191 obserwujących
2731 notek
5933k odsłony
  2160   0

Siurpryza Dudy i Kukiza

 

Niegdyś Kazimierz Wielki zostawił po sobie Polskę murowaną. Natomiast to, co nam zostawiła w spadku komuna i jej popłuczyny historia kiedyś nazwie Polską zabetonowaną.
 
Bo Trzecia RP to zamurowany na amen, kręcący lody kumoterski układ działający na zasadzie: Ty pochwalisz bądź obgadasz kogo trzeba, napiszesz odpowiedni artykuł w gazecie, przedstawisz korzystnie sprawę na radzie wydziału, zaopiniujesz jak należy wniosek, napiszesz recenzję, zagrasz lub zaśpiewasz komu trzeba, a w rewanżu my cię wystawimy na stosownej liście, pomożemy wygrać przetarg, postaramy się o ciepłą posadkę w jakiejś spółce, awans na uczelni, w prokuraturze, sądzie lub redakcji, a jak będzie trzeba załatwimy lukratywny grant, aukcję bądź zlecenie i tak ustawimy jurorów żebyś dostał jakąś statuetkę, nagrał płytę, wydał książkę i tak dalej.
 
System ten ukształtował się za komuny, potem na chwilę przygasł, gdy nadeszła „Solidarność”, by znów rozkwitnąć ze zdwojoną siłą po okrągłym stole, stawiając sitwę czerwono-różowych kolesiów u władzy do dnia dzisiejszego. Tu trzeba także zaznaczyć, że od konszachtów z tą kliką nie stroniła bynajmniej frakcja koloru czarnego.     
 
Ta wyniszczająca kraj gangrena toczy do dnia dzisiejszego środowiska: naukowe, przemysłowe, biznesowe, kulturalno artystyczne, ale co najgorsze, panoszy się pośród politycznych elit. Liczą się tylko ci, którzy mają post-komusze koligacje i układy. Równie dobrze widziana jest afiliacja ze służbami.  
 
Credo tego zabetonowanego tworu stanowi trwanie w niezmiennym od lat stanie rzeczy na zasadzie zasiedzenia. Bo rządzą nami od lat ci sami macherzy, tylko czasem szyldy się zmieniają.
 
Niemniej istotnym dogmatem dla tej żelbetowej sitwy jest otaczanie się jej decydentów miernotami – poczynając od rektorów wyższych uczelni, poprzez prezesów spółek, na od lat tych samych szefach partii politycznych kończąc. 
 
A wiecznie tych samych dlatego, że trzecią żelazną zasadą tego klanu jest nad wyraz baczne pilnowanie by się w jego szeregi przypadkiem nie wkradli jacyś nowi ludzie, a szczególnie młodzi i uzdolnieni.
 
I trwa w najlepsze ta nasza polska paranoja przez całe dekady.
 
Ostatnimi laty rozwój Polski klinczuje zdająca się nie mieć końca wojna między Tuskiem i Kaczyńskim. Na śmierć i życie. Ząb za ząb. Niestety najczęściej kosztem zdrowego rozsądku, a co gorsze interesu państwowego.
 
Bo dla utrzymania władzy Tusk zdeptał polityczny obyczaj. W dążeniu do partyjnej hegemonii wyzbył się poczucia wstydu. Wprowadził prawo dżungli. Kto silniejszy, ten lepszy. Cham chama chamem pogania. Złodziej na złodzieju jedzie. Wszystkie chwyty dozwolone. Byle rządzić! Zagarnąć jak najwięcej stanowisk! Obsadzić przyczółki. Usunąć niewygodnych, choćby byli genialnymi fachowcami! A Polska? Co tam Polska. Są ważniejsze sprawy. 
 
A Jarosław Kaczyński, choć nie wątpię, że bez reszty oddany Ojczyźnie, w walce z cynicznym Tuskiem i jego pijarowcami wielokrotnie dał się sprowokować, co się kończyło przegraniem wyborów. Poza tym ludzie Kaczyńskiego, z nielicznymi wyjątkami, zdają się uaktywniać jedynie tuż przed wyborami, a ich polityka sprowadza się do zasady by PIS przegrywał wybory na tyle łagodnie, by mogli zachować swoje stanowiska. Gorzej, prominentni działacze partii Jarosława Kaczyńskiego pilnie strzegą, by się w ich szeregach nie znaleźli broń Boże jacyś nowi ludzie, a szczególnie inteligentniejsi i pracowitsi niż oni. A pan prezes, choć mu tego szczerze życzę, sam tej partii nie uciągnie.
 
Areną walki pomiędzy posłami PISu i Platformy są sterowane przez służby media maistreamowe, które sprytnie szczują przeciw sobie interlokutorów obu partii, co zwykle się kończy ich kompromitacją na oczach milionów Polaków.
 
A tą walką buldogów PISu i Platformy karmią się Palikot wraz z Millerem. 
 
I co tu dużo mówić, ten stan rzeczy prowadzi ku nieuchronnej katastrofie państwa.
 
Na szczęście ludziom coraz częściej otwierają się oczy i coraz rzadziej dają się nabierać na tematy zastępcze nieudacznej władzy. Widzą, co się dzieje. Zaczynają się buntować, gdyż chcą sobie ułożyć życie po swojemu, niezależnie od dyktatu jakiejkolwiek z partii politycznych, którym przestali już wierzyć.
 
Sytuacja w państwie jest patowa. Bo nawet jak PIS wygra wybory, to przegrana Platforma przejdzie natychmiast do totalnej destrukcji wszelakich poczynań zwycięzców i wojna zacznie się od nowa, a Polska nadal nie ruszy do przodu.
 
Trzeba więc skruszyć ten zabetonowany twór blokujący rozwój Polski. Można próbować majzlem, lecz zabierze to całe lata i nic nie da. Można próbować młotem pneumatycznym, lecz to też nie rozwiąże problemu.
 
Uważam, że sprawy już zaszły tak daleko, iż ten zabetonowany porządek należy po prostu rozsadzić masowymi protestami społecznymi oburzonych na rządzących ludzi, którym coraz częściej zagląda w oczy widmo egzystencji na granicy nędzy i brak jakichkolwiek perspektyw na przyszłość.
 
Na polityków już nie ma, co liczyć, gdyż wielokrotnie dowiedli, że nie są w stanie rozwiązać kluczowych dla państwa problemów.
 
Ludzie muszą sami poukładać polskie sprawy.  
 
Dlatego popieram ruch „Platformy Oburzonych” panów Dudy i Kukiza. Chodzi o rewitalizację idei „Solidarności” sierpniowej. Choćby kosztem wyjścia ludzi na ulicę.
 
Lecz, co bardzo ważne, w razie powodzenie akcji, tym razem protestujący winni dokończyć swego dzieła sami, bez pośrednictwa polityków, żeby ich nie wydutkano, jak niegdyś przy okrągłym stole.
 
Krzysztof Pasierbiewicz
(nauczyciel akademicki)
 
 
Patrz również:
„Oburzeni, Kukiz, Duda i może się uda!”
 
Lubię to! Skomentuj48 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale