echo24 echo24
263
BLOG

Macierewicz! Bój się Boga!

echo24 echo24 Polityka Obserwuj notkę 23
Polska jest poważnie chora!

Są takie chwile, kiedy człowiek zaczyna podejrzewać, że rzeczywistość postanowiła zrobić sobie z niego „Dzień świra”.

I wtedy przypomina sobie Tuwima i Słonimskiego oraz ich „W oparach absurdu”.

Tyle że Tuwim ze Słonimskim musieli ten absurd wymyślać. My już nie musimy. My go mamy. Na żywo. Za friko. W kolorze. Z transmisją telewizyjną.

Oto bowiem pojawia się na politycznej scenie Antoni Macierewicz — były minister obrony narodowej Rzeczypospolitej Polskiej, człowiek uhonorowany Orderem Orła Białego, czyli najwyższym polskim odznaczeniem państwowym — i raptem polska polityka przenosi się gdzieś pomiędzy Bareję, a Koterskiego.

Bowiem, prokuratura bada obecnie, czy to właśnie Macierewicz był jednym z mężczyzn, którzy zwędzili wieniec pozostawiony w wózku rowerowym po miesięcznicy smoleńskiej.

I tu dochodzimy do momentu, w którym nawet Bareja prawdopodobnie odłożyłby scenariusz i powiedział: — Panowie, bez przesady. Tego widz nie kupi.

A jednak. Bo jak widać u nas wszystko jest możliwe.

Jeszcze niedawno wyobrażaliśmy sobie, że były minister obrony powinien kojarzyć się z wojskiem, czołgami, generałami, bezpieczeństwem państwa i poważnymi naradami.

Dziś może się kojarzyć również z rabunkiem wieńca, za co grozi do ośmiu lat kryminału.

I to jest właśnie ten szczególny rodzaj polskiego patriotyzmu, którego Tuwim ze Słonimskim nie przewidzieli.

W świecie Barei człowiek wychodził po mięso, a wracał z pustą siatką. W świecie Koterskiego człowiek chciał spokojnie zjeść śniadanie, ale ktoś mu pod oknem młotem pneumatycznym hałasował.

W świecie Macierewicza człowiek idzie na miesięcznicę, po której minister Antoni robi skok na wieniec.

A przecież chyba nie o taki rozwój polskiej sztuki satyrycznej chodziło.

Można by nawet powiedzieć, że gdzieś pomiędzy Misiewiczem, Błaszczakiem, Kowalskim, Goskiem i resztą tego teatrzyku politycznego narodził się nowy gatunek komediowy:

realizm heroiczno-wieńcowy.

A jego główna zasada brzmi: im wyższe stanowisko, tym bardziej niedorzecznie surrealistyczna maskarada.

Tuwim i Słonimski pisali „W oparach absurdu”, aby pokazać, iż rzeczywistość może być bardziej niedorzeczna niż najbardziej niedorzeczny żart. Mieli rację, ale jednego nie przewidzieli.

Że kiedyś absurd dostanie immunitet, mikrofon i Order Orła Białego.

I dlatego coraz częściej mam wrażenie, że nie żyjemy już w „Dniu świra”.

Żyjemy w jego wersji rozszerzonej – bez napisów końcowych.

Proszę mi więc wybaczyć, lecz ostatnie wybryki rozbrykanego ministra Antoniego upoważniają mnie w pełni do przypomnienia głosu Adama Miauczyńskiego:

„Ja pierdzielę… gdzie ja żyję?”

A te teraz już na poważnie.

To nie jest już powód do żartów, proszę Państwa. To jest jakaś apokaliptyczna paranoja będąca świadectwem, że Polska jest chora!

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki, niezależny bloger)


echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik, bloger niezależny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (23)

Inne tematy w dziale Polityka