310 obserwujących
1177 notek
3668k odsłon
  3943   13

Dyskretny urok nieheteronormatywności

Pierwszy raz zetknąłem się z tym w filmie "Maria, królowa Szkotów". W obsadzie ambasadorem Elżbiety I był Murzyn, a z kolei w roli hrabiny Shrewsbury nadzorującej   Marię Stuart  podczas uwięzienia wystąpiła aktorka chińskiego pochodzenia. Zarówno ambasador, jak i hrabina byli postaciami historycznymi. O tym to filmie  recenzentka FILMWEB Ewelina Leszczyńska pisała następująco:

"Obecność na XVI-wiecznym dworze osób nieheteronormatywnych lub innego niż europejskie pochodzenia etnicznego, a także feministyczne idee dające się wyczuć w działaniach bohaterek, rzeczywiście mogą wprawić w konsternację odbiorcę przyzwyczajonego do wersji historii uwzględniającej przede wszystkim punkt widzenia białych heteroseksualnych mężczyzn."

Rozumiecie państwo - z punktu widzenia białych heteroseksualnych mężczyzn na XVI-wiecznym dworze wszystko było białe, heteroseksualne i heteronormatywne. To oczywiste, bo przecież skąd etniczni Europejczycy mają wiedzieć, że było inaczej, skoro studiowali na białych heteroseksualnych uczelniach, na których wykłada się białą heteronormatywną historię?

Natomiast osoby wyczuwające "feministyczne idee" nigdy nie popełnią tego błędu, nie dadzą się zwieść historii uwzględniającej przede wszystkim punkt widzenia białych heteroseksualnych mężczyzn. Albowiem osoby wyczuwające feministyczne idee znają prawdziwą historię, która musi być prawdziwa, bo one to wyczuwają.

Dlatego gdy usłyszałem, że w brytyjskim serialu historycznym o czasach Henryka VIII w roli jego nieszczęsnej żony Anny Boleyn wystąpi czarnoskóra aktorka, to już bez pudła wiedziałem, że autorka scenariusza wyczuwa feministyczne idee. I w zasadzie nie odczułem specjalnej satysfakcji, gdy przeczytałem, że "Napisana przez debiutantkę Eve Hedderwick Turner, "Anne Boleyn" rzuca feministyczne światło na ostatnie miesiące życia Boleyn, na nowo obrazując jej walkę z patriarchalnym społeczeństwem Tudorów". Po prostu wyczuła i na nowo napisała historię. To żaden numer w dzisiejszych czasach, jak by to ujął Leopold Tyrmand.

Bez trudu wyobrażam sobie na przykład serial "Młody Michnik", gdzie w roli tytułowej wystąpi wiekowa pomarszczona Murzynka na wózku inwalidzkim. Ta stara Murzynka będzie oczywiście rzucała feministyczne światło na młode lata Michnika. A jeśli zadacie mi głupie pytanie, dlaczego akurat na wózku, to odpowiem kwestią z tego angielskiego dowcipu poniżej.

Na wzburzonym oceanie wielki pasażerski liniowiec napotyka maleńką tratwę. Dzwonki na wszystkich pokładach obwieszczają alarm "Człowiek za burtą". Pasażerowie podekscytowani wylegają na pokład, są świadkami ratowania ludzkiego życia na morzu. Będzie co opowiadać wnukom. Kapitan woła z mostku wielkim głosem przez tubę: Hej tam, na tratwie!  Na to wezwanie jest reakcja, spod plandeki pokrywającej środek tratwy wyłazi jakiś brodacz, ziewa, drapie się po przyrodzeniu, w końcu podnosi rozczochrany łeb ku górze i flegmatycznie odpowiada: No i co z tego, kurwa, że na tratwie?

Właśnie, co z tego, że na wózku?

Lubię to! Skomentuj177 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura