Są gdzieś tutaj w Salonie takie jakieś dziwne galopujące półgłówki czy półdupki — przepraszam, lecz nie jestem w stanie dokładnie określić tego intrygującego zjawiska, bo gdy tylko wszedłem na tamtą galopującą stronę to w oczach mi zaczęło migać od tych podrygów. . .
Otóż, te galopujące półgłówki zrobiły sobie wesołą sowiecką zabawę z zestawieniem cytatów m.in takich kilku przodujących (z sowieckiej nominacji) przedstawicieli klasy robotniczej i jej wielkiej wodzowskiej partii komunistycznej, jak:
— Józef Cyrankiewicz, Poznań, 1956 [wieloletni premier PRL],
— Władysław Gomułka, Warszawa, 1956 [wieloletni sekretarz PPR (nadzorujący UB, czyli bandy morderców), później sekretarz PZPR].
A żeby było "śmieszniej" te galopujące półgłówki wybrały cytaty z wystąpień pochodzących z okresu zaraz po zamordowaniu przez sowieckiego generała w polskim mundurze (dowodzącego wojskami Ludowego Wojska Polskiego — bo to się tak niegdyś nazywało, w skrócie LWP) kilkudziesięciu niewinnych osób protestujących w Poznaniu przeciwko PZPR-owskim rządom w Polsce.
Cytataty z tych wyraźnie bardzo mu bliskich dwóch komunistycznych towarzyszy — galopujące półgłówki poprzeplatywały z cytatami z wystąpień premiera niezależnego państwa polskiego.
No i zrobiła się całkiem dla nich niezła, bo typowo sowiecka zabawa. Na stronę tę zleciała się zaraz cała zajadła plejada wychowanych w duchu tradycji małego komunistycznego agitatorka oraz Trybuny Ludu — i tym tradycjom ciągle bardzo wiernych — agitatorów szkalujących co tylko się da z wysiłków podjętych w celu uzdrowienia państwa. . .
Wszystko to dlatego, że przecież powrót do władzy prezia Olka, albo tego, który nie wysłał Rywina do Michnika — jest dla postkomuny i wszelkiego rodzaju aferzystów sprawą być albo nie być. . . Bo przecież, aktualny premier nie pozwala przestępcom na dalsze bezkarne rabowanie i państwa i obywateli. To dlatego różnego rodzaju lewaccy propagandziści muszą go ośmieszyć i chociaż trochę pogryźć po kostkach. Bo może w ten sposób zabiorą premierowi choć trochę tego czasu, który w innym przypadku mógłby przeznaczyć na nadzór nad walką z aferzystami. . .
Dodatkowo, zdumiewający jest jednak fakt, że autor tego utrzymanego w sowieckim stylu paszkwilu przedstawia siebie jako: "jeszcze student V r. prawa UAM". Bo sądząc z produkcji tego studenta, jednym z podstawowych przedmiotów na UAM jest dialektyka marksistowska, której styl jest tak doskonale zaprezentowany w opisywanej przeze mnie agitce!
Jeżeli jest on naprawdę studentem — to ta sytuacja aż prosi o zadanie pytania profesorom UAM o to: "Czego na UAM uczą studentów?" A może uczciwych profesorów potrafiących przekazać studentom prawdziwą wiedzę o rządach sowieckich namiestników w Polsce na tej uczelni już prawie nie ma? Bo ci posiadający wiedzę i w dodatku uczciwi, w większości zostali wykoszeli przez swoich kolegów za pomocą donosów na SB?
Dariusz Tołczyk w znakomitym artykule Polski inteligent w niewoli stada (Rzeczpospolita, 24.04.07, Nr 96) znakomicie opisał sytuację wśród środowisk inteligenckich:
"Inteligencja nie istnieje dziś jako wspólnota postaw moralnych, gdyż w Polsce byli i są inteligenci, którzy zbudowali kariery, idąc po trupach swoich kolegów. Do dziś świetnie funkcjonują liczni inteligenccy luminarze, którzy zawdzięczają swoją pozycję i prestiż dawnym zdradom i układom. Stanowią oni część polskiej inteligencji tak samo jak ci, których oni sami kiedyś wykorzystali, pozbawili głosu, odstawili na boczny tor, wyślizgali, opisali w tajnym raporcie."
Niestety, w dalszym ciągu właśnie ci, którzy "zbudowali kariery, idąc po trupach swoich kolegów" — czyli pisząc donosy na swoich "przyjaciół" — mają zbyt wiele do powiedzenia na uczelniach w Polsce. Jak na razie wpadli tylko niektórzy z nich najgłośniej krzyczący przeciwko lustracji — bo sami okazali się agentami. . . Jednak agentura ta ma już swój młody narybek, jak to widać na przykładzie "studenta"...


Komentarze
Pokaż komentarze (2)