Od jakiegos czasu niektóre gazety publikują w postaci listów do redakcji radosną twórczość niejakiej pani Iwonny Olszewskiej. Ostatnio, pani ta powołując się w swoim liście na to, że w PRL-u „żyło się zwykłym ludziom dużo łatwiej“ — oburza się w „Rzeczpospolitej“ na Rafała Ziemkiewicza za to, że w artykule „ Zaczadzony umysł dziennikarskich gwiazd“ napisał, iż złożenie Rzeczypospolitej oświadczeń lustracyjnych jest traktowane przez niektórych dziennikarzy jako upokarzające, a składanie formularzy o wizę amerykańską nie...
Pomijając już fakt, że „zwykli ludzie“ nie dlatego masowo zapisywali się w 1981 do „Solidarności“ — bo im było dobrze pod komunistycznymi rządami oprawców i nadzorców morderców rodem z PZPR-u. Ludzie ci obecnie, z reguły pochłonięci przyziemnymi problemami codziennymi i szarością swojego życia, też raczej nie pisują listów do „Trybuny on-line“ — tak jak p. Olszewska. Dlatego, warto tej pani także przypomnieć i to, że zwykli ludzie w PRL-u przez wiele lat mieli zamiast żywności tylko tzw. kartki żywnościowe, często nie znajdując żadnych towarów na półkach sklepowych.
Można przypuszczać, że skoro p. Olszewskiej było znacznie lepiej i miała łatwiejsze życie w PRL-u — to pewnie musiała być takim orwellowskim lepszym „zwykłym człowiekiem“, czyli mającym prawo do zaopatrywania się w lepszych sklepach znajdujących się w tzw. komitetach, gdzie nie było kilometrowych kolejek po podstawowe artykuły żywnościowe, czy chodźby nawet po papier toaletowy… A w sklepach znajdujących się w komitetach PZPR, czy komendach milicji najczęściej i ceny były znacznie przystępniejsze.
Pewnie właśnie dlatego, że była takim lepszym „zwykłym człowiekiem“ usiłuje teraz udowadniać swoją żałosną tezę, że rządzone demokratyczne państwo z legalnie wybranymi władzami jest gorsze od narzuconego Polsce siłą przez sowiecką armię komunistycznego totalitaryzmu. I wali z grubej rury: „tamto państwo było nielubiane właśnie ze względu na wkraczanie w prywatność“. Czyli tak, jakby zastanie agenta SB we własnym łóżku było dla obywatela PRL-u najbardziej traumatycznym doświadczeniem… A dalej pisze, iż dzisiaj: „okazuje się, że [zwykli ludzie - ams] nawet nie uzyskali zapowiadanej wolności, tylko są traktowani tak samo jak w PRL“. Czyli — w myśl takiego rodem z michnikowszczyzny zarzutu — lustracja agentury działającej niegdyś na rzecz totalitarnej partyjno-sowieckiej struktury, a od okrągłego stołu na rzecz przede wszystkim swoją oraz postkomunistycznej mafii — ma oznazać dla „szarego człowieka“, że „reżim Kaczyńskich“ zabiera jemu wolnośc.
Jest to dobrze znana typowa michnikowszczyzna, bo to przecież właśnie komuna rabowała naród ze wszystkiego co mogła, a mafijne rządy postkomunistyczne jakość dziwnie łatwo pomagały w powstawaniu wielomilionowych czy nawet miliardowych fortun w ciągu kilku lat… A nawet i na początku okrągłostołowyc przemian, czy „zwykly człowiek“ miał jakąkolwiek szansę na wzięcie milionowych bezwrotnych „pożyczek“ od kolegi w banku, który wcześniej siedział za biurkiem w komitecie partyjnym, lub spotykał się ze swoimi agentami w SB-eckim tajnym lokalu?
Zarówno autorka tego listu, jak i jej podobni, jakoś bardzo łatwo zapominają o komunistycznym totalitaryźmie, a w tym o niezliczonych mordach politycznych w PRL-u, o wszechwładzy wszelkiego rodzaju służb specjalnych, prymitywnej inżynierii społecznej, czy usiłowaniu uzyskania całkowitej kontroli nad społeczeństwem.
Na końcu listu obłudnie oburza się, że agent chcący „wydawać broszurkę kulinarną“ będzie się musiał „spowiadać władzy ze swej przeszłości“. Otóż warto tej pani powiedzieć, że już najwyższy czas, aby ujawnić całą agentuje tak jak to zrobiono choćby w Niemczech. Poza tym, wiele osób chce wiedzieć kto napisał, nawet choćby i taką broszurkę. Bo od byłego esbeckiego agenta mogą nie chcieć kupić nawet i tego!
W swoich Zapiskach dyletanta Leopold Tyrmand wspomina o trzydniowych zamieszkach w portorykańskiej części Nowego Jorku spowodowanych jedynie tym, że policja amerykańska była tam widziana patrolując ulice w tej dzielnicy. Przywódcy tej grupy stwierdzili, iż już sama obecność policji na ulicach „narusza ich prawo do prywatności“. Jakże to przypomina dzisiejszą argumentację zwolenników niczym nikomu nie grożącego tzw. „obywatelskiego nieposłuszeństwa“ — czyli tych którzy „nie cierpią kaczorów“ i puszą się tym niczym pawie, pragnąc uzyskać poklask paru agentów ukrywających się za ich plecami.
Zdumiewające jest to, że mimo swojego aż tak wyraźniego zaangażowania politycznego tego typu ludzie dalej pisują w gazetach czy komentują wydarzenia w programach telewizyjnych — przedstawiając jednocześnie siebie jako ofiary tzw. reżimu. Jest to typowe dla michnikowszczyzny zakłamanie pomagające jedynie SB-eckim konfidentom i donosicielom -- ciągle jeszcze pracującym jako „dziennikarze“ — w dalszym kamuflowaniu swojej zabagnionej przeszłości.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)