19 obserwujących
50 notek
95k odsłon
  1989   3

Siedem razy przez Pacyfik

PrivateLogbook

 m/v Santiago

May.23rd2008- Oct.17th2008

Port Kelang (1/774) 13 stycznia 2009 i zaraz Singapore (2/775)

Busan (1/730), 25 maja 2008 , a właściwie anim się obejrzałem, już jestem w Osace(2/731) i jest już 27 maja

Do Busan przybyłem jak zwykle 4 samolotami i wykończony, wyspałem się w małym hoteliku koło dworca i Texas Street, potem szał, bo stocznia Huyndai reperowała prawą, rozwaloną w tajfunie kluzę kotwiczną. W USA robiliśmy lewą i trwało to 2 tygodnie, w Korei zrobili to samo w trzy dni. Potem okazało się, że na dźwigu nr 1 pękło łożysko i trzeba było wymienić trzy koła bloków po 150 kg każde na wysokości 20 metrów. Zrobiliśmy to sami siłami załogi, na szczęście miałem dwóch starszych mechaników, ale sam towotem wysmarowałem całkowicie kombinezon, tak ze nadawał się tylko do wyrzucenia. Do tego skasowałem 3 pary rękawic, ale wszystko działa i nie było “off hire”.

Nagoya (3/732) 28 maj 2008

Niedospany dojechałem do Nagoi, potem tylko Shimizu, Tokyo i parę dni spokoju przelotu przez ocean do Everett i Seattle. Żeby dotrwać do listopada muszę zrobić cztery kółeczka, czyli osiem razy przez ocean. Oby nie było żadnych przygód. Mam do napisania następny zbiór opowiadań i książeczkę dla dzieci do zilustrowania.

Na razie grzeję 17.5 węzła pod sztormowy wiatr i ulewę, która to ulewa od wczoraj.

Shimizu (4/733) 29 maja 2008

3 czerwca 2008

Prawie w środku pod Aleutami, jak pamiętamy, zimą przechodziłem na północ od nich.

I już by nie było co pisać, kiedy przychodzi mój chief officer i mówi:-„Captain rozleciało się łożysko na topie kolumny trzeciego dźwigu”.

Tego tylko brakowało, wlazłem na ten dźwig - rzeczywiście łożysko leży obok bloku w kawałeczkach, posypane gustownie walcami.

No i do roboty-powiadomiłem superintendenta – „Captain jak nie kiwa to róbcie w morzu!

Należy więc zbudować prymitywny derrick i wciągnąć zapasowy blok o wadze 150 kg na wysokość 25 metrów. Podwiesić stalową linę o wytrzymałości 80 ton, rozkręcić i zdjąć koło starego bloku, opuścić je na dół, podnieść nowe, osadzić i założyć stalówkę na blok.

Robota trudna i niebezpieczna, choć wykonalna - na szczęście nie kiwa.


image

                                           Na topie kolumny trzeciego dźwigu

5 czerwca 2008 czwartek.

I znów dwa czwartki pod rząd. Na szczęście pogoda dobra i będę dużo wcześniej niż powinienem. A powinienem przy pilocie w Port Angeles być 10 czerwca o 1100 czasu lokalnego. Czyli zatrzymam maszynę i będę parę godzin dryfował.

Tul,tul,tul,puk!

Statek to prawie istota żywa

Szczególnie,kiedy fala nim kiwa

I tak właśnie kiedyś na morzu

Po wachcie padłem do snu na łożu


I już zasypiam, jak jaki Duke

Gdy nagle słyszę: “tul,tul,tul,puk!”

Ale śpię dalej, w śnie nie ustaję

Może to “tul,tul,tul,puk!” mi sie zdaje?


Tulę się słodko w mej koi róg

Lecz znowu słyszę:” tul,tul,tul,puk!”

Co do cholery? Co to się toczy?

Co dręczy moje zmęczone oczy?


Co to za menda? Co to za wróg?

Ten, niech go diabli “tul,tul,tul,puk!”?

Może się statek kiwać przestanie,

I “tulpukanie”zaraz ustanie?


I statek równo przez dłuższą chwilę

Jechal, lecz przy najbliższym przechyle

Co jest zwyczajny wśród morskich dróg

Znów się rozległo: “tul,tul,tul,puk!”


Wiec myślę sobie:”To puszka piwa

W szufladzie toczy się, kiedy kiwa”

Siadam więc wściekły na koi brzegu

Otwieram, patrzę, puszki w szeregu,


A “tultulpuking” znów się rozlega

Choć nie wystaje żadna z szerega

Znów nadsłuchuje przez dłuższą chwilę

Lecz statek na złość nie kiwa z milę


Światło więc gaszę, bambosze z nóg

I już zasypiam:“tul,tul,tul,puk!”

Tu już się wściekłem, zakląłem byłem

Kopnąłem szafę, z bólu zawyłem


I dalej szukać tego bydlaka

W szafach, szufladach, walizach, pakach

Wybebeszyłem kabinę całą

Ale niestety nic to nie dało


Na nic bałagan, roboty huk

Co przechył słychać: “tul,tul,tul,puk!”

Raz słychać z góry, drugi raz z boku

“Tulpuk” się toczy jakby po stoku


Do wachty cztery godziny jeszcze

Biorę śrubokręt, obcęgi, kleszcze

I rozbebeszam sufit i ściany

A on “tulpuka” dalej, skubany


Gdy rozkręciłem wszystko po próg

To nagle ustał : “tul,tul,tul,puk!”

Z dziką radością rzucam się w bety

Do wachty dziesięć minut niestety


Wstaje na wachtę rześki jak ranek

Po wachcie skręcam sufit i ścianę

Spuszczam blindklapy, kąpię swe ciało

Żeby wypocząć dobrze mi dało


Kładę się, senny wydaję mruk

Gdy nagle słyszę: “tul,tul,tul,puk!”

                                         

mv Lys Wind GB Boston 30 września 1996



image





Jeszcze tam jeden napisałem śmieszny wierszyk, ale zapomniałem. Był drukowany w “Kurierze Morskim”, nic więc nie zginie.

Po Everett (5/734), ale w Seattle (6/735) 11 czerwca 2008

Więc Ameryka jest teraz wspaniała pod względem zakupów. Obkupiłem się i jeszcze kupiłem Levisy żonie i wydałem razem niecałe 200$.Np. jeansy kosztują tu w USA dalej 19.99$, czyli 43 złote, a w Polsce ceny poszybowały za dżinsy do 400 zł czyli 10 razy drożej, co to się dzieje?

Vancouver Centreterm (7/736) i Lynnterm (8/737) 14 czerwca 2008

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości