19 obserwujących
50 notek
95k odsłon
  985   3

Meksyk-Japonia- Chiny - Ameryka Południowa, Hawaje - Korea-Chiny

Private Loobook

    CCNI Vancouver

Mar.1st 2006 -Jun.21st30 2006

Po Manzanillo (1/645), 3 marca 2006

Trzema samolotami po 34 godzinach podroży (w tym 12 h w hotelu „Fiesta” w Mexico City) dojechałem na statek. Ten okręt to bliźniak CCNI Busan i nazywa sie CCNI Vancouver. Nawet waga w kapitańskiej kabinie jest identycznie zepsuta –stanowczo za dużo pokazuje.

image

Dwa dni przed wyjazdem patrzę z okna a tu za siatką dwie sarenki leżą w śniegu i żują. Jak mnie zauważyły wstały nieśpiesznie i poszły do lasu. Zanieśliśmy zaraz jedzenie do lasu.

8 marca 2006

Jedzie z nami chilijski technik do reeferów. Dziś rano przyszedł do niego mail, że w nocy ktoś napadł na jego żonę i dziecko w Valparaiso. Mieli broń. Jego brat chciał bronić szwagierki, to go zastrzelili. Nie wie co sie stało jego żonie i córce, nie może się do nich dodzwonić.

9 marca 2006

Dodzwonił się w końcu. Żona ranna, ale córce nic nie jest.

Zmagamy się z materiałem przy wymianie ferrod na windach kotwicznych Nie sposób było wyrwać stare ferrody z gniazd. Poszło dwie butle gazu na grzanie, i rozcięto gniazda, ale w po trzech dniach w końcu sprawa załatwiona.

image

                                  CCNI Vancouver w porcie Manzanillo 1 marca 2006

Mam nadzieję, że to ostatni tego typu problem na tym statku. Pytają czy będę szedł z Yokohamy przez cieśninę Bungo i Kanmon. Jest to cieśnina między Honshu i Kiushu. Z Yokohamy do Busan jest tą drogą bliżej 240 mil niż naokoło. Jak pójdę bez pilota dostanę $ 400. Chyba się zgodzę.

14 marca 2006

Niewiele piszę w moim dzienniku, bo zacząłem pisać książkę „Opowieści z knajpy Zejman”. Chciałbym żeby miała ze 200 stron. Takie pociągowe czytadło. Na razie mam 31 stron, ale czyta sie nieźle. „Rap o Gdyni” już w księgarniach, ale nie da się żyć z pisania książek w Polsce. Wszystko jest tak zorganizowane, żeby się nie dało. Komu na tym zależy?

18 marca 2006, Yokohama (2/646)

170 mil przed Yokohamą spotkałem silny sztorm, Wprawdzie 11B to nie jest dużo w porównaniu z tajfunem, ale prawie pusty statek miał 3.5 m GM i okres przechyłów 12 sekund. Nadbudówka wysoka, więc moja kabina przesuwala się w najróżniejszych kierunkach z ogromną prędkością łamiąc meble i rzucając właścicielem o szoty. W końcu ustawiłem się do fali, zmniejszyłem obroty do minimum i zacząłem sztormować. Pilota w Uraga dostałem 2330 i dropnąłem anchor czekając na dockmastera z Yokohamy. Idę przez Bungo Bay bez pilota. Agent przyniósł mi brakujace mapy. Po przejściu, jutro wieczorem powinienem dostać pilota kanałowego i przed północą jak Bóg pozwoli wejdę w cieśninę między Japonią i Koreą . Zostanie 110 mil do Busan.

21 marca 2006, po Busan (3/647)

Przed wejściem w Cieśninę Bungo, między Honshu i Kuishu wiało dychę i fala była wysoka, więc w zatoce mijałem tylko duże statki, rybaki wymiotło. Uczciwie zarobiłem $400, które dostałem od agenta. W Kanmon Strait byłem o 2200, tam już pilot obowiązkowy.

W Busan przyszedł inspektor z PSC. Przyczepił się, że w voyage planning nie miałem wpisanych numerów locji. On to robi dla mojego dobra i bezpieczeństwa, oczywiście za moje pieniądze, które dostaje bez mojego pozwolenia. Kontrololuje mnie z czystej dla mnie dobroci, ale nie mogę kontroli odmówić, bo zatrzyma statek.

Q...wa!


image

Chief zameldował mi, że chyba mamy pękniety forpeak.Woda sika z dziobu. Poleciałem na dziób, rzeczywiście, przez noc poleciało 120 ton wody balastowej. Teraz trzeba opróżnić forpeak, zaspawać i przygotować na porządne spawanie na stoczni. To wszystko skutki sztormu. Dwie węzłówki wyrwane.

Zdjęcie od środka forpeaku. Zerwana węzłówka i przez dziurę świeci slońce

Ta węzłowka była przyspawana jeszcze w stoczni w Flensburgu. Powinna się pogiąć, a nie „odkleić”

Po Hong Kongu (4/648) i Szanghaju (5/649), ale na dojściu do Moji (Japonia).

Żadnych większych przygód w Chinach. Moji to port w kanale Konmon między Honshu i Kiushu.

W Moji (6/650), 28 marca 2006

Ładuja mi jakieś ogromne, 5 metrowej średnicy opony do Chile. Port trudny, cumowałem z dwoma holownikami. Bardzo silny prąd do 6 węzłów.

image

                               Mój ładunek w Moji

Pięknie zespawaliśmy cztery zerwane wręgi w forpeaku. W drodze powrotnej mam jechać z San Antonio (40 mil na południe od Valparaiso) do Keelung na Taiwanie. Wprawdzie będzie to w maju, ale pogoda na świecie tak się już pochrzaniła, że tajfunów spodziewam się wszędzie. Mam gdzieś przepisy, że nie wolno zmieniać konstrukcji statku. Ja muszę dowieźć bezpiecznie siebie i swoją załogę do celu. Mam 24 osoby załogi, oni chcą dojechać do domu i wydać pieniądze, które zarobili.

5 kwietnia 2006, na północ od Hawajów

Jadę chyba razem z frontem chłodnym, bo od wczoraj ciągle gwałtowne deszczowe szkwały. Fala mała- nie ma rozbiegu. Prędkośc dobra. Będę 14 rano w Manzanillo. Przyszedł nowy schedule. Zamiast San Antonio – Valparaiso, a potem przelot do Keelung na Tajwanie – 24 dni w morzu. Mam nadzieję, że nie będzie tajfunów. Teoretycznie tajfuny sezon zaczynają w czerwcu.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości