Jacek Kowalczyk Jacek Kowalczyk
53
BLOG

O kinie społecznie zaangażowanym

Jacek Kowalczyk Jacek Kowalczyk Polityka Obserwuj notkę 2
Czy kino powinno stronić od polityki? Smuci mnie to, że nawet w środowiskach lewicowych często się słyszy głosy, że doszukiwanie się w kinie lewicowych przesłanek zakrawa na manię. Że kino powinno być zawsze sympatyczną odskocznią, pozbawioną jakichkolwiek politycznych podtekstów. Jestem zupełnie innego zdania. Zgadzam się z aforyzmem Roberta Altmana - "Każde dzieło sztuki jest polityczne, bo odbija się w nim to, kim jesteśmy i czym żyjemy." Jeżeli dzięki nim kształtuje się moja tożsamość, z ich przekazem się emocjonalnie utożsamiam - dostarczają mi wielu wrażeń, to czemu mam o nich nie opowiadać znajomym czy nie pisać o nich na blogu?

Osobiście bardzo wysoko cenię portal alterkino.org. Filmy zamieszczane na alterkino.org na pewno nie są rozreklamowywane przez mainstreamowe przekazy. Znajdziemy tam filmy o przeróżnej tematyce - anty/alterglobalistyczne, ekologiczne, antyfaszystowskie, promujące pacyfizm, obnażające kapitalizm, neoliberalizm, solidaryzujące się z klasą robotniczą, popierające ruchy wolnościowe. W końcu każdy człowiek ma prawo do swobodnego uczestniczenia w życiu kulturalnym swojej społeczności, do korzystania ze zdobyczy kultury, do uczestniczenia w postępie nauki i do korzystania z jej dobrodziejstw, tak mówi Powszechna Deklaracja. Filmy zadowolą i umiarkowanego socjaldemokratę, i fanatycznego anarchistę. Dzięki alterkino udaje mi się również kultywować moje latynoamerykańskie zainteresowania, gdyż filmów związanych z tamtym kontynentem jest od groma. Filmy może dodawać każdy, są zawsze tłumaczone (lektor bądź polskie napisy), nie są co prawda idealnej jakości, ale przynajmniej ich ściąganie jest w pełni legalne.

Na alterkinie rozpowszechnia się filmy niszowe, jak i te autorstwa znanych twórców - Kena Loacha czy Johny"ego Pilgera. W naszym kraju o wiele łatwiej zdobyć filmy tego pierwszego.

Śmiem twierdzić, że jego spojrzenie na lewicowość, gdzie udowadnia, że dzisiejsza lewica powinna mieć odwagę potępiać czerwone aberracje, np. sowietyzm, co zostało świetnie pokazane w filmie "Ziemia i wolność", zainspirowały dzisiejsze środowiska goszystowskie - spora część czytelników, komentatorów portalu lewica.pl wychowała się na filmach Loacha.

Wielu zastanawia się czemu Loach tak pejoratywnie przedstawia w swoich produkcjach jego własny kraj. Wytyka się mu, że prowokuje konflikty, jakby na złość powraca do kłopotliwej historii, sprawy irlandzkiej, braku mieszkań, wyzysku, bezrobocia, a sprawcami tego stanu rzeczy wg jego interpretacji są najczęściej thatcheryści. Loach oczywiście permanentnie takim rewelacjom zaprzecza, konstatując, że kino to nie polityka, ani też nie partia. Nie wierzy w interwencyjną siłę kina, jednak chętnie pcha się z kamerą wszędzie tam, gdzie motywem przewodnim jest niesprawiedliwość społeczna. Nawet ci, którzy go oskarżają o propagandę, dostrzegają w jego kinie niepowtarzalny zmysł obserwacji - jakże surowy, wnikliwy, pozbawiony retuszów, patosu. Tu nie ma miejsca na zbytnie fantazjowanie. Jednego mu nie można odmówić, zawsze wierzył w wyznawane przez siebie wartości i nawet w miarę upływu lat, ich specjalnie nie rewidował. W swoich filmach bywa nie tylko lewicowy, ale lubi się kreować na antybrytyjskiego radykała zafascynowanego IRA ("Wiatr buszujący w jęczmieniu", "Tajna placówka"). Jedno w moim przekonaniu jest pewne. To dziś największy twórca kina społecznie zaangażowanego. Ciężko znaleźć równie ideowego reżysera, który by w podobnym stopniu zaistniał w mainstreamie. W końcu świadomie udało mu się wywołać międzynarodową debatę nad rewizją hiszpańskiej historii, brytyjskim konserwatyzmem - położeniem brytyjskich robotników ("Nawigatorzy"), czy losem jaki spotyka emigrantów różnych narodowości na wyspach ("Ae fond kiss"). Warto na koniec zaznaczyć, że rok temu Loach wsparł finansowo, a także solidaryzował się w pełni z protestującymi górnikami z kopalni "Budryk".

John Pilger, w przeciwieństwie do Loacha, nie jest szerzej znany polskiemu czytelnikowi, żadna z jego książek nie została przetłumaczona na język polski, a jego filmy dokumentalne rzadko są wyświetlane przez polską telewizję (a wtedy mniej więcej o północy).

Jego domeną są głównie filmy dokumentalne. Zaczął swoją karierę już w latach sześćdziesiątych relacjonując wojnę w Wietnamie, później przebywał także w Kambodży, Timorze Wschodnim, Bangladeszu, Biafrze. Przyglądał się również reporterski okiem procesom globalizacyjnym zachodzącym w Indonezji, tworząc dzieło pt. "New Rules of the Word", co można uznać za kontynuację książki Naomi Klein "No logo". Podobnie jak Loacha, interesuje go położenie klasy robotniczej, w tym przypadku indonezyjskiej, gdzie pracownicy zarabiający kilka dolarów dziennie, wytwarzają dobra warte już kilkaset dolarów w sklepach na ulicach Nowego Jorku czy Londynu. Na pewno jest większym obieżyświatem niż Loach.

Mnie szczególnie utkwił w pamięci dokument poświęcony sprawie palestyńskiej - "Palestyna - gorący temat - Walka o przetrwanie." Film trzyma się jednej antysyjonistycznej tezy, ale przy tym jest wyjątkowo przekonujący, bo Pilger wyjątkowo umiejętnie i wiarygodnie argumentuje na rzecz Palestyny. Zastanawia się jak to możliwe, że Palestyńczycy powstali przeciw ogromnej militarnej maszynie Izraela, chociaż nie mieli broni, czołgów, amerykańskich samolotów ani okrętów wojennych czy rakiet. Świetnie udowadnia, że choć Palestyńczycy zobowiązali się do desperackich aktów terroru, jak bombowe zamachy samobójcze, to jednak dla nich nadrzędnym, rutynowym terrorem, dzień po dniu, była bezlitosna kontrola niemal każdego aspektu ich życia, jakby żyli w otwartym więzieniu. Żeby postawić na swoim, potrafi znaleźć izraelskie rodziny ofiar palestyńskich ataków samobójczych, które po latach dochodzą do wniosku, że więcej winy w tym konflikcie leży po stronie Izraela. To jest dopiero nonszalancja!

"War on democracy" to jego najnowsze dzieło. Film bada relacje pomiędzy USA, a Wenezuelą, Chile, Boliwią. Nawiązuje do dyktatury Pinocheta, a także ekranizowanego już wcześniej zamachu na Hugo Chaveza z 2002 roku. Na podstawie opisu można stwierdzić, że film jest skierowany na pewno do lewicowych koneserów. Gdyby tylko polskie stacje raczyły choć w godzinach nocnych go niebawem wyemitować… Moje niedoczekanie.

Lat 23, student psychologii na UG. Działacz Stowarzyszenia Młoda Socjaldemokracja, SdPl, Krytyki Politycznej, zamieszkały w pomorskim bastionie prawicy. Analizator lewicowej semantyki, fascynat kultury iberoamerykańskiej. W swoich wpisach stara się być merytoryczny i ironiczny zarazem. Żeby nie było przerostu treści nad formą.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka