Jacek Kowalczyk Jacek Kowalczyk
86
BLOG

Prywatyzowanie przychodni - ulubione zajęcie pomorskich radnych

Jacek Kowalczyk Jacek Kowalczyk Polityka Obserwuj notkę 6

Grożący nam platformerski projekt prywatyzacji szpitali dawał samorządom możliwość pozbycia się tych placówek w formie ich sprzedaży, zbycia udziałów, czy innych nieznanych nam form. Tym samym szpitale stałyby się jednostkami niepublicznymi, które musiałyby się w większym stopniu niż dotychczas się samofinansować, bardziej nastawiać na zysk. Groziło nam to, że drogie procedury medyczne byłyby niechętnie podejmowane na korzyść tych tańszych i szybkich procedur medycznych. Zachodziłaby obawa, że szpitale selekcjonowałyby pacjentów, na tych mniej i więcej kosztujących. W dodatku szpitale jako instytucje prywatne mogłyby pobierać opłaty za leczenie, więc pacjent bogaty byłby obsłużony w pierwszej kolejności i w lepszych warunkach.

Niebezpieczeństwo przynajmniej chwilowo zażegnano, projekt upadł. Najgorsze jest jednak to, że podczas, gdy publicznie debatowano nad tą ustawą - interesowano się losami szpitali, zapomniano o przychodniach, które są już od dawna w 90% sprywatyzowane, rządzą nimi wyżej opisane mechanizmy, i nie każdy zdaje sobie z tego sprawę!

Jak donosi Dziennik Bałtycki, Radni Sejmiku Województwa Pomorskiego przegłosowali uchwałę o sprzedaży jedynej w województwie pomorskim, publicznej przychodni stomatologicznej. Wszystko zbiega się w czasie z wizytą CBA w urzędzie marszałkowskim. Sytuacja w jakiej znalazła się Wojewódzka Przychodnia Stomatologiczna pokazuje absurd, w jaki wpadły władze samorządowe. Podczas gdy w epoce PRL-u upaństwawiano wszystko na siłę, teraz mamy prywatyzowanie wszystkiego, bez podejmowania prób modernizacji, zmiany kierunku myślenia, działań. Dla władz samorządowych prostsze jest pozbywanie się tzw. deficytowych placówek niż próba zmieniania ich struktury. Szok i przerażenie jest tym większe, gdyż WPS nie jest placówką zadłużoną. Mamy tu więc do czynienia z precedensem, przynajmniej na skalę wojewódzką.

Najważniejszym argumentem dla apologetów prywatyzacji przychodni jest to, że przyszły właściciel na pewno nie zrezygnuje z kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia, dzięki czemu pacjenci nadal będą mogli korzystać w niej bezpłatnie z leczenia, do którego mają prawo w ramach zdrowotnego ubezpieczenia.

Pacjenci mają jednak słuszne obawy, że prywatna przychodnia stomatologiczna będzie i tak dyktować ceny, gdyż będzie zmuszona de generowania zysków. W prywatnych gabinetach za to samo świadczenie raz płaci się sto złotych, a raz pięćset. I tego właśnie najbardziej boją się pacjenci, których rocznie jest 36 tysięcy. Zalety WPS-u dostrzegają również ludzie młodzi – w mniejszych miejscowościach wojewódzkich, z których pochodzą często  studenci, nie wykonuje się bezpłatnie takich zabiegów. Przykładowo, takie zabiegi jak wyrywanie zębów, znieczulenie, wstawianie plomb są darmowe, podczas gdy w prywatnych gabinetach wyrywanie kosztuje od 100 do 200 złotych za sztukę, a wstawienie plomby ok. 60 złotych. Warto też poczytać i posłuchać opinii pacjentów na temat samego leczenia, którzy w znacznej większości twierdzą, że lekarze stomatolodzy w niej pracujący są naprawdę fachowcami i wykazują duże zaangażowanie w "ratowaniu" zębów bez względu na stopień trudności leczenia. Nie brakuje też komentarzy, w których podkreśla się, że zespół pracowników WPS-u wyróżniają dziś tak mało popularne cechy jak troskliwość i szczere zainteresowanie pacjentem. Istnieje więc obawa, że nowa rzeczywistość zmieni mentalność lekarzy.

Beneficjentami nowej struktury zarządzania placówką nie będą pracownicy, do których zadań nie będzie należało generowanie zysków.  Pielęgniarki w sprywatyzowanej placówce mogą zarabiać zdecydowanie mniej niż w państwowych placówkach.  Przykładowo, w sprywatyzowanych POZ-ach (Podstawowa Opieka Zdrowotna), pielęgniarka dostaje zdecydowanie niższą pensję niż w państwowym szpitalu, a do tego, w imię nowej ideologii musi być „elastyczna” – zdolna do szybkiej realizacji kilku zadań, tzn. powinna  być jednocześnie salową, sprawować opiekę nad pacjentami, a także przygotowywać kawę szefowi zakładu - menedżerowi z prawdziwego zdarzenia.

Samorządowcy bezkarnie wystawiają kolejne, nawet dobrze prosperujące placówki na sprzedaż, kolejne komisje prywatyzacje powstają jak grzyby po deszczu. Niebawem szykuje się też prywatyzacja Wojewódzkiej Przychodni Skórno-Wenerologicznej. Jak tylko się da, celowo doprowadzają przychodnie do upadku, żeby je później sprzedać. Ostatnio samorządowcy stali się bezkarni do tego stopnia, że głosując nad prywatyzacją kolejnej przychodni, nie interesuje ich nawet jej rentowność. Prywatyzacja przychodni stała się warunkiem [i]sine qua non[/i], wyznacznikiem efektywnej pracy  samorządowców. Wszystko odbywa się po cichu, bez żadnego dialogu społecznego. Czy przeprowadzono na Pomorzu jakiekolwiek sondaże, referendum w sprawie prywatyzacji przychodni? Brakuje lewicowych radnych (już nie wspominając o think-tankach), którzy by chociaż mogli przedstawić mieszkańcom konsekwencje prywatyzowania przychodni.  

Może CBA wizytujące urząd marszałkowski w związku z podejrzeniem fałszowania przez urzędników dokumentów, poza polowaniem na czarownice, zajmie się również sprawą dzikiej prywatyzacji przychodni? Może pełna zapału, pomorska młoda lewica wspólnie wyrazi swoją kontestację wobec zaistniałego faktu - Młodzi Socjaliści, Krytyka Polityczna?

Lat 23, student psychologii na UG. Działacz Stowarzyszenia Młoda Socjaldemokracja, SdPl, Krytyki Politycznej, zamieszkały w pomorskim bastionie prawicy. Analizator lewicowej semantyki, fascynat kultury iberoamerykańskiej. W swoich wpisach stara się być merytoryczny i ironiczny zarazem. Żeby nie było przerostu treści nad formą.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka