18 obserwujących
50 notek
98k odsłon
  744   1

Shin Tong 3

15 sierpnia 2003, godz.1900

Myślałem,że będę w Busan o 2100, a tu się tak rozdmuchało, że wyhamowało mnie do 10 węzłów. Podałem nastęną ETA na 16/0500, a oni na to, żebym już lepiej był na 0700, z tym, że pilota mam wziąć nie na redzie tylko w porcie, ze względu na sztorm. Wiatr mam prawie z dziobu NE , statek ciężko pitching, choć zwolniłem ile mogłem.

Busan (13/449), 16 sierpnia 2003

Wszedłem o siódmej rano, pilota wziąłem w porcie, bo morze było zbyt „rough” i stoję zacumowany. Jeszcze tylko 4 tygodnie i sezon tajfunów będzie over. Poza tym wznowiliśmy z Krzyśkiem starą polską tradycję robienia „zaworówy”’. Mam kiełbasę, którą i w Chinach i w Korei shipchandelrzy nazywają „polską”. Krzysiek kładzie ją gdzieś tam przy kotle, po pół godzinie przewraca na drugą stronę i po godzinie przynosi gorącą i pachnącą. Zjadamy na jedno posiedzenie 1 kilo kiełbasy i do tego litr Smirnoffa. Ja się odchudzam i nie mogę odchudzić, a Krzysiek rzuca palenie i nie może rzucić. Jak na razie bierze w tym celu tabletki, oblepia się plastrami, ale wciąż pali fajkę, cygara i papierosy.

18 sierpnia 2003

Wyszedłem o północy, przy przelotnych ulewach. Pilot wysiadł jak zwykle 1.5 mili przed główkami wyjściowymi i powiedział, że za falochronem jest silny NE prąd. Poszedłem więc „cała naprzód”, jak najbliżej zielonej główki.

Wyspałem się porządnie i wymyślam coś do roboty, bo wszystko juz zrobiłem. W tym tygodniu wymustrowuję drugiego mechanika i elektryka.

Po Ningbo (14/450), 20 sierpnia 2003

No i już 14 zawinięć przeleciało.

Po Szanghaju (15/451), ale za to w Busan (16/452) 23 sierpnia 2003

Dziś ma przyjść suveyer z Germanische Lloyd. Podobno bardzo surowy. Ale w ogóle w Chinach wszystko tańsze o połowę niż w Korei. Nawet sim karty.

25 sierpnia 2003

Już robię drugie miesięczne rozliczenie, ale ten czas leci. W Chinach nakupiłem białej broni (2 wakizashi, które jak pamiętamy jest praktyczniejsze od katany, bo ma ostrze o 15 cm krótsze i można go używać do walki , ale i do sepuku, czyli harakiri) . Muszę wysłać z Chin, bo z Korei nie można zabrać nawet zbyt długich paznokci. Jeszcze tylko 16 razy moje brudne cumy klasną o brudną wodę brudnego Szanghaju i jadę brudny do domu.

Wczoraj na wachcie drugiego zrobiła się taka tropikalna ulewa, że widzialność zero. Poleciałem na mostek i zauważyłem z prawej kuter idący mi przed dziób na stu metrach. Wrzasnąłem „hard to starboard” i przeszedł na paru metrach przed dziobem. Na obu radarach nic nie było widać, marynarz na oku też nic nie widział.

 Shanghai 27 sierpnia 2003

Wiesz jak smakuje strach? Jak już zrobiłeś wszystko, co można było zrobić i teraz wszystko zależy od Boga. Strach jest jak smak metalu na podniebieniu. Wszystko, co mogłeś już zrobiłeś , a teraz czekaj tylko na śmierć swoją i tych dwudziestu paru ludzi, co uwierzyli, że jesteś nieomylny. Ty też zawsze wierzyłeś, że twój kapitan ma jakiś nieomylny wspaniały sposób, że TY przeżyjesz. Na pewno ma. Przecież jeszcze nigdy się nie zdenerwował. To nic, że statek staje dęba na ogonie na falach wielkości domu, że dawno skończyła się skala na wiatromierzu. ON WIE CO ZROBIĆ!.

A ja, czy sie boję? Boję się, wiem że zrobiłem już wszystko. Odbierałem prognozy, wiedziałem, że wieje 120 węzłów, zmienialem kurs, jak pisali w książce, prowadziłem tabelę obserwacji windbaga i ciśnienia. Boję się tak, że nie mam nawet czasu pomyśleć o najbliższych.

Jestem jak maszyna, ale jak ona padnie.....oby nie padła.

Po Ningbo (17/453) i Szanghaju (18/454) 30 sierpnia 2003, na podejściu do Busan.

Korea ma gospodarkę liberalną na wzór starych USA. Wszystko jest prywatne, państwowa jest tylko armia i dotowane strategiczne dziedziny, np stocznie. Jest potęgą, bo każda działalność gospodarcza jest dozwolona. Wczoraj widziałem kalekę bez ręki i nóg – leżała na wózku na brzuchu i rozkładała na ulicy swój całkiem pokaźny sklepik z płytami CD i DVD. Według „Korea Herald” w tym roku Korea wyeksportuje za 180 miliardów dolarów.

image

                                            Busan, keja nr 45

 I jeszcze jedno. W Korei nieznana jest korupcja. Przynajmniej na moim poziomie. Z Texas Street do bramy portu płacę za taksówkę 3500 wonów, czyli niecałe 3 dolary. Daję przeważnie 4 000 i nie żądam reszty. Na twarzach kierowców maluje się wtedy zdumienie i pokazują licznik, że nie 4 000, tylko 3 500. Kiedy w końcu zrozumie, że 500 wonów, czyli 41 centów jest dla niego, wyskakuje otwierać mi drzwi.

Busan ( 19/455), 31 sierpnia 2003

My tu sobie gadu, gadu, a tu dzwoni drugi, że odebrał pogodę z tajfunem. Jest drań na N19 i E131, ale posuwa sie na NE i nazywa się DUJUAN i ma numer 313. Niby już jest po sezonie tajfunów, ale może ten jest młody i tego nie wiedział.W każdym razie DUJUAN rwie się do spotkania ze mną całą parą. Choć w wielu przypadkach tajfunów metoda extrapolacji jest błędna.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości