Jacek Kowalczyk Jacek Kowalczyk
57
BLOG

Honduras - cmentarz zapomnienia

Jacek Kowalczyk Jacek Kowalczyk Polityka Obserwuj notkę 1

 

Honduras - cmentarz zapomnienia
Czy ktoś z państwa słyszał ostatnio cokolwiek w mediach o Hondurasie, kraju, w którym kilka miesięcy temu miał miejsce zamach stanu, a ostatnio wprowadzono 45-dniowy stan wyjątkowy? Ależ gdzie tam, dziś się przecież tylko pisze i mówi o aferach, a jeszcze dwa tygodnie temu jedynie o sprawie Polańskiego. Dziennikarze, publicyści, politycy i przy-polityczni "play-makerzy" Hondurasem się nie przejmują - co najwyżej lapidarnie o sytuacji poinformują, o głębszą analizę nikt się nie pokusi. A Sytuacja w Hondurasie jest iście kuriozalna. Jest to właściwie pierwszy zamach wojskowy w XXI wieku na świecie, a wszystko wydaje się być utrzymane wedle nieśmiertelnej konwencji puczu przyjętej przez latynoamerykańskie junty. Zamachowcy mogą triumfować, bo - w przeciwieństwie do swych poprzedników z Chile czy Argentyny - tego wyczynu dokonali w czasach wolności i pluralizmu, w czasach, kiedy to zimna wojna - nieodłącznie związana m. in. z inspirowanymi przez USA prawicowymi puczami - dla młodego pokolenia wydaje się być wręcz surrealistyczną epoką historyczną.

Obalony 28 czerwca prezydent Manuel Zelaya cieszy się poparciem europejskiej i nie-europejskiej lewicy, pomimo tego, że z żadną lewicową opcją nie było mu nigdy po drodze (wywodzi się z Liberalnej Partii Hondurasu). Zjednoczona Lewica Europejska/Zielona Lewica wzywała do przywrócenia na swoje stanowisko nielegalnie obalonego prezydenta oraz zażądała zerwania współpracy Unii Europejskiej z obecnym rządem i zawieszenia reklamowania produktów, które hondurascy przedsiębiorcy eksportują do Europy z korzyścią dla nielegalnej władzy. Do solidarności z Hondurasem i Zelayą wzywał też Hugo Chavez. Co godne podkreślenia i uwagi, za czasów Zelayi Honduras wstąpił do Boliwariańskiej Alternatywy dla Ameryk - ALBY (ALBA ma obecnie dziewięciu członków, m. in. Wenezuelę, Boliwię, Nikaraguę, Honduras, Kubę i Dominikę), która ma być przeciwwagą dla przesiąkniętego imperializmem amerykańskim porozumienia ALCA. Zelaya nawet dwa lata temu doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że w kraju na niebezpieczną skalę rozrasta się lobby antyprezydenckie. Już wtedy starał się wpływać na krajowe media, które miały transmitować wywiady z nim samym i członkami rządu (wywiady przeprowadzał zaprzyjaźniony dziennikarz), aby zdementować nieprawdziwe informacje, które podawały media na temat dotychczasowych rządów Zelayi.

Roberto Micheletti, pełniący obowiązki prezydenta kraju, dyrygent zamachu, zarządził 28 września 45-dniowy stan wyjątkowy, zawieszając wszystkie konstytucyjne uprawnienia obywateli, wliczając w to wolność zrzeszania się, wolność słowa i wolność prasy. Nowo wyłonione w wyniku zamachu władze Hondurasu uprzedziły w ten sposób spodziewane na 28 września masowe demonstracje zwolenników obalonego w wyniku zamachu stanu sprzed trzech miesięcy Zelayi. Tuż przed ogłoszeniem stanu wyjątkowego, Zelaya wrócił z Kostaryki do Tegucigalpy, nielegalnie przekraczając granice, gdzie przebywa obecnie w ambasadzie Brazylii . Brazylijska ambasada została otoczona przez represyjne siły, bomby gazowe - gazy łzawiące, drażniący dym i dźwięki o wysokiej częstotliwości są kierowane przez wojska reżimowe, w celu odbicia Zelayi.

Te agresywne działania łamią postanowienia Wiedeńskiej Konwencji dotyczące stosunków dyplomatycznych. W sobotę, 26 września, dyktator Micheletti postawił ultimatum prezydentowi Brazylii - Ignacio Luli da Silvie. Twierdzi, że reżim odpowiedzialny za zamach stanu przeprowadziłby nalot na brazylijską ambasadę, drwiąc sobie tym samym z immunitetu politycznego Zelayi, jeśli rząd brazylijski nie przekaże go reżimowi. Prezydent Lula na szczęście odrzucił nielegalne żądanie.

Dekret z niedzieli dramatycznie zmienia sytuację w kraju. 45-dniowy stan wyjątkowy pozwala siłom zbrojnym na masakrowanie i prześladowanie obywateli Hondurasu na szeroką skalę. Od wejścia dekretu w życie, liczba ofiar śmiertelnych przekroczyła liczbę trzycyfrową. Telewizja i stacje radiowe sprzeciwiające się reżimowi, takie jak np. Radio Globo, zostały zamknięte, dziennikarze zostali zatrzymani lub stali się tzw. desaparecidos (zniknięci) . Przypominają się czasy chilijskiej wojskowej i masowe zniknięcia tysięcy ludzi, tortury odbywające się na stadionie Santiago de Chile. Zaangażowanie w sprawę Radio Globo, obok demonstracji ulicznych było świadectwem tego, że społeczeństwo począwszy od 28 czerwca jest wewnętrznie spójne - jednoznacznie przeciwstawia się dyktaturze. Ale o tym się rzadko wspomina. Media same kreują podgląd, że w konflikt właściwie zaangażowani są tylko puczyści i Zelaya.

Co ciekawe, administracja waszyngtońska nie stwierdziła oficjalnie, że w Hondurasie miał miejsce zamach stanu. Bezsprzecznie wiązałoby się to dla niej ze sporymi kosztami - uznając zamach za fakt dokonany, musiałyby odmówić pomocy ekonomicznej… W Hondurasie bowiem Stany Zjednoczone mają posłuszną sobie i zglobalizowaną oligarchię dysponującą rezydencjami letnimi w Miami, która broni interesów firm i rządów amerykańskich jak własnych. Obowiązuje też tu Traktat o Wolnym Handlu, który zapewnia towarom amerykańskim swobodny dostęp do tego zubożałego kraju środkowoamerykańskiego i spycha go na peryferie kapitalizmu globalnego, do roli dostawcy surowców. Miejscowa gospodarka jest utrzymywana dzięki kapitałowi napływającemu z Florydy i Nowego Jorku. Trzeba też pamiętać, że Honduras dla USA był miejscem strategicznym podczas zimnej wojny - do dziś istnieje tam baza wojskowa, dzięki której udało się zawiązać silne więzi z honduraskimi siłami zbrojnymi, których dowódcy szkolą się w amerykańskich instytucjach wojskowych. Honduras ma najbardziej konserwatywną konstytucję w całym regionie i najbardziej reakcyjny system wyborczy, co sprawia, że nieuchronnie jest narażony na próby reformatorskich eksperymentów populistycznych. Można zrozumieć zadeklarowaną sympatię Republikanów do reżimu, ale ciężko pojąć, dlaczego, mimo wszystkich więzi z Hondurasem, demokraci nie potrafią wypracować stanowiska choćby krytykującego pucz. Działania Obamy podczas zamachu, wyczerpały jego polityczny kapitał w Ameryce Południowej. To grozi wywołaniem problemów w pozostałych sprawach związanych z Ameryką Południowej, takich jak plany rozmieszczenia 4 jednostek floty marynarki wojennej czy kwestia wysoce kontrowersyjnej umowy na użytkowanie 7 kolumbijskich baz wojskowych.

W Hondurasie brakuje międzynarodowych obserwatorów , co jest reżimowi na rękę. Zastanawiające jest jednak, że dla międzynarodowych organizacji broniących praw człowieka, honduraski przewrót nie wydaje się być na tyle istotny, żeby urósł do rangi priorytetu. Pucz został potępiony przez sąsiadów Hondurasu, więc wystarczyłoby zorganizować średniej wielkości interwencję wojskową, aby przywrócić w Hondurasie prawowite władze. Ba, pucz przecież potępiły Unia Europejska, sekretarz generalny ONZ Ban Ki-Mun i Organizacja Państw Amerykańskich. Potęguję to kuriozalność całej sytuacji - jedni ją ignorują, inni są działającymi niedorzecznie hipokrytami , jeszcze inni pucz ostro potępiają, ale poza ciepłymi słowami, nie są w stanie zmienić stanu rzeczy - bezpośrednio interweniować .Zelaya Zelayą, najbardziej szkoda społeczeństwa kontestującego rządy puczystów.

Nie zdziwiłbym się, gdyby za lat kilka narodził kolejny Victor Jara, pojawili się nagle kolejni pisarze pokroju Pablo Nerudy, Isabel Allende, filmowcy nakręcili kilka dokumentów inspirowanych na puczu honduraskim. A może nawet sam pucz stanie się przedmiotem popkultury? Zaintryguje nawet prominentnych polskich żurnalistów i klasę polityczną? Wszystko oczywiście post factum

Lat 23, student psychologii na UG. Działacz Stowarzyszenia Młoda Socjaldemokracja, SdPl, Krytyki Politycznej, zamieszkały w pomorskim bastionie prawicy. Analizator lewicowej semantyki, fascynat kultury iberoamerykańskiej. W swoich wpisach stara się być merytoryczny i ironiczny zarazem. Żeby nie było przerostu treści nad formą.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka