bym pożyczył. Ale na pogrzeb teścia? Dlaczego nie na brata sąsiada? W końcu powiedziałem, że mu dam awansem 600 dolarów w Brisbane, żeby mógł wysłać.

3 kwietnia 1999

Za cztery godziny wezmę pilota w Lae. Mam nadzieję, że w końcu wyjdę na ląd w Papui. Nawet mam trochę papuaskich pieniędzy.

No muszę przyznać, że pilot był bardzo dobry - przy pomocy maleńkiego holowniczka i mojej maszyny zacumował mnie „na styk” między dwoma innymi statkami. 

Potem o zmroku wyszliśmy z jednym z załogi na przechadzkę - patrzę, a on pali papierosa. -Pogięło cię? – pytam - na starość zacząłeś palić papierosy?-

Okazało się, że on wierzy, że w nocy przychodzą z gór ludożercy i porywają ludzi na czop-czop. Nie porywają tylko palących, bo ich mięso śmierdzi. I rzeczywiście przechodnie patrzyli na mnie z apetytem, a na niego z niesmakiem.

Dziś Wielkanocna niedziela. Jakby nie kalendarz to bym nawet nie zauważył. Normalne śniadanie, no bo jak tu święcić jak mam ludzi czterech religii? Co dopiero mówić o Polskiej Wielkiej Nocy? Po prostu kolejne zmarnowane święta w imię lepszej przyszłości.

5 kwietnia 1999

Skropiłem Hermana wodą, a on chociaż Polak był zaskoczony i dopiero po chwili się zorientował o co chodzi. Ósmego mam być w Brisbane. Tam jest sztab naszego czarterującego i tam odwiedzi mnie szef Bill. Potem port Pirie i Melbourne, a po Melbourne Hobart, Newcastle i znowu na północ na Tajwan.

Jest już za dwadzieścia dwunasta w nocy, więc kolejne święta zmarnowane na morzu. Zmarnowałem ich już niezliczoną ilość, nawet nie wiem, czy bym potrafił jeszcze święcić. Za godzinę znów przechodzę przez Jomard Entrance z Morza Salomona, na Morze Koralowe, które jak zwykle będzie miało swell. Mam teraz tak zróżnicowany ładunek, że nie chcę myśleć, co by się stało, jakby się rozmocował. Mam koparki, dźwigi, dwadzieścia podwozi autobusowych i mnóstwo innej drobnicy. Dwie i pół doby zostało do Brisbane. Może w końcu wyjdę na ląd, choć właściwie wszystkie miasta na tzw. Zachodzie są do siebie nudnie podobne. Mam nadzieję, że polskie miasta się do nich nie upodobnią. Osobiście jestem przeciwko unifikacji wszystkiego z pieniędzmi włącznie. Każdy kraj powinien zachować swoja tradycje i kulturę. Ale jakieś siły chcą zunifikować wszystko za wszelką cenę. Na Zachodzie w formie smutnego żartu chodzi powiedzenie, że najlepsza praca, jaką sobie można wymarzyć to urzędnik w Brukseli. Wielkie pieniądze i zerowa odpowiedzialność.

6 kwietnia 1999

Na razie Morze Koralowe spokojne, jak nigdy dotąd. Tam dwa dni luzu. Jak byłem chiefem, to ganiałem tylko po ładowniach, a teraz wszędzie z agentem na obiad. Ach te obiady - wszędzie tylko żarcie! Człowiek udaje, że w ten sposób poznaje miejscowe obyczaje, a to właściwie tylko łakomstwo. Ale jak zapraszają? Należy zamawiać niskokaloryczne potrawy.

Chief mechanik chodzi po statku i podskakuje z radości. Dostał telex, że żona i dwoje dzieci już czekają na niego w hotelu w Brisbane. Nie lubię go, ale przyjemnie popatrzyć jak się ktoś cieszy. Ja na razie nie mam powodu, ale może też wezmę żonę i syna w następne kółko?

W Brisbane agentem jest kobieta. Już sieje panikę ile to rzeczy muszę wysłać faxem. Kobieca logika robi zamieszanie, trudno takie mam poglądy.

8 kwietnia 1999

Cholera, wiatr z SSE zaczął tężeć, fala się zbudowała i moja ETA zmieniła się z 1400 na 1800.Od rana, jak tylko wysłałem telex o zmianie ETA, zrobiła się w biurze burza.

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości