18 obserwujących
50 notek
98k odsłon
  1762   4

Nowy czarter

Private Loobook

      Paul Rickmers

Oct 4th 2001 - Feb 11th 2002

4 października 2001, Dunkerque (1/269)

Jestem po dwóch miesiącach urlopu, pracowicie spędzonego , znów na statku “Paul Rickmers”, który jest dalej w czarterze Mærsk i dalej jeździ po Europie. Wyjazd był z problemami, przez słabą orientację urzędników z Gemini. Najpierw zagubili się w głupim transporcie mnie z Gdyni do Dunkierki, a potem wysłali na jakiś dodatkowy (płatny, a jakże) kurs bezpieczeństwa do pana P.).Pan P. Okazał się być chętny, że by mu płacić, ale kurs miał być później niż moje mustrowanie. Pojechałem więc bez tego „niezbędnego” certyfikatu i jak się prawdopodobnie okaże pies z kulawa nogą o niego nie zapyta przez cały kontrakt.

Tak przy okazji- mam duński nieograniczony certyfikat kapitana i zdobycie pięcioletniego endorsementu wygląda tak :

Przyjeżdżam do Kopenhagi robię świadectwo zdrowia i idę do Søfartstyrelsen, (Ministerstwo Żeglugi) i mówię w recepcji „dzień dobry” i zapodaję, że chcę nowy endorsement. Za chwilę schodzi pani i bierze ode mnie stary dyplom i książke żeglarską. Panienka nalewa mi kawy i idzie na górę. Wraca po dwudziestu minutach z nowym dyplomem i życzy wszystkiego najlepszego. Nie ma żadnych kursów itp. GMDSS zdawałem raz w życiu i to wystarczy do końca życia. Żadnych kursów ppoż, medycznych itp.itd. A zaznaczam, że i Polska i Dania sa sygnotariuszami tej samej międzynarodowej umowy STCW 95.Dla ułatwienia dodam że „niezbędne” dokumenty oficera z Filipin to 300 stron. Jak nie wiemy o co chodzi...............

Więc Karen z Gemini chciała mnie wysłać z Hamburga (briefing) do Paryża, a stamtąd do Dunkierki, a ja kupiłem bilet i poleciałem do Brukseli, a stamtąd taksówką do Dunkierki. Kiedy się rozpakowałem dostałem maila z planem podróży Hamburg - Dunkierka przez Paryż, na jutro. Napisałem jej, że jestem już w Dunkierce i nie dostałem żadnej odpowiedzi.

Po Breście (2/270) 7 październik 2001

Oczywiście Biscay to Biscay - wieje i buja, ale czego innego mozna tu sie spodziewać?

Jechałem do Montoir (3/271) ze zmienną predkością od 8 do 16 węzłów, w zależości od tego jak się ustawiłem do fali. O czwaretj rano dostałem pilota, a o szóstej byłem na mocno prawą burtą. Wtedy poszedłem spać, a kiedy się obudziłem wiało tak, że nie myślałem z przyjemnością o wyjściu w morze.

Mój maleńki agencik latał w te i we w te i w końcu przyniósł dobrą wiadomość, że wieje 12B i nie są wstanie ładować gantry kranem i mamy stać do jutra do 1300, żeby załadować ostatnie 72 kontenery. Nie mógł mi zrobić większej przyjemności niż zapowiedź nocy w łóżku po szklaneczce Bourbona, którego zostawił mi w spadku poprzedni kapitan.

7 październik 2001 Montoir

Mój poprzednik musiał zejść, bo miał bunt załogi. Był to kapitan – złoto, samo serce i załoga bardzo go lubiła. Widocznie jednak podpuszczona przez „rewolucjonistów” załoga oblepiła plakatami o strajku ( nie informując o niczym kapitana) i powiadomili padlinożerców z prasy, bo kiedy wyszedł z kabiny rano na śniadanie błysnęło sto fleszów i zaraz w gazetach ukazało się zdjęcie tego kapitana –potwora. Oczywiście prasa jak zwykle była źle poinformowana i podała, że jest Ukraińcem. Oczywiście w/w „rewolucjoniści” nie są w stanie dać załodze lepiej płatnej pracy, ani w ogóle żadnej pracy, bo sami żyją z plucia komuś do zupy, ale zamieszania narobili. Ja mam już nową załogę. Stara pojechała do domu.


image

Już po Bilbao (4/272) , w pobliżu Finisterre

„Wszystko robię po swojemu

Zaczynam od ISMu”

Jednak jestem rymopisem.

Jadę kursem prawie południowym, w porywach do 16 węzłów, czasami złapię hiszpańską telewizję, albo „zasięg” na telefonie, w sam raz, żeby pogadać z żoną.

Algeciras (5/273) 12 października 2001

Podszedłem do pilota dokładnie według ETA czyli o ósmej rano. Stoimy więc z pilotem na mostku, a tu nagle z prawej widzę na dwóch kablach statek idący na zderzenie. Pilot zaklął, że Port Control go nie powiadomił i jedziemy „prawo na burt”. Patrzę ci ja na wskaźnik wychylenia steru, a on doszedł do „prawo 20” i się zatrzymał. Skoczyłem do „bow thrustera” i dałem max w prawo i minęliśmy go na 50 metrach. Ster po jakichś 20 minutach zaczął się wychylać, aż doszedł do „prawo na burt”. Było to już raz przedtem zanim nastałem i powiadomiono techniczny.

Zaraz wysmarowałem teleks do superintendenta. Tak nabluzgałem, że mnie chyba wzyrzucą z roboty, ale niech tam.

Bilbao (6/274), 15 października 2001

Wprowadzał mnie ten sam pilot, co jak wchodziłem tu na Mabel, mało nie przywalił w rufę Paula. Ale chyba na nim też to zrobiło wrażenie, bo do tej pory pamiętał.

Superintendent milczy, pewnie kombinuje jak się zemścić za mój telex. Napisałem w nim, że do czasu otrzymania serwisu do maszynki sterowej statek jest niebezpieczny dla ruchu.

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości