14 obserwujących
40 notek
73k odsłony
  1317   3

Krótki kontrakt

Private Logbook

Mabel Rickmers

Mar 7th 2001-May 15th 2001


image

Rotterdam (1/212/) 10 marca 2001

6 marca 2001 z agencji Polaris w Szczecinie, a nie z Douglas dostałem telefon, że mam w zastępstwie za kogoś mustrować na “Mabel Rickmers”(budowany w Szczecinie), na króciutki kontrakt..

W hotelu w Rotterdamie oprócz mnie był jeszcze na ten statek elektryk, więc nudziliśmy sie razem, zanim „Mabel” weszła do portu.

Potem mialem zakończenie starego charteru, rozpoczęcie nowego i dwa shiftingi, inspekcje Port State Control , wyjście do Felixtowe (2/213) (pilot – pilot 5 godzin), 3 godziny załadunku, wyjście, Dover i mgła, że masztu nie było widać. Obecnie jest 10 marca 2001, więc po trzech dniach wykąpałem się, zmieniłem ubranie, ale jestem za bardzo zmęczony, żeby zasnąć. Zaprosilem chiefa engineera, Polaka Piotra na duży „manhattan” i jedziemy w rejs.

Więc znalazłem się tutaj właściwie przypadkiem, miałem jechać na „New Orient” do Shanghaju, ale kapitan, którego zmieniłem na „Mabel Rickmers”musiał jechać na rozprawę sądową do Kanady, żeby odzykać $5,000 kaucji, za którą wypuścili go z więzienia. Trafił tam przez jakies dziwne kanadyjskie przepisy.

Miał biedak pecha i dlatego ja miałem szczęście i trafilem na 3-letnią „Mabel”, zamiast 8-letniego „New Orienta”. Charter jna razie na jedną podróż, Rotterdam, Felixtowe, Las Palmas, Santa Cruz de Tenerife, Arrecife na Lanzarotte, Cadiz, czyli Kadyks i nazad, na północ.

     Moje króciutkie wakacje od 20 stycznia do 5 marca spędziłem wspaniale, bardzo mało kłócąc się z żoną. Paliliśmy codziennie w kominku i w kozie, a nawet czasem gotując na kozie herbatę.Niestety skończyły się pieniądze i musiałem znów ruszać na morze.

A na morzu, jak na morzu tyle się codziennie dzieje, więc myli mi się „Paul Rickmers” z „Mabel Rickmers” i czasem się mylę „Paula” z „Mabel” jak wołam przez radio pilota, alboco.

Las Palmas (3/214) 15 marca 2001

Wybieram się do miasta kupić printer do radiostacji, bo się zepsuł.

Kupiłem ten printer HP 840C za 152 dolary, więc jak mi się wydaje bardzo tanio.

Santa Cruz de Tenerife (4/215) 16 marca 2001

Nie wychodzę do miasta. Wczoraj zakup printera skończył się w bodedze.

Właściwie na lunchu z kieliszkiem wina.

I nie dotrzymałem danego sobie słowa i wyszliśmy z Piotrem (c/e) do miasta pod pozorem kupienia zepsutej części do video. Potem chodzimy, chodzimy, patrzę, a tu co?

Bodega.

Bodega jak bodega, nic nadzwyczajnego, pod ścianą beczki z cherry, pod sufitem wiszą twardo wędzone szynki, ale przecież ja znam tę bodegę, ja tu już byłem.

Oczywiście, że tak, w 1971 na „Darze Pomorza”!

Powiedziałem o tym zaraz właścicielce, młodej dziewczynie, której ojciec, ówczesny właściciel już nie żył, ale ona wręcz przeciwnie. Kupiliśmy zaraz trzy kwaterki wytrawnego cherry, oraz ser i szynkę.


image





image


17 marca 2001

Gnałem „full ahaed”, żeby prześcignąc ten drugi statek, który mógł nam zająć miejsce przy kei. Przeleciałem z maksymalną prędkością cieśninę Estreho de la Bocayana, miedzy Lamzarotte, a Fuenteventurą, wołam pilota przez radio, a tu cisza. Zadzwoniłem więc komórką do agentki, której numer mi sie przypomniał o 0330. Podała mi zaspanym głosem numer telefonu pilota, więc zadzwoniłem i już za godzinę byłem zacumowany w Arrecife (5/216).

Oczywiscie wygrałem z tym drugim kontenerowcem.

Agentka okazła sie być mlodziutką dziewczyną, która przyszła w towarzystwie dwóch torreadorów, w jej wieku, ale„no abla engleze”.

Czekam więc na operacje przeładunkowe, ale teraz idę na mostek, bo coś tam satelita nawala.

No, już chodzi. Na moim biurku leży dobry amerykański film „Perfect Storm”, w którym trawler z całą załogą idzie na dno. Powiedziałem do c/e , że lepiej, żebym tego nie oglądał jako kapitan, bo może to przynieść pecha.

A on na to:

 -„Oglądaj, nie bądź przesądny, zresztą w razie czego mam do wyrzucenia za burtę stare buty”! –( stary przesąd marynarski- jak podczas sztormu się wyrzuci za burtę stare buty sztorm się kończy)

19 marca 2001 (Józefa)

O czwartej rano rzuciłem kotwicę na redzie Kadyksu (6/217). 11 maja mają się odezwać, co z nami. Według ostatnich wieści operacje przeladunkowe mają zacząć o 1400.

W tym Kadyksie to ja już byłem na „Darze Pomorza” w 1971 i na duńskim kontenerowcu „Falstria” w 1990 roku. Będę więc „kadyksił” po raz trzeci.

Tak dobrze, to ja już dawno nie miałem. Mamy stać w Kadyksie do jutra popołudnia. Teraz mam papierową robotę, ale po poludniu wybieram sie do miasta i tam zacznę szaleć. Zadzwonię do żony i znajomych, po czym wrócę na statek.

20 marca 2001, ciągle Kadyks

Nasz „in charge”, ze strony charteru powiedział, że w Las Palmas wyładowano przez pomyłkę kontener z materiałami wybuchowymi klasy 1.4. Wołam chiefa i pytam co jest grane, a on na to, że stwedorzy chcieli go tylko wyładować na chwilę na ląd, żeby nie przeszkadzał w wyładunku innych kontenerów, ale kontener zginął. Pytam go, czy były naklejki, że to materiały wybuchowe, a on, że były. Był przeznaczony dla Lanzarrote, a zginął w Las Palmas.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości