Studenci, zwłaszcza w ostatnich wyborach do parlamentu, okazali się być wielkimi sprzymierzeńcami Platformy. 55% poparcie społeczności akademickiej to niesamowity kapitał dla partii, która ma dążyć do tego, żeby wszystkim żyło się lepiej. Minister Kudrycka „odpłaca się” na studentach pięknym za nadobne. Twierdzi, że wszyscy, którym studiowanie jednego kierunku nie wystarcza, powinni za swoje fanaberie płacić. Ministerstwo chce dać studentom "koszyk usług gwarantowanych". Wykorzysta Europejski System Transferu Punktów ECTS. Już raz podobny pomysł padł, w 2004 roku dziekani stwierdzili, że niechętnie będą przyjmować studentów na drugi kierunek dzienny. Argumentowali to tym, że roczne wykształcenie studenta kosztuje ponad sześć tysięcy złotych. Uczelnie miały zaoszczędzić, zapłacić studenci. Ci, którzy mieli aspiracje, żeby studiować dwa fakultety, drugiego kierunku będą mieli uczyć się wieczorowo. A jeśli student był zainteresowany dwoma wydziałami, to musiał pertraktować z dwoma dziekanami. Oczywiście nie na koszt państwa to wszystko się miało odbywać. Pomysł nie został do końca zrealizowany, Uniwersytet Łódzki, bo o nim mowa, nie przekonał do tego innych uczelni, brakowało widocznie silnych wpływów politycznych. Ale wtedy u sterów były jeszcze podobno lewicowe rządy, które przesiąknięte licznymi skandalami nie odważyły się zająć w tej sprawie jasnego stanowiska, wszystko miało leżeć w gestii dziekanów. Z kolei Uniwersytet w Rzeszowie dwa lata temu postanowił, iż wszyscy studenci, którzy chcą rozpocząć studia dzienne na kolejnym kierunku, będą musieli płacić połowę standardowego czesnego.
A dziś podobno nie chodzi tylko o oszczędności, a skądże! Otóż minister Kudryckiej chce sprawić, żeby system był bardziej egalitarny… powinniśmy uprzykrzyć życie „bananowym studentom” – dwukierunkowcom. Pani minister jest zdania, że niektórzy bawią się za państwowe pieniądze studiując na entej ilości kierunków. Bawią się - nie czują powołania, często przekładają sobie terminy zaliczeń. Kończą jedne studia i zapisują się na kolejne, finansowane z budżetu państwa. I przez geniuszy legitymujących się świetnymi świadectwami, okupujących miejsca na przykładowych pięciu kierunkach, trzeba odrzucać świadectwa tych, którzy dopiero rozglądają się za pierwszym kierunkiem. To po co takich cwaniaków dotować? Chcą na rynku zaistnieć popisując się zdywersyfikowanym wykształceniem, to niech zobaczą jak smakuje pieniądz i niech poharują trochę w przysłowiowej Biedronce na swoje widzimisię. Oczywiście pisze to z nutką ironii, a przecież ironia wg Safony jest tylko potwierdzeniem pustki. Cóż, chciałem w tym momencie tylko dokończyć myśl minister Kudryckiej, bo ku memu zmartwieniu materiały prasowe nie przedstawiają jej punktu widzenia w pełnej krasie. Znaczy się, jej koncepcja jest bardzo rozbudowana, ale najwięcej tam matematycznych niuansów (ile punktów ECTS student ma do dyspozycji podczas studiowania, że niby może dwa kierunki bezpłatnie ciągnąć - czyli przykładowo 3,5 roku na jednym, a półtora na drugim) niż argumentacji na rzecz słuszności tej reformy. Widocznie pani minister uznała, że jej pomysły są ex cathedra trafione i tu każda argumentacja jest zbędna. Tylko winni się tłumaczą.
Co ciekawe, niektóre, rzekomo neutralne przekazy jak chociażby wp.pl czy dlastudenta.pl sugerują, że projekt minister Kudryckiej zwiastuje pozytywne zmiany. Bo studentom jest przecież za łatwo, mnożą kolejne kierunki, żeby wykorzystać wszystkie możliwe frukty im przysługujące z racji swego geniuszu, a wszystko po to, żeby jak najpóźniej wkroczyć w życie dorosłe. I, teraz autentycznie cytuję owe źródła - "Dotychczas wszystkie te wypaczenia finansowane były przez resztę społeczeństwa."
Sam dziś miałem drobne wątpliwości, czy nie warto nad tą reformą się zastanowić, czy warto tak ad hoc po socjalistycznemu spalić na stosie minister Kudrycką - domagać się jej dymisji? System jest jaki jest, studia są płatne, na rewolucję się nie zanosi (no bo gdzie nam chociażby do Szwecji, tam studia są w pełni subwencjonowane przez państwo, studenci płacą jedynie składki członkowskie do organizacji studenckich), więc każde rozwiązanie zmierzające w kierunku zrównania położenia studentów dziennych i wieczorowych/zaocznych mogłyby się w zasadzie spotkać nawet z delikatną lewicową aprobatą. Przecież nie brakuje żaków, którzy zasuwają w przywołanych wcześniej Biedronkach i tym podobnych eksperymentach, po to tylko, żeby część zarobku przekazać na opłatę za szkołę, z czego korzystają chociażby najzdolniejsi dwukierunkowcy. Państwo w końcu dbać przede wszystkim o tych, którzy nie mają na bilet autobusowy, a nie tych, którzy się zastanawiają jakim samochodem podjechać na zajęcia. W końcu to też wydaje się logiczne z lewicowego punktu myślenia.
Ale należy pamiętać, że działając w tym kierunku w pogłębiamy tylko neoliberalną patologię, i przede wszystkim - wprowadzamy rozwiązanie tymczasowe. Wszak taka reforma jest podręcznikowym przykładem strategii, którą się charakteryzują neoliberałowie - zdobywaniem przyczółków. Dzisiaj studia płatne dla dwukierunkowców, jutro mała odpłatność za dzienne, pojutrze komercjalizacja, a za tydzień pełna prywatyzacja (mam skromną nadzieję, że ten ostatni tydzień przerasta możliwości nawet minister Kudryckiej). Jeśli ktoś nie dostanie się na studia dzienne, to może (przynajmniej teoretycznie) iść na płatne wieczorowe i przy tym pracować. Przy dwóch kierunkach, jeśli chce się je rzetelnie studiować, takiej możliwości nie ma. Dwukierunkowcy to w większości fajni ludzie (wiem, sam jestem w końcu studentem), którzy studiują oba fakultety z pasją, a nie tylko beneficjeni o których wspomina Kudrycka. Zresztą o czym my mówimy, dla lewicy priorytetem są bezpłatne studia, wprowadzimy to (za lat/dekad parę), obejdzie się nawet bez rewolucji.
Pozwolę sobie wrócić do planów z 2007 roku wspomnianego Uniwersytetu Rzeszowskiego. Wówczas oburzeni studenci zwrócili się o pomoc do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, którego rzeczniczka solidaryzowała się z żakami, podkreślała, że za studia stacjonarne na publicznych uczelniach nie można pobierać opłat. Był to sierpień, czyli ostatnie podrygi tak oczernianej przez większość mainstreamowej lewicy koalicji PiS-Samoobrona-LPR. A podobno PiS będąc tylko w opozycji potrafi kwestionować liberalne ciągoty PO. Mniejsza o to, do popierania PiS-u jest mi również daleko, ale ciekaw jestem jak w tej sytuacji zachowa się parlamentarna lewica.
PiS, prezydent pewnie reformę odrzucą, a lewica znowu stwierdzi - ustawa jest w zasadzie dobra, ale trzeba tam nanieść kilka korekt, wtedy ją poprzemy. Po ostatnich przytakiwaniach platformerskim iluzjom dotyczącym przekształceń szpitali w spółki prawa handlowego i poparciu platformerskiej ustawy o emeryturach pomostowych niezbyt wielu już mnie zdziwi. Młodzi ideowcy pewnie znowu będą emocjonować się kolejną lewicowo-parlamentarną kompromitacją, a studenci poza kilkoma wyjątkami - nadal kochać Platformę albo pozostaną wobec tego obojętni. Może w końcu środowiska studenckie obudzą się i zobaczą co ich ukochana PO dla nich robi. Oni wynieśli ją do władzy, a w zamian mają postępującą komercjalizację studiów, pozbawienie perspektyw na darmową edukację zagwarantowaną w konstytucji. Osobiście nie miałbym nic przeciwko, gdyby studenci, a nie tylko grupki sfrustrowanych trockistów, goszystów, anarchistów, zechcieli wzorować się na ostatniej greckiej kontestacji przeciwko rządowi - obrzucali np. koktajlami mołotowa siedzibę Kudryckiej. Byłby to pierwszy cud Donalda Tuska.
68
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (10)