W jednej z moich poprzednich notek zatytułowanej "PPR i PZPR, czyli partie wywodzące swoje tradycje z antypolskiego szpiegostwa, mordów i pospolitego bandytyzmu", z konieczności bardzo skrótowo pisałem o szpiegowsko-bandyckim wojennym rodowodzie stalinowskiej partii komunistycznej w Polsce.
Teraz, w znacznie obszerniejszym materiale opublikowanym w Naszym Dzienniku pod tytułem "’Przewodnia siła narodu’, czyli rządy komunistyczno-mafijnej agentury w Polsce 1944-1989", Leszek Żebrowski kreśli historię komunizmu w Polsce zaczynając już od lat międzywojennych, gdy podstawowym zadaniem komunistów w Polsce było szpiegostwo na rzecz Związku Sowieckiego oraz komunistyczny terroryzm, bandytyzm i dywersja na terenach Polski. Żebrowski pisze, że mimo wymordowania dużej części komunistycznych przywódców narozkaz Stalina, to po wybuchu II wojny światowej polscy komuniści, jak na przykład Władysław Gomułka, natychmiast uzyskali obywatelstwo sowieckie oraz nominację na dyrektora fabryki... A w tym samym czasie Sowieci mordowali dziesiątki tysięcy Polaków, a setki tysięcy Polaków wywozili w dramatycznych okolicznościach na Sybir.
Tę część artykułu Żebrowskiego warto przytoczyć w całości, omówiona jest bowiem tutaj nieomal nieznana współpraca komunistyczno-hitlerowska w okupowanej Polsce:
W dalszej części materiału Żebrowski pisze o odbudowie stalinowskiej politycznej agentury w Polsce, czyli dwóch obliczach PPR. Cytuje tutaj bezpośredniego uczestnika i świadka tych wydarzeń, Władysława Gomułkę:Komuniści i naziści 1939-1941: ręka w rękę
Nie najgorzej wiodło się także towarzyszom po drugiej stronie granicy, pod okupacją niemiecką. Komuniści - wbrew obiegowej propagandzie - początkowo byli traktowani przez nazistów jako sojusznicy, dostawali lepszą pracę, kartki żywnościowe i inne przywileje. Można tak wnioskować z zachowanych wspomnień radomskiego komunisty Czesława Nowakowskiego (po wojnie funkcjonariusza UB), który opisał rozmowy z miejscowym kierownikiem NSDAP: "[uważaliśmy] iż okupant nie może występować wrogo w stosunku do b. kapepowców, z uwagi na to, że był wówczas w sojuszu ze Zw. Radzieckim. W związku z powyższym [miejscowi komuniści zgłosili się - przyp. L.Ż.] na wezwanie do wspomnianego 'Arbeitsamtu' - gdzie wygłosił do zebranych przemówienie, kierownik miejscowej partii hitlerowskiej NSDAP w której zapewniał że Hitler i III-cia Rzesza są przyjaciółmi Zw. Radzieckiego, wobec tego i zebranych
b. kapepowców, prosił o współpracę w walce z kapitalizmem brytyjskim i ofiarowywał w imieniu rządu niemieckiego jego pomoc dla zebranych. Powyższe szybko doszło do wiadomości zainteresowanych, ci co się nie zgłosili (poważna część) żałowała że tego nie dokonała. To też na powtórne zwołane zebranie do 'Arbeitsamtu' lwia część miejscowych b. czł. KPP usłuchała wezwania, przybywając do wspomnianego urzędu...".
Od czerwca 1941 r. niedawni sojusznicy stali się wprawdzie śmiertelnymi wrogami, ale nie można fałszować rzeczywistości, twierdząc, że było inaczej.
Jednak nadesłanie na komunistyczne szpiegostwo fundusze okazywały się za małe. Wobec tego, pisze Żebrowski, komuniści przypomnieli sobie przedwojenne "eksy" i wznowili je na masową skalę. Znowu przytoczony jest Gomułka:Kierownictwo Kominternu - realizując zawsze dyrektywy WKP (b) - nowo powstałej partii nadało niejako dwa oblicza, jawne i tajne. Na jawne oblicze partii składała się cała jej nie skrywana przed nikim działalność podziemna, tajne zaś, czyli skrywane przed narodem, miały pozostać powiązania kierownictwa partii z Moskwą, z Kominternem, uznawanie ich zwierzchnictwa nad partią mimo formalnego wyrzeczenia się przez nią przynależności do Międzynarodówki Komunistycznej. O tym drugim, tajnym aspekcie oblicza partii wiedział jedynie w stopniu bardzo zróżnicowanym jej kierowniczy aktyw. Najgłębiej znała te sprawy trójka kierownicza partii wchodząca w skład pierwszej Grupy Inicjatywnej. Aktyw krajowy PPR był w tym przedmiocie na ogół powierzchownie zorientowany, z wyjątkiem tych działaczy PPR, którzy współpracowali z wywiadem radzieckim.
