216
BLOG
Lynch
Dzień dzisiejszy nie był dniem straconym. Poznałam wyrażenie „lynch”. Ówże polega z grubsza na tym, że pracodawca zleca mi wyjazd służbowy za granicę naszej ojczyzny. Daje mi do dyspozycji środki na przemieszczenie mojej osoby w miejscu i w czasie oraz na umieszczenie mojej osoby w miejscu i czasie. Pracodawca może albo opłacić wszystko z góry albo też dać mi ryczałt. Jeżeli pracodawca opłaci wszystko z góry, to traci zarówno pracodawca jak i ja. Jeżeli bowiem wszyscy tracą, to nikt nie zyskuje, gdyż nie ma czego odzyskać. Jeżeli biorę ryczałt, to mogę się przemieścić oraz umieścić taniej. Mogę przykładowo się przemieścić autostopem i zanocować pod mostem. Takie rozwiązanie jest nad wyraz korzystne zarówno dla mojego pracodawcy, gdyż pracodawca nie traci ani złotówki, jak i dla mnie, gdyż ja też nie tracę ani złotówki. Nikt zatem nic nie traci. Mogę wprawdzie zwrócić pracodawcy nadwyżkę, ale wtedy ja ją stracę, a pracodawca też odzyskując ją nic na tym nie zyska, gdyż odzyskiwanie w żadnej mierze nie jest zyskiwaniem. Zysk to nadwyżka przychodu nad kosztami. Zatem odzyskiwanie może być co najwyżej zmniejszeniem kosztów, ale koszty nie są stratą, więc na odzyskaniu niczego się zyska. W opisanym przypadku traci więc zarówno pracodawca jak i ja. Jeżeli wszyscy tracą, to nikt nie zyskuje, bo niby jak? Przypadek, w którym nikt nic nie traci, określa się mianem lynchu. Oprócz nowej nazwy przypadek taki nie jest niczym nowym, a zatem właściwie niczego się dzisiaj nie dowiedziałam. Dzień dzisiejszy jest więc dniem straconym.


Komentarze
Pokaż komentarze (22)