19 obserwujących
50 notek
94k odsłony
  2237   7

Ameryka Środkowa, Wschodnie Wybrzeże

Private Loobook

      Paul Rickmers

Feb 4th 2004 - Jun 4th 2004image

Kpt. ż. w Piotr Trzebuchowski

Abs. WN WSM 1975

Gdynia

                                         NA KARAIBACH

Na dojściu do La Guaira (3/494), po Aruba (1/492) i Curaçao (2/493), 5 marca 2004.W telewizji mówili, że jest extra zagrożenie terrorystyczne dla Air France i British Airways. Szczgólnie z Londynu i Paryża do Waszyngtonu i Miami. A lecieć miałem właśnie z Paryża do Miami.

Z Gdańska zawiesili wszystkie loty, że względu na zerową widzialność. (Słyszałem, że jeszcze za dawnych czasów Niemcy nie chcieli budować lotniska w Rębiechowie, że względu na częste mgły). Taksówkarz zgodził się mnie zawieźć za 750 zł.do Warszawy. W Warszawie miałem zamówiony hotel i się trzy godziny przespałem. W Paryżu czekał gość z kartką”Miami, San Francisco”. Było nas dwóch. Ja do Miami, a do San Francisco jak się okazało operator filmowy Marek Poraj. Podczas króciutkiej rozmowy okazało się, że mamy wspólnych znajomych. Otóż jak miałem 10 lat mieszkałem w Łodzi róg Gdańskiej i Obrońców Stalingradu, na pierwszym piętrze. Na parterze mieszkał drugi Piotrek ( był rudy, a jego mama miała wypożyczalnię sukien ślubnych, a na czwartym piętrze Piotrek Lipmann – syn operatora filmowowego. Przyjeżdżał do ojca Piotrka często gość czarnym autem marki Simca Aronde. Najważniejsze dla nas było auto, ale właściciel nazywał się Roman Polański. Aha, więc Marek Poraj, jak mnie poinformował nosił wtedy światłomierz za Lipmannem, jak kręcili „Nóż w wodzie”.

image

Willemstadt, Curaçao, widać wpływy holenderskie

W samolocie fotel obok był wolny, więc mogłem go sobie zagospodarować. Ciekawa rzecz – podali do posiłku stalowe, kilkunastocentymetrowe noże i widelce, podczas gdy na lotnisku odbierali pilniki do paznokci.

Za to parę foteli wokół mnie było bardzo zajętych przez kilku młodych Duńczyków jadących na wakacje (tak wynikało z ich rozmowy). Gęby im się nie zamykały, ale przyjemnie było popatrzeć na ludzi odprężonych i zadowolonych. Chłopaki najpierw porozbierali się do podkoszulek, żeby pokazać wyćwiczone na siłowniach mięśnie, a potem korzystając z tego, że drinki w samolotach są za darmo zaczęli się raczyć, jeden, drugi piąty dziesiąty, a potem zwiśli smętnie w fotelach tak, że steward musiał im zapinać pasy.

W Miami odprawa trwała krótko - palca do odcisku nie trzeba było smarować farbą, a tęczówkę oka robiła maleńka kamera. Jako Polak byłem przyjmowany niemal serdecznie - no cóż, aliant. Potem przed przesiadką na samolot American Airlines znowu drobiazgowa kontrola (łącznie z wonnymi butami), a potem ląduję na Arubie – inny świat, palmy i księżyc w pełni.

Rano patrzę, a tu zaraz za szklanymi drzwiami pokoju szeroka, biała plaża i granatowe, jak mundur szkoły morskiej morze. Zjadłem szybko śniadanie, kupiłem jednorazowy aparat fotograficzny i nie wiem po co grube cygaro i zaraz poleciałem na tę plażę, zapaliłem cygaro i kazałem sobie zrobić zdjęcie, Po czym wśród stetryczałych ciał emerytów położyłem i swoje. Lunchu zjeść nie zdążyłem, bo agent zawiózł mnie na statek.

Oj, Paul, you are getting old! Przywitał mnie typowym zapachem starego statku, coż, 11 lat. Jest to zapaszek nie do opisania, tysięcy portów, sztormów, zmęczenia i radości tysięcy ludzi, co na nim pływali. Statek zachowuje ten zapach do złomu.

W 1983 roku zamustrowali mnie w PLO na statek typu „Liberty” – „Edward Dembowski”, który cumował wtedy przy Skwerze jako Liceum Morskie. Koje miał drewniane i dwa rzędy szuflad pod koją. Mógłby opowiedzieć tysiące przygód, które przeżywał w konwojach wojennych, dla których budowano takie statki. Budowa w stoczni amerykańskiej takiego „Liberty” trwała podobno kilka dni, Niemcy nie mogli nastarczyć z zatapianiem.

Potem zniknął, pocięli go i przetopili w hucie. No, została może u kogoś pamiątkowa kolumna kompasu, albo mosiężny teleraf maszynowy, który jakiś „Pomysłowy Dobromir” przerobił na barek.

Point Lisas (Trynidad) (4/495), 7 luty 2004

Statek przejąłem dwa dni temu, a zaliczyłem już 4 porty. W La Guaira pilot wsiadł dopiero jak wjechałem do portu i pół mili przejechałem wewnątrz. Pilot miał generalski mundur i mnóstwo baretek. Przede mną cumował „Berulan”. którym dowodziłem pół roku. Stąd mam tylko 22 godziny do Point Lisas.

Na Paramaribo mam ładować na zanurzenie 6.5 metra, na słodką wodę. Chief zadzwonił że przy tym stanie przekroczymy moment gnący. Wypompowaliśmy dwójki 400 ton i dla słonej wody mieliśmy już 6.40 m. Ten Point Lisas to maleńki berth –jak tam cumuję to wystaję po 15 metrów i z przodu i z tyłu.

Barbados kancelowane po Paramaribo (Surinam) mam jechać do Georgestown (Gujana) i z powrotem do Point Lisas, potem Kingston, a potem Jacksonville i Everglades (USA).

Niedziela 8 luty

Pólnocny Atlantyk jest jednak zimą nieprzyjemny nawet tutaj na 10 stopniu szerokości. Przechyły po kilkanaście stopni, Trzeba dociągnąć mocowanie kontenerów i sprawdzić koparkę, załadowaną na pokrywę. Za to highpress działa bez zarzutu, wczoraj Krzysiek wymienił łożysko i poluzował paski klinowe, bo były za bardzo nasztramowane.

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości