echo24 echo24
277
BLOG

Prezydent Karol Nawrocki. Krótka charakterystyka gatunku

echo24 echo24 Polityka Obserwuj notkę 41
Orędzie noworoczne

Historia lubi się powtarzać, zwłaszcza wtedy, gdy nikt jej o to nie prosi. Starożytny Rzym miał Nerona – władcę wrażliwego, scenicznego i przekonanego, że forma bywa ważniejsza od treści. Nam Duch Święty zesłał orędzie noworoczne prezydenta Karola Nawrockiego, a reszta nasuwa się sama.

Oto Nawrocki Karol, prezydentus polonicus, gatunek rzadki, dumny i retorycznie stoicki. Z łacińską powagą, choć po polsku mówi, każde zdanie jak marmur – zimne, lecz się nie kruszy. Ma cechy wspólne z profilem genetycznym Nerona: miłość do sceny, patetyczny gest zadartego podbródka, ton majestatyczny. Gdy przemawia – milkną zegary, drżą piloty w dłoniach, a naród wstrzymuje oddech, szukając sensu w pionach.

Prezydent Nawrocki jawi się bowiem nie tyle jako osoba, ile jako gatunek polityczny. Gatunek uroczysty, świąteczny, występujący głównie w telewizji publicznej i w dniach zaznaczanych w kalendarzu na czerwono. W naturalnym środowisku – przy pulpicie, z godłem w tle – mówi tonem, który sugeruje, że oto dzieje się Historia. Nawet jeśli chodzi o pogodę ducha, jedność narodową i mosty prowadzące ku przyszłości, których lokalizacji nikt wskazać nie potrafi.

Tegoroczne orędzie było wzorcowe: poważne, gładkie i całkowicie odporne na konkret. Problemy wystąpiły, ale bez sprawców. Sukcesy były, choć jeszcze w drodze. Naród bowiem trwa, państwo trwa, a prezydent – jak alabastrowe popiersie – patronuje temu trwaniu z godną podziwu stabilnością mimiki boksera czekającego na gong do rozpoczęcia następnej rundy . Prezydent ten, niczym cesarz w purpurze medialnej, stoi ponad sporem – przynajmniej werbalnie. Nie rządzi, lecz patronuje; nie dzieli, lecz łączy - zwłaszcza zdania złożone, gdy myśl się już kończy.

Tegoroczne orędzie noworoczne spełniło wszystkie normy jakościowe: było długie jak obietnice, gładkie jak marmur z epoki cesarstwa i odporne na konkret niczym teflonowa patelnia. Pojawiały się „wyzwania”, ale bez nazw własnych. Były „trudne czasy”, choć nikt nie pamięta, kiedy były łatwe. Była też obowiązkowa „jedność narodowa”, wypowiedziana z taką powagą, jakby miała właśnie zejść z mównicy i samodzielnie się zjednoczyć.

Szczególną uwagę zwracał sposób, w jaki prezydent mówi o przyszłości. Przyszłość u Nawrockiego jest zawsze świetlana, choć nieco nieśmiała – ciągle „przed nami”, nigdy „tu i teraz”. To przyszłość, do której idziemy od lat, robiąc wrażenie, że krążymy wokół ronda bez zjazdów.

Jak Neron grający na lirze, gdy Rzym miał inne zajęcia, tak i nasz prezydent zdaje się wierzyć, że odpowiednio dobrana fraza potrafi zagłuszyć wszelkie zgrzyty rzeczywistości. To nie wina, to styl. Homo orator ceremonialus – mówi, więc jest. A że niewiele z tego wynika? Cóż, imperia też często kończyły się nie hukiem, lecz długim przemówieniem.

Na koniec należy zapytać: co po takim orędziu zostało? Otóż została cisza, kilka cytatów o „odpowiedzialności za przyszłe pokolenia” i przekonanie, że jeśli historia naprawdę się powtarza, to na szczęście u nas nikt jeszcze nie gra na lirze. Na razie przemawia. Uroczyście. I zawsze w Sylwestra.

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki oraz niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla naszego państwa)


echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik,

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (41)

Inne tematy w dziale Polityka