Przytaczając ówczesne komunistyczne meldunki Żebrowski pisze, że: większość pierwszych grup zbrojnych rekrutowano z szeregów pospolitych bandytów, którym zapewniano ochronę ideologiczną i świetlaną przyszłość po wojnie.Dowiedziałem się wtedy od Findera, że 'eksów' takich, z których nie zdają sprawozdań przed partią, dokonują także inni organizatorzy i dowódcy grup gwardzistowskich, w ich liczbie nawet ludzie z aparatu Sztabu Głównego GL. Nie dociekałem wówczas prawdziwości tej informacji wobec faktycznego akceptowania takich akcji przez Findera. Funkcjonariusze partyjni i pracownicy aparatu GL musieli przecież z czegoś żyć. Skoro kierownictwo PPR i Gwardii Ludowej nie było w stanie zapewnić im środków na utrzymanie, rozwiązywanie przez nich tego problemu na drodze 'prywatnych eksów' trudno było potępiać...
Werbunek tow. Baśki, Edwarda i Huberta do 'specgrupy' odbywał się w ten sposób, że roztaczano przed nimi wspaniałe obrazy dobrobytu, wręcz luksusowego zbytku, zapewniano ich, że przy małym wysiłku (ok. 4 godz. dziennie) zarobią znacznie więcej niż przy normalnej pracy zawodowej". Obiecywano im 1000-1500 zł miesięcznie, wiele nowych i pięknych ubrań (tak wyglądała rekrutacja do tzw. Związku Walki Młodych). "Skład partyzantów i d-twa rekrutował się z elementu bandziorskiego"; "Należy dodać, że Wilk w swym oddziale grupuje przeważnie złodziei, a kupuje ich obiecując im, że będą pracować na własną rękę i zarekwirowane pieniądze rozdzielać wśród siebie.
Jednym z takich bandytów był współpracownik NKWD, szef UB w Augustowie i kat wielu polskich patriotów, Jan Szostak, który w w 1952 r. narzekał, że: "Jak trzeba było wieszać ludzi, strzelać do nich i topić ich w ustępach, to nikogo nie było. A teraz moich zasług nikt nie bierze pod uwagę."
Komunistom potrzebni byli także — "Sprzedajni intelektualiści [którzy] otrzymywali zaś nieprawdopodobnie wysoki status materialny, dostęp do dóbr, których nie było na rynku, wyjazdy na zagraniczne staże i stypendia, wycieczki (tak, były takie także w okresie stalinowskim, choć wydaje się to niepojęte). W zamian jednym z ich zadań było wychowywanie "nowego" człowieka, jak to nazwał Stalin – ‘człowieka nowego pokroju’, czyli mówiąc wprost - homo sovieticusa."**
Pisząc o intelektualistach w okresie stalinowskim Żebrowski m.in. przypomina poetkę wielbiącą Józefa Stalina i swoją "Partię", Wisławę Szymborską oraz Jacka Kuronia piszącego do swej narzeczonej: "Kocham cię prawie tak bardzo jak partię". [sic !] Przytacza też podanie Ryszarda Kapuścińskiego o przyjęcie w szeregi PZPR (już po śmierci Stalina): "Partia dała mi wszystko, ona mnię [sic! - L.Ż.] wychowuje, jej sprawa stała się sprawą mojego życia. Chciałbym całym sobą, jako członek partii, służyć nieśmiertelnej idei Stalina, który nam wszystkim pozostawił doprowadzenie swojego dzieła do końca. Przyczynić się jak najmocniej, na ile potrafię, do wykonania tego testamentu - to moje najświętsze pragnienie".
A także rekomendację Kapuścińskiego do PZPR jakiej udzielił mu "sam tow. Bronisław Geremek, nasz późniejszy... ‘skarb narodowy’. Można powiedzieć, że jaki komunista, taki skarb i taka jego polszczyzna. Geremek bardzo gorąco popierał kandydaturę Kapuścińskiego: ‘W okresie pracy i studiów na Wydziale Historycznym tow. Kapuściński przeszedł bardzo duży wzrost polityczny i organizacyjny’. Prawda, jaka z tego zionie intelektualna głębia? Więc tow. Geremek intelektualizował dalej: ‘Oddanie, zapał i ofiarność tow. Kapuścińskiego zapewniają dalszy jego wzrost i pełne przezwyciężanie błędów - ukształtowanie swej postawy na miarę członka partii’."
Artykuł Żebrowskiego jest znacznie dłuższy. Tak jak długa jest historia sowieckiej okupacji i komunistycznego zaprzaństwa dokonywanego od początku wspólnego sowiecko-niemieckiego ataku na ziemie polskie we wrześniu 1939 roku. Warto jednak przeczytać go w całości.
_____
* http://salski.salon24.pl/106680,index.html
** Zbigniew Herbert przedstawił to w ten sposób: "Zaproszenie do Belwederu, nagrody, rozmowa z Bierutem. (...) Ekipa agentów potrzebowała na gwałt inteligencji, elity, czegoś co było w tej sferze odpowiednikiem obecnej nomenklatury. Co oferowała ta władza? Boską rangę, role demiurga. (...) Więc uczuli nagle, jak ster historii jest także w ich rękach, i że opłaca się nawet w jakimś sensie okłamywać ten zbełkotany naród, na który patrzyli z pogardą, na tę masę. "


Komentarze
Pokaż komentarze (3)