Toczy się na kilku blogach dyskusja o "cenzurze" w Salonie. Dla mnie — twórcy Salonu, czyli nasi mili "Jankesi", są sympatycznymi gospodarzami tego domu. A jako gospodarze, mają pełne prawa do tego, by ustalać ściśle określone normy zachowania się w Salonie. Dlatego, zgadzam się z nimi, że usuwanie wulgaryzmów i chamstwa — a nie "cenzura”, jak to chcą przedstawić niektórzy — jest konieczne, albo nawet wręcz niezbędne. Jest to konieczne nie tylko dla zdrowia i higieny Salonu, lecz także i higieny wszystkich w nim obecnych. A także i po to, aby nie obrażać tych gości Salonu, ktorzy nie nie czują się dobrze w śmierdzącym bagnie, lub wśród osób nie ukrywających swoich ciężkich cierpień z powodu zaburzeń neurozowych. Niech to będzie dla nas wszystkich „nasz Salon”, czyli taki Salon, do którego w każdej chwili z przyjemnością się zagląda...
Jestem tu gościem, a szanując wysiłek gospodarzy, z których gościny korzystam, a także ich otwartość na wszystkie opcje polityczne — chciałbym, aby Salon zachował pewien poziom dyskusji wyraźnie odróżniający go od innych forum internetowych. Starajmy się więc pomóc gospodarzom, a tym samym także i samym sobie... Ja jestem tutaj przede wszystkim dlatego, bo znalazłem wielu dobrych i ciekawie piszących autorów, którzy potrafią przedstawić swoje zdanie i swoje racje bez uciekania się do ubliżania przeciwnikom, z którymi się nie zgadzają. Stąd też moja nadzieja, iż dyskusje w Salonie pozostaną normalnymi dyskusjami osób o różnych światopoglądach, a nie próbami przelicytowania się w chamstwie czy inwektywach...
Szanujmy zarówno siebie, jak i innych. Przyzwoitość nakazuje przeciwstawienie się wulgarności czy chamstwu — dwóm osłom, co prawda głośno ryczącym, lecz nie wnoszącym do dyskusji nic dobrego. Wręcz przeciwnie — przez swoje wręcz prowokujące innych chamstwo, dążą oni do ogólnego schamienia poziomu postów, w czym sami będą się czuć doskonale.
Moim skromnym zdaniem, miejsce tych ciężko cierpiących chorych, którzy za jedyny i podstawowy argument w dyskusji uważają wulgarność i chamstwo — jest na kozetce u psychiatry, a nie w Salonie. Przynajmniej nie w takim Salonie, w jakim ja chciałbym przebywać.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)