18 obserwujących
50 notek
98k odsłon
  935   2

Singapur, Malediwy, Seszele, Wschodnia Afryka

PrivateLogbook

m/s   Delmas Zambia

Jan.13th 2009-May.25th 2009

       Port Kelang (1/774) 13 stycznia 2009 i zaraz Singapore (2/775) 15 stycznia 2009

Kiedy z tydzień temu stałem na Świętojańskiej zadzwoniła moja komórka. Dzwonił Hamburg i pyta czy pójdę na Sean Rickmers. Pierwszy raz przed mustrowaniem dzwonili do mnie z Hamburga, a nie z polskiej agencji, więc zwietrzyłem podstęp i pytam o linię.

A on na to Mombassa, Dar es Salaam, Tanga - wschodnie wybrzeża Kenii i Tanzanii. Ale myślę sobie może nie będzie źle.Więc pytam dla pewności czy nie chodzi przez Suez jeszcze bliżej Somalii, ale nie. Singapore, Port Kelang, Colombo, Male (Malediwy), Port Victoria (Seszele) i wspomniane już trzy porty.

Zgodziłem się, ale po przyjeździe tutaj nie wiem czy dobrze zrobiłem. Na razie jednak właśnie zacumowałem w Singapurze, więc mam masę roboty i odkładam pisanie na lepsze czasy.

17 stycznia 2009

Oprócz tego zamieszania związanego z zawinięciem i odwinięciem z Singapore, który mniema się być największym portem świata, w związku z air condition solidnie się przeziębiłem. Człowiek zawsze przenosi na nowy statek doświadczenia z ostatniego

statku, a na „Santiago” nie można było “zciszyć” dmuchaw airconu.Więc myślałem, że tu też się nie da i zmarzłem i jak mnie wzięło. Gorączka, dreszcze itp. znane ogólnie objawy.Wiec zastosowałem –pół butelki grzanego wina z cukrem i do koi-nie pomaga.Więc drugą połówkę, jakby trochę lepiej, ale też nic. Więc dziś rano kazałem stewardowi przynieść do kabiny omleta i trzy ząbki świeżego czosnku i spałem do 1500 i obudziłem się w dużo lepszym stanie.

Jestem na środku Indyjskiego i oglądam film “Wraki”. Bardzo lubię ten film po pierwsze dlatego, że bardzo lubię zdjęcia Gdyni z lat 50, a poza tym rzecz się dzieje na lodołamaczu “Światowit”,na którym byłem praktykantem w 1974 roku. Był to statek budowany w Szwecji w 1953 roku, miał maszynę parową o trzech różnej średnicy cylindrach a kapitan nazywal sie Jędrzejkiewicz. Poznałem też tam paru nurków, jeden miał na imię Edek. Statek stał w gdyńskiej remontówce,więc poznałem go dość dobrze.

   Po Colombo (3/776) 20 stycznia 2009

Niby nic mi nie jest a czuję się fatalnie. Jak się kładę to mi sie zdaje ze zaraz umrę i muszę znowu wstawać i się ruszać. Jadę teraz do Male na Malediwach, może tam mają lekarza.

W Male (4/777) 22 stycznia.

20 późnym wieczorem podszedłem do Male i po wzięciu pilota wszedłem do środka

atolu wysepek i rzuciłem kotwicę. Na drugi dzień udałem się do lekarza.

Trochę to było ciastko po herbacie, bo już się lepiej czułem. Ale zrobili mi Roentgen i stwierdzili zapalenie oskrzeli, dali inny antybiotyk i dobrzeję.


image

                                                      j “Delmas Zambia” w Male.

Malediwy maja 320 tysięcy ludzi przy czym w stolicy Male mieszka ich 80 tysięcy.

Wszystko tu jest malutkie –przeładunek własnymi dźwigami na redzie bo keja jest dla nas za krótka. Stolica czyli Male ma 2 km kwadratowe. Ale na wakacje fajne miejsce.

Ja czuję sie dużo lepiej, ale jestem bardzo słaby. Ma to swoje zalety, bo nie chce mi się latać do mesy 4 pokłady na dół. A schudłem przez chorobę porządnie, prawie 10 kilo.


image

                                                      Wejście do wewnątrz atolu

Ludzie napłynęli tu prawdopodobnie z najbliższych okolic czyli ze Sri Lanki i Indii.Ten kolor i uroda w każdym razie. Wszystko bardzo drogie importują wszystko z wyjątkiem tuńczyków. Nie widziałem najdroższych hoteli ale podobno są pokoje z podłogą szklaną w oceanie, można obserwować rybki.

Oczywiście obiecuję sobie, że kiedys to wszystko odwiedzę, ale prawdopodobnie pojadę na wakacje na Mazury.

Tyle jest na świecie do zobaczenia, ale życie jest za krótkie na to wszystko.



image

                                     Male -stolica Maldives

26 stycznia 2009

Zbliżam się do strefy wojennej, za jaką uznano pas wody o szerokości 600 mil od brzegów Somalii, Kenii i Tanzanii. Uznano ją za strefę wojenną, ze względu na bardzo częste ataki piratów i porwania statków.

Jak się czuję? A jak się czuje żołnierz, którego wysłano na front nie dając mu żadnej broni?

Urzędasy wysłali cały pakiet informacji jak należy walczyć z ciężkozbrojnymi piratami bez użycia broni. Oczywiście wszystkich rad udzielają trzymając się wygodnie i bezpiecznie za biurkami. Zasięg ataków pirackich niestety się zwiększył, bo atakują teraz inaczej niż kiedyś.

Płynie statek matka-przeważnie trawler rybacki, a na nim, na pokładzie dwie szybkie łodzie używane do ataków z ciężkozbrojnymi w rakiety i wyrzutnie granatów o zwykłych kałachach nie wspominajac. Łodzie robią po 25 węzłów, a ja w porywach 21 i mam im uciekać i w ogóle walczyć bez broni. Tak wymyślili urzędasy. Mam zmieniać kurs i nie dopuścić do abordażu. Daliby chociaż parę kałachów dla odstraszenia.

Bardzo to proste zza biurka, jak się kończy robotę o 17 i idzie do domu.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